"Ale ja nie chcę taka być!" - Flow Mummmy
Uncategorized

“Ale ja nie chcę taka być!”

Codziennie większość z nas dąży, mniej lub bardziej świadomie, do tego samego: wszystkie chcemy być piękne, mądre, szczupłe, ze słodkimi dziećmi u boku, fantastycznym mężem i pewnością, że jesteśmy świetne we wszystkim co robimy. A co jeśli ja wcale nie chcę być taka… idealna?

Codziennie rano wstaję z myślą, że “od dzisiaj…”. To od dzisiaj dotyczy każdej sfery mojego życia. Od dzisiaj będę zdrowiej się odżywiać, gotować dwudaniowe obiady, więcej czas spędzać z dziećmi, zacznę uczyć się obcego języka, ogarnę w końcu szafy… Wszystko “od dzisiaj” lub “od jutra”. W imię wszechobecnego kultu doskonałości. Coraz częściej jednak zastanawiam się “po co?”…

Prawda jest taka, że ja wcale nie chcę być idealna. Bo po co? Żeby wstawać codziennie w stresie i myślą “cholera, a jak nie sprostam?”. Chcę cieszyć się codziennością, a nie zmagać się z nią, bo przecież MUSI BYĆ IDEALNIE. Nie, nie musi. Ja nie muszę być taka, mój M też nie. Moje dzieci? Wystarczy, że są idealne dla mnie.

Gdybym chciała perfekcyjnego życia, to bym je takim stworzyła, tylko po co skoro byłoby udawane? Sztuczne. Chodzić cały dzień z przyklejonym uśmiechem? Nie dziękuję. Wolę się wkurwić czasami, ale tak porządnie, do bólu gardła, prawdziwie. Płakać? Też czasami trzeba. I nie, nie jak na filmach, z wodoodpornym tuszem, szminką i pięknym grymasem twarzy. Chcę w tym płaczu być rozmazana, zanosząca się, ale autentyczna – bo płacz potrafi oczyścić tak ciało jak i duszę.

Chcę wkurzać się na jeansy, że mi na tyłek nie wchodzą, chcę żeby moje dzieci w dorosłym życiu pamiętały nie tylko czereśnie z drzewa czy truskawki z krzaka, ale także pyszne lody  z kawiarni. Chcę, żeby znały smak prawdziwej, tłustej bitej śmietany – nie tylko jej zdrowego substytutu. Chcę, żeby skakały po kałużach, nie martwiąc się, że zła będę na mokre spodnie. Chcę upaść na prostej drodze, bo ten upadek przecież do łez ze śmiechu mnie doprowadzi. Chcę przeżywać porażki, bo one nas uczą, sprawiają, że wszystko lepiej robimy, wiemy. Chcę, by moje dzieci wiedziały, że nie ma ludzi idealnych, oprócz tych których kochamy.

Chcę wkurzać się na swój za duży tyłek, brzuch, na piersi, bo pomimo tego że codziennie marudzę, że mogłyby być fajniejsze to tak naprawdę jestem wdzięczna za to, że takie są. Chcę kochać siebie, prawdziwą, a nie wymyśloną wersję o której niby tak głośno marzę. Chcę narzekać na brak czasu, bo to znaczy że coś ze swoim życiem robię. Chcę być zmęczona swoimi dziećmi, bo to znaczy, że je mam – szczęśliwe, zdrowe, ukochane. Nie chcę zmieniać swojego życia… Po co?

Nie chcę być idealna. Zero śmiechu jest w perfekcjonizmie, bo z czego tu się śmiać?  Z pięknych fryzur? Paznokci? Gracji w chodzeniu? Ja wolę się wydurniać i sprawiać by moje dzieci pękały ze śmiechu – to właśnie zapamiętają! To będą wspominać za 20 lat, tak jak ja wspominam swoje dzieciństwo. Chcę dla nich prawdziwego życia, najlepszego jakie mogę im dać, ze śmiechem, płaczem i wszystkimi trudnościami, które z uśmiechem na twarzy będą pokonywać.

Nie chcę być idealna, nie mam potrzeby. Wystarczy, że jestem taka dla siebie i tych których kocham…

   Send article as PDF   

14 komentarzy

  • Pięknie napisane! 🙂 zawsze jak chcę, żeby było
    idealnie to wychodzi oczywiście na odwrót 😉 ciężko się tak żyje na dłuższą metę, dlatego lepiej odpuścić i żyć normalnie 😉

  • Bardzo dziękuję za ten tekst! Bardzo prawdziwy i….po raz kolejny idealnie odpowiada temu co potrzebowałam usłyszeć ( w tym wypadku przeczytać )….

  • Dokładnie, starając się być idealnym, zapominamy o tym co jest dla nas najważniejsze, nie mamy śmiesznych wspomnień, bo wszystko staraliśmy się robić idealnie, a nasze życie staje się nudne… tylko po co to komu? Nie wyobrażam sobie spotkania po latach z rodziną czy znajomymi, na których nie opowiadamy sobie śmiesznych wpadek, w których najpierw byłam czerwona jak burak, a potem płakałam ze śmiechu 🙂 tak jak napisałaś, idealność jest sztuczna, a ja wolę być prawdziwa.

  • Trafione w punkt. Też tak mam… czasami łapie doła kiedy widzę tzw. idealne matki ale później przy lepszym poznaniu, zauważam że to wszystko na pokaz a w rzeczywistości jest całkiem inaczej…normalniej. Edzie zachwyca

  • Flow powiem Ci, że masz rację. Szczególnie, czasem mi się już rzygać chcę tym “kultem zdrowego odżywiania”. Nie mówię, że to źle, super, że ludzie się zdrowiej odżywiają, są bardziej świadomi tego co jedzą. No, ale trzeba zachować dystans, należę na fb do kilku grup pro zdrowie, i jak widzę wpisy, czy komentarze w stylu jak można dawać dziecku jeść zwykły dżem, bla bla bla… ? Już nie mówiąc o tym, że czasem jak daję mojemu synkowi, jakieś bułki najzwyklejsze napchane chemią i glutenem, (np. na wycieczce :)) to się zastanawiam czy jestem dobrą matką… ale na szczęście tylko chwilę, ale to naprawdę to staje się, już czasem, przytłaczające… Trzeba nie zwariować w tym świecie 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Ja z reguły mówię “Od poniedziałku”… I tak co tydzień. Czasami marzę sobie o idealnym życiu. Idealnie zrobione paznokcie, idealna fryzura i makijaż, idealny, zdrowy i pięknie podany obiad. Idealny wieczór z mężem i idealne dziecko chodzące spać o 19:30. Czasami zazdroszczę innym kobietom ich super zorganizowania, perfekcyjnie wysprzątanego domu i kariery zawodowej. A później śmiać mi się chce z mojej głupoty i wracam do swojego nieidealnego, ale najpiękniejszego życia i do mojej najukochańszej rodziny. Powtórzę za Tobą: “nie chcę nic zmieniać. Po co?” No dobra. Chcę tylko zrzucić parę kilo 😉

  • Która z nas nie chciałaby być idealną żoną, matką, kochanką, córką itp. Ale dążąc do ideału łatwo zgubić siebie, bo co określa nasze postrzeganie idealnej żony, matki… To co kreują media, kolorowe magazyny, reklamy. Mogę starać się być i żyć tak jak na obrazku, ale tylko pod warunkiem, że moja osobowość, charakter i priorytety będą z tym zgodne. Czasami ktoś ‘z obrazka’ mnie zainspiruje i wiem, że mogę nad sobą w tym kierunku popracować, bo to po prostu będzie tylko ulepszona wersja mnie, która będzie też lepszą wersją dla moich najbliższych. Ale najczęściej drogi moje i ideałów się mijają, bo ja chcę po prostu żyć w zgodzie z sobą samą.

  • Jakie prawdziwe! Ja też nie staram się być idealna, bo tak się nie da na dłuższą metę. Właśnie wróciliśmy z prawie idealnych wakacji….Dlaczego? Bo zdarzyły nam się kłótnie, nerwy na dzieciaki, bo znowu się nie słuchają a w drodze powrotnej popsuł nam się samochód 90 km przed naszym domem. Był stresik, było tysięczne “Za ile będziemy w domu?”, ale tak bywa w życiu. Idealnie to jest w filmie, a w życiu już inaczej.

Leave a Comment