Internet – największe zło, które dotyka Twoje dziecko. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Internet – największe zło, które dotyka Twoje dziecko.

My mamy lubimy świrować. Wszędzie widzimy zło czające się na nasze dzieci. Nic dziwnego. Kochamy je tak, że na samą myśl serce staje nam w gardle, więc nic dziwnego, że we wszystkim widzimy zło, podłość i wcielonego Szatana. Każda mama tak ma. Luz.

Pamiętasz jak pisałam Ci niedawno o „zostawianiu” małego dziecka? Nie, nie w sklepie spożywczym przez przypadek (chociaż umówmy się, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nigdy dziecka nie „zgubił”). Cały wpis znajdziesz TUTAJ. Lepiej go przeczytaj, dla swojego wewnętrznego spokoju, jeżeli jeszcze masz w zwyczaju kajać się za każdym razem, kiedy wychodzisz sama do sklepu, fryzjera, albo chociażby toalety… Z drugiej strony będę totalnie szczera – jeżeli udaje Ci się to ostatnie to szacun dla Ciebie moja droga. Brawa i owacje na stojąco. SERIO! To znak, że walczysz dzielnie o swoją niezależność. Bądź dumna!

Internet – wcielone zło. Miejsce w którym każdy człowiek jest potencjalnym zagrożeniem dla naszego dziecka. Do tej pory pamiętam reklamę w tv, która ostrzegała rodziców przed pedofilami w sieci (pamiętasz tego grubego gościa w koszulce na ramiączkach jedzącego kanapkę? ja pamiętam!). Nie twierdzę, że nie powinniśmy być ostrożni, ale czy powinniśmy całkiem wariować i na każdym kroku widzieć czające się niebezpieczeństwo? A może właśnie tak powinniśmy zrobić? Może nie jest to aż tak bardzo złe rozwiązanie? Zakazać i już. Po problemie.

W zeszłym roku, na jednej z wywiadówek u mojego najstarszego syna, został poruszony problem bezpieczeństwa w sieci. Chodziło o większą aferę, jak zwykle zresztą. Uwierz mi, byłam bardziej niż zdziwiona, kiedy znaczna część rodziców oponowała za „wyłączeniem dzieciom internetu”. Całkowicie!

Żyjemy w czasach, kiedy bez dostępu do sieci zostajesz totalnie w tyle. To ile rzeczy dzięki internetowi się dzieje, że wszystkie informacje są w jednym miejscu, że można nauczyć się wszystkiego, wszystko zobaczyć. Ok. Może i też nie chodzi o to aby przesadzać, ale hej! Niekoniecznie dzisiaj mogę zabrać moje dzieci do zoo, ale właśnie w tym momencie mogę im je pokazać, bo np. zoo w San Diego ma taką opcję. Na żywo! Czy tylko mnie dzisiejsza technika tak fascynuje?! Człowiek może wiedzieć wszystko! Tylko musi umieć tego szukać. Może właśnie na tym powinniśmy się skupić? Nie zakazywać a edukować?

Czy nie byłoby lepiej, gdyby dzieci nauczyć korzystania z sieci, a nie totalnie im zabraniać korzystania ze wszystkich jej dobrodziejstw? U nas wygląda to tak – Filip może korzystać z Internetu, ale tylko wtedy, kiedy wcześniej o to zapyta. No i kontrola rodzicielska – to podstawa. Inaczej sorry, ale szlaban na telefon i tyle. Mało tego, jeżeli czegoś nie wie, ma jakąś trudność w rozwiązaniu zadania, albo musi przygotować jakąś pracę – sama go zachęcam to szukania informacji. Musi się nauczyć, bo przepraszam, ale myślisz, że za 10-15 lat, kiedy będzie szukał pracy, to czy to nie będzie podstawowa umiejętność? Już teraz bez internetu większość zawodów by zginęło. Za 15 lat będzie jeszcze lepiej…
Ok. Ale umówmy się, wypadki się zdarzają. Jak wszędzie…

Opowiem Ci teraz hit na hity. To jest taka historia, że aż sama uwierzyć nie mogłam! Dopiero później okazało się, że to wcale nie jest taka jednostkowa sprawa.

Córka mojej koleżanki, parę miesięcy temu, kupiła jej na aukcji torebkę. Tak właśnie. Czterolatka kupiła swojej mamie jakąś przypadkową torebkę. Jak? Koleżanka, kiedy jej córeczka bawiła się w pokoju, przeglądała na luzie aukcje w poszukiwaniu tej jednej wymarzonej. Na 2 minuty zostawiła włączony komputer i poszła do łazienki. Mała wpadła, naklikała i tyle. Torebka kupiona! Myślicie, że mąż uwierzył jej w tę historię? Niekoniecznie…

Co jeżeli takie coś przydarzy się Tobie? Tylko błagam, nie mówi nigdy, bo z dziećmi to jest tak, że jak wymówisz to słowo, to góra za dwa tygodnie masz gotowy problem. Dla nich „nigdy” jest jak wyzwanie. Wiesz co masz wtedy robić? Czy chroni Cię prawo? Co jeżeli ktoś będzie gnębił przez internet Twoje dziecko? Albo kiedy, w przyszłości, nasze dziecko uzależni się od sieci? Wiesz, kontrola kontrolą, dobre strony internetu to jedno, ale wiemy doskonale, że złe rzeczy się zdarzają. Wszędzie. Niezależnie od tego czy ktoś jest dobrym czy złym człowiekiem. To ruletka.

Pisałam Ci już o nowym ubezpieczeniu Link4 Mama. Żeby było od razu jasne – ja takie mam 🙂 Wykupiłam je za własne pieniążki. Od razu też uprzedzam – nie, nie kosztuje miliony monet. W zasadzie jest tak, że płacisz za cały rok naprawdę małe pieniądze (TUTAJ obliczysz składkę swojego ubezpieczenia – zrób to z czystej ciekawości, bo jestem pewna, że myślisz, że to duża kwota, a tak naprawdę niekoniecznie, a jaki spokój! 🙂 ).

Jak się ma jednak ubezpieczenie do bezpieczeństwa dziecka w Internecie. A no tak, że jak właśnie Twoje dziecko, np. nastolatek (albo jak w przypadku mojej koleżanki, mała fashionistka) zacznie dla zabawy licytować na aukcji jakieś auto, to prawnik, którego pomoc masz w pakiecie, doradzi Ci jak masz wyjść z tego bałaganu. Dodatkowo masz też konsultacje z psychologiem – nie wiesz czy Twoje dziecko, nie będzie szykanowane w necie, oby nie! Ale właśnie wtedy pomoże Ci i psycholog i prawnik. Ja chcę wierzyć, że moje dzieci to nie spotka, ale przecież nie znam przyszłości. Sama doskonale wiem, że oprócz całej wiedzy, całego dobra, Internet ma swoją ciemną stronę, od której powinniśmy nasze dzieci chronić. I nie, niestety nie jesteśmy w stanie ich od niego odciąć, zwyczajnie musimy być gotowe na różne sytuacje, bo każdego z nas mogą one spotkać. Każda z nas tak ma, więc #niebojsiebac!

 

Umówmy się, z ubezpieczeniem jest tak, że to jest coś co kupujemy z nadzieją, że nigdy nie będziemy musieli z tego korzystać. Mam tak samo! Ja chcę wierzyć, że nie będzie mi potrzebny ani prawnik, ani psycholog, ani żadne odszkodowanie. Nie chcę ich, chcę żyć w spokoju. Niestety życie tak nie wygląda i „strzeżonego Pan Bóg strzeże”. Wszystkie potrzebne informacje na temat ubezpieczenia LINK4 Mama, znajdziesz na ich stronie link4mama.pl. Przeczytaj, policz stawkę (TUTAJ) i sama sprawdź ile jest wart spokój Twojego ducha.

Aaaa! No i najważniejsze! Koniecznie sprawdźcie moje zdjęcie na Insta (TUTAJ), bo tam czeka na Was konkurs! Wystarczy w odpowiedzi do zdjęcia napisać co Ty robisz, żeby mniej się stresować o swoje dzieci. Dbasz o ich dietę? Często przytulasz? Ubezpieczasz siebie i rodzinę? A może kompletnie nic, bo jesteś taką optymistką! Jeżeli tak to super! Mega zazdroszczę!

 

A odnośnie konkursu: wystarczy, że komentarzu (tutaj! Do tego zdjęcia!) odpowiecie na pytanie: “Co robię, żeby mniej stresować się o swoje dzieci?”.
Do wygrania: dla najlepszego komentarza – walizka Piccini i super gadżety, a dla 3 innych super fantastycznych odpowiedzi: paczka gadżetów!
Konkurs trwa od dzisiaj (2.11.2018) do 9.11.2018 do godziny 23.59!
Regulamin konkursu -> https://bit.ly/2Oky0o4

 

 


www.pdf24.org    Send article as PDF   

2 komentarze

  • Świetny temat-bardzo aktualny. Sama mam prawie 5-latkę, która na tablecie ogląda namiętnie YouTube’a, gdy tylko jej na chwilę pozwolę. Uważam, że przydałyby się takie warsztaty, które edukują rodziców jak postępować gdy dziecko „wchodzi” w wirtualny świat.
    To wasze wspólne zdjęcie z Twoją „trójką” jest genialne. Jestem ciekawa jak funkcjonujecie jako patchwork’owa rodzina i jak dogadujesz się z ex na temat wychowania najstarszego chłopaka.
    Czytam i oglądam na bieżąco vlogi. Zazdroszcze-super masz figurę. Ściskam

    • Oj tak! Tak właśnie uważam! warsztaty dla rodziców, a nie zakazywanie, bo już teraz bez neta cięzko się żyje!
      ps. Baaardzo mi miło!!!

Leave a Comment