Czy tylko w moim domu poranki są takie nerwowe?! - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

Czy tylko w moim domu poranki są takie nerwowe?!

Dzisiaj jest środa. Trzeci dzień tygodnia. Trzeci dzień, kiedy rano boję się, że sąsiedzi zapukają do moich drzwi i poproszą o ciszę, bo jednak krzyki o 6 rano to bywają zrozumiałe, ale weekend – każdego z nas kiedyś melanż poniósł. Ale w tygodniu?! W Środę?! Patologią wieje i to dość mocno…

Lubię poranki, naprawdę. Lubię, bo mogę w spokoju zaplanować sobie cały dzień, bo to taki „świeży star”. Wiesz co mam na myśli? Mogę sobie obiecać, że dzień będzie udany, że zrealizuję wszystko co zaplanowałam, że będę produktywna jak nigdy wcześniej, że wygram życie, a wieczorem będę się kąpać w chwale. Czujesz to? Ogarniasz? No właśnie! Jakby cały dzień był jednym wielkim konkursem produktywności, uśmiechu i powodzenia. Nie będę kłamać. Są dni, że nawet przy największych ambicjach ever, prokrastynacja wygrywa ze mną na wszystkich polach, śmieje mi się triumfalnie w twarz, spluwa pod nogi i krzyczy „who’s the boss?!”. No bywa no. Życie. Naturalna selekcja, podczas której wygrywa silniejszy. A że potrzeba leżenia jest czasami silniejsza od potrzeba bycia bogatym, szczupłym i pięknym? Shit happens.

Lubię poranki, mimo że zawsze rano w zanadrzu czeka na mnie jakaś afera. Znasz moment, kiedy Twoje dziecko drze się o byle co, robi aferę z byle powodu i do tego widzisz w jego oczach tę jedną myśl pt. „zniszczę cię matko!”. Znasz to? Wszystkie to znamy. To teraz pomnóż sobie to razy trzy. Witaj w moim świecie!

Ja naprawdę wierzę, że wszystko zależy od nastawienia. Że nawte rozlana na nową koszulkę kawa może byc dla jednego traumą, a dla innego szansą na nowe zakupy. Ja osobiście zawsze, ale to zawsze odbieram takie rzeczy jako szansę. Naprawdę. Całe życie zależy od naszego nastawienia. Tylko jak tu się pozytywnie nastawiać jak jedno dziecko płacze bo siedzi za daleko stołu, drugie bo mu jeden chrupek do mleka spadł na podłogę, a trzeci drze się bo, bo nawet nie wie! Bo tak! Bo dlaczego nie?

Jasne, bywają dni, że wszyscy są szczęśliwi, uśmiechnięci i daleko nam wtedy do dramatów, ale na co dzień? Masakra! Ja naprawdę zaczynam mieć lęki, że nadejdzie taki dzień, że usłyszę pukani do drzwi, otwarzę i usłyszę „Dzień dobry, tu MOPS”. No normalnie widzę to oczami wyobraźni!

Zaczyna się wraz z pobudką. Jęczenie, marudzenie. To ja rozumiem. Samej ostatnio średnio mi się wstaje, poduszka zrobiła się ostatnio niesłychanie wygodna. W byle jakiej pozycji, byleby jeszcze poleżeć – hasło każdego ostatnio poranka. Dlatego rozumiem to, szanuję, budzę buziakami, delikatnymi łaskotkami, zapachem kakałka. I co? I dupa. Zadyma kompletnie nie zmieniła częstotliwości. Wciąż jest masakra. Później śniadanie. Nie ta bułka, nie to mleko, nie ten talerz. WHAT?! A czy to restauracja?! Dalej jest tylko gorzej, moje dzieci, moje najsamodzielniejsze bąki świata zaczynają „ja nie chcę się sam ubierać! nie chcę tych majtek! nie te skarpetki”. Oddychaj Justynko, oddychaj…

Teraz jednak myślę, że to może nie tylko ich charakter. To zima. Napewno zima. W końcu ja też ostatnio jęczę głośniej niż zwykle.

M: – „wiesz czego boję się najbardziej na świecie? Że ten twój pms to jedna wielka ściema, a ty po prostu taka jesteś”.

No ja go rozumiem. Też się tego boję…

Wiosno! Czekam na Ciebie!!!

Processed with VSCO with c1 preset


PDF    Send article as PDF   

Leave a Comment