30 dni na diecie wegańskiej. - Flow Mummmy
LIFESTYLE W KUCHNI

30 dni na diecie wegańskiej.

30 dni? Chyba 45, jak nie lepiej! O dziwo wcale nie liczę. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie się zaczęło! Pamiętam impuls, bodziec, pamiętam co miałam w głowie (wciąż to mam), ale nie pamiętam daty! 30 dni na diecie wegańskiej brzmi ładniej niż „w sumie to nie wiem”.

Powinnam chyba zacząć od tego, co pewnie większość najbardziej interesuje, czyli ile schudłam na diecie roślinnej. Spoko, też do tego dojdę. Zacznę jednak od innych, ważniejszych dla mnie spraw (serio, mamy zimę, kto by się przejmować jakimś wystającym brzuchem, czy ocierającymi się udami?! szanujmy się…).

ZALETY.

1. Zaczęłam gotować.

Dziwnie to brzmi, biorąc pod uwagę fakt, że jestem mamą trójki dzieci, które raczej nie wyglądają na zabiedzone i głodne. Musisz jednak wiedzieć, że wcześniej gotowałam dzieciom obiad i tyle. Sobie też coś robiłam, jasne, że tak, ale w głowie zawsze miałam „babcia zrobiłaby to lepiej”, ewentualnie „męże zamów mi pizze, bo dłużej nie wytrzymiem!”. Znasz to? Odkąd zrezygnowałam z mięsa, nabiału i jajek, odtąd zamieniłam się w totalnie najlepszą kucharę świata. Robię najlepsze curry ever (chociaż tak ostre, że wypada dziury w gardle, ale to nic, pracuję nad tym), do tego najcudowniejszy pasztet ever (niedługo przepis!), który w połowie znika, zanim w ogóle zostanie upieczony. Mało tego – wszystkie sałatki, wszystkich knajp świata, mogą pięty lizać (nawet nie wiem czy tak się mówi, ale umówmy się, że tak) mojej sałatce. Sorry, ale taka jest prawda. Jaram się tym co jem, a musisz wiedzieć, że jem MEGA DUŻO!

2. Odkrywam smaki.

Uwielbiam pytanie: „to co ty w ogóle jesz?!”. Niestety dieta współczesnego człowieka, to faktycznie mięso, jogurt, ser, szynka i bułka. A ja pratycznie nie jem ani jednej z tych rzeczy. Zresztą co ja się dziwię, sama tak miałam! Dawno, ale jednak. Nie będę ukrywać, miałam sprawę dosyć ułatwioną – od jakieś 8-9 miesięcy kompletnie nie jem nabiału. Może kilka razy trafił się jakiś ser czy jogurt – nie twierdzę, że nie, ale to zawsze w opcji „cheat meal” a nie „regular meal” (poświęćmy minutę na docenienie moich umiejętności językowych).

Lisa Kudrow Vegetables GIF - Find & Share on GIPHY

Przykładowe menu dzienne:

  1. kanapka z chleba razowego z pasztetem z soczewicy lub owsianka z owocem i orzechami lub jaglanka
  2. koktajl (np. banan, szpinak, kiwi lub banan, kakao surowe, daktyl, mus kokosowy)
  3. sałatka (dowolne warzywa, marynowane tofu i sos z tahini)!!!
  4. curry z soczewicą i dynią lub chilli sin carne
  5. gorące kakao (najlepszy przepis świata: łyżeczkę kakao zalewamy wrzątkiem do 3/4 szklanki, dodajemy łyżeczkę oleju kokosowego albo pasty kokosowej, dosładzamy np. syropem klonowym, dopełniamy mlekiem roślinnym – petarda!) plus bakalie (te bakalie to mój największy problem!), ewentualnie kanapka z masłem migdałowym

Jem mega dużo!!!! naprawdę! Niestety, ale znowu odezwał się nawyk wpierdzielania wszystkiego co się rusza, zwłaszcza wieczorem. Na szczęście w 99% procentach jem wtedy nerkowce, orzechy laskowe i rodzynki – niby spoko, no ale to wciąż mega dużo kalorii…

3. Czuję się cudownie.

Kompletnie nie myślę o mięsie, czy tak uwielbianych przeze mnie wcześniej jajkach. Oczywiście zdarzyło mi się przez ten czas zjeść jakiś nabiał, ale nigdy w formie „o! jaki super jogurcik, muszę spróbować”, albo „osz w mordę dajcie mi jajko”. Nie nie. Zawsze to był nabiał ukryty, jak wspomniane wcześniej Rafaello, czy mleko zwykłe do kawy. W sumie tylko to. Jeżeli już coś zjadłam z nabiałem, to zawsze było to ciastko, i może z 2-3 razy kawa. Ale luz, spokojnie, nie od razu Rzym zbudowano. Nie będę się biczować. Nie chodzę z plakatem z napisem „jestem VEGE”, więc wpadki sobie sama rozgrzeszam.

Godzilla Eat GIF - Find & Share on GIPHY

Wracając jednak do samopoczucia – czuję się lekko, cudownie, mam mnóstwo energii! No może z tym mnóstwo, to mnie lekko poniosło, bo jednak mamy listopad, a każdy szanujący się Polak, w listopadzie, narzeka na aurę. Nie mniej jednak kwitnę! haha! Nawet z grzywką kwitnę! Biegam szybciej i dalej! No i najważniejsze! Co prawda nie wiem, czy to jest zasługa biegania, diety czy może wszystkiego razem, ale mój ostatni okres był totalnie bezbolesny, a dla mnie to coś zupełnie nowego. Wcześniej opcja nospa+ketonal, to był standard, a teraz? NIC!

No ale hola hola, nie wszystko jest takie piękne i cudowne.

WADY.

1. Brak akceptacji.

Naprawdę to jest coś niebywałego. Niejedzenie mięsa, a niejedzenie nabiału to już  w ogóle, to jest w naszym społeczeństwie, jednak jakiś kosmos. Coś jak „nie piję”. Szok i niedowierzanie. Mało tego! Każdy! Dosłownie każdy, ma dla ciebie wtedy tysiąc rad, straszy cię niedoborami, chorobami, nazywa psycholami. Tak tak, „wolnoć Tomku w swoim domku”, kompletnie nie odnosi się do odżywiania. Jesteś wege, źle. Nie jesteś, też chujowo. Nie dogodzisz wszystkim. Trzeba olać i tyle.

2. Brak możliwości.

Ok, już nie ma takiej lipy jak kiedyś. Teraz większość knajp posiada wegańskie opcje i to jest super! No ale nie wszędzie. Mało tego, jeszcze wypad do restauracji można jakoś zaplanować, o tyle kiedy idziesz w gości, to jednak bywa średnio. Z jednaj strony miło by było, gdyby ktoś pamiętał, że nie jesz mięsa – w końcu gospodarz powinien zadbać o swoich gości. Z drugiej jednak, trudno wymagać, żeby ktoś specjalnie dla Ciebie robił całe menu. Ja się w tym kompletnie odnaleźć nie potrafię, dlatego mam w zamrażalce kupione w IKEA klopsy warzywne (przepyszne swoją drogą!) i zwyczajnie biorę je ze sobą 🙂

3. Pierwsze 2 tygodnie są cholernie trudne.

Przynajmniej dla mnie były. I z tego co się dowiadywałam (tzw. sirecz w sieci), to dotyczy ten problem większości osób. Mowa o wzdęciach! tak wiem, to przecież masakra o tym pisać, przecież żaden poważny i szanujący się dorosły nie robi kupy. No jasne! Ja też nie! A fe! A tak na poważne, to pierwsze dwa tygodnie, to przyzwyczajanie się żołądka i jelit do tak dużej podaży błonnika. Jedyne co możesz wtedy zrobić to pić herbatki (koper włoski), pić mnóstwo wody i czekać Cierpliwie czekać. To się skończy. W między czasie stroń od miejsc publicznych 🙂

Dog Farts GIF - Find & Share on GIPHY

Aaaaa! I najważniejsze! Czy schudłam?!

Wagowo nie zmieniło się nic 🙂 Zmienił się jednak skład ciała (wcześniej zawartość tłuszczu wynosiła ok. 27%, teraz ok. 25%), ale tutaj obstawiałabym, że to zasługa biegania. Dlaczego nie schudłam? Bo jem bardzo dużo 🙂 Znowu wpędziłam się w wieczorne podjadanie, a że najczęściej są to orzechy, które mają mnóstwo kalorii, to jest jak jest 🙂 Zresztą kompletnie mnie to nie martwi. Jasne, chciałabym jeszcze coś zrzucić, ale to dopiero w marcu/kwietniu. Póki co jem tyle ile mi się podoba, dzięki czemu biegam o wiele dłużej i szybciej i to mi pasuje 🙂 W odchudzaniu, nie ma co się oszukiwać, najważniejszy jest deficyt kaloryczny, a przy moim wyjadaniu masła orzechowego łyżką, jest on raczej trudny do osiągnięcia haha <3

Fresh Prince Balanced Diet GIF - Find & Share on GIPHY

 

 


PDF Creator    Send article as PDF   

9 komentarzy

  • Brawo Ty!👍 chciałabym spróbować ale nie wiem jak zastąpić koktajl białkowy po treningu… przecież to białko pochodzenia zwierzęcego…🤔😑 i trochę sie boje bo jednak lubię sobie zjeść taki stejk wołowy 😁😜

    • są odżywki dla wegan 🙂 mam sojową – co prawda trzeba się do niej przyzwyczaić ( w porównaniu ze zwykłą odżywką, smakuje okrutnie), ale też nie ma dramatu…

  • Fajny wpis ! Więcej takich ! 🙂
    Jestem kompletnie ciemna o co chodzi (jakie są reguły) tej diety wegańskiej i mam pytanko. Jak jest z rybami ? Można czy nie można jeść? 🙂

    • na diecie wegańskiej nie je się produktów odzwierzęcych, więc ani mięsa, ani ryb, jajek, nabiału, nawet miodu. Ja staram się nie używać określenia „wegańska” (rzadko, chociaż daje ona obraz jako taki diety), a raczej roślinna (np. miód jem i czasami zgrzeszę czymś słodkim co zawiera mleko), bo weganie mogą jeść niezdrowo (np. frytki), a ja od jakiegoś czasu raczej w 80-90% jem mega hiper zdrowo. co mnie bardzo cieszy.

  • No i super czekałam na ten wpis – jesteś moim motywatorem !myślę na razie o porzuceniu mięsa, nabiał praktycznie jest wykluczony ale z jajkami to jeszcze nie ten czas – nie będę się oszukiwała musi przyjść właściwy moment i tyle! Ważne żeby czuć się dobrze samej ze sobą 🙂 powodzenia )

    • no jasne! nic na siłę! mało tego! nie wszystkie zmainy są dla wszystkich i tyle…

  • Odnośnie trudności, przypomniały mi się święta które spędzaliśmy u teściowej. Pojechała z nami moja siostra która jest vege. Moja teściowa uwielbia przyrządzać mięso na różne sposoby. Ta moja biedna siostra szukała na stole czegokolwiek co mogłaby pochłonąć. Była tylko sałatka tradycyjna. Siostra je nabiał, wiec sałatka ok. Kiedy już pochłaniała 3 porcje, teściowa cała szczęśliwa, ze w tym roku sałatka wyjątkowo udana, bo warzywa gotowane na miesku 😉 powiem jej o tych klopsikach z ikeii 😉

    • nooo właśnie… aj widzisz, no co zrobisz jak nie wszystkim da się pewne rzeczy wytłumaczyc?

Leave a Comment