Z życiem trzeba coś zrobić. - Flow Mummmy
LIFESTYLE

Z życiem trzeba coś zrobić.

Kiedyś myślałam, że wszystko samo przychodzi. Że człowiek ma z góry zaplanowane całe życie. I nieważne kto to życie zaplanował – Bóg, Buddah, czy duch babci Krysi, ważniejsze było, że sądziłam, że każdy człowiek stworzony jest do wyższych celów, żeby zbawiać przysłowiowo świat.

Niedługo kończę 32 lata. Całkiem sporo, zważywszy na to, że w głowie wciąż fiu bździu, melanż, nowe buty i brak odpowiedzialności. Ale chyba coś się zmienia. Nie wiem jak to nazwać, nie wiem skąd się to bierze, ale zwyczajnie chciałabym więcej.

Podziwiam ludzi, którym się w życiu nie chce. Którym zawsze jest „wystarczająco” – wiedzy, pieniędzy, szczęścia. Ja od zawsze chciałam więcej – więcej sukienek, lakierów do paznokci, umiejętności, wiedzy, uśmiechów. Nie chcę życia spędzić na kanapie przed tv, chociaż mieliby tam puszczać najlepszy serial świata, nawet, gdyby byli to „Chirurdzy”. Po 2 dniach miałabym ochotę strzelić sobie w łeb, ewentualnie kolano tudzież łokieć, bo przecież ile czasu można spędzić siedząc na dupie?

Z życiem trzeba coś zrobić. Dla siebie. Bo teraz możesz w to nie wierzyć, ale wszyscy kiedyś odejdą od Ciebie: partner, dzieci, znajomi. To dla siebie mamy być najważniejszymi osobami świata, i właśnie dla siebie ogarnąć tak, żeby móc w każdej chwili życia powiedzieć „jest zajebiście”. Dla siebie powinniśmy robić rzeczy przecudowne, nawet jeżeli innym się one nie podobają.

Z życiem trzeba coś zrobić, bo ile można tkwić w strefie komfortu? Jasne, ja wierzę, że pod kocykiem, z podusią, herbatką i lodami o smaku słonego karmelu, życie nie może być kiepskie, ale ile można? W końcu trzeba wyleźć bo człowiek zacznie się pocić, herbata wystygnie a lody, no dobra, lody może zdażymy wpierdzielić, ale o ile dupsko nam urośnie, to tylko my wiemy.

Z życiem trzeba coś zrobić, bo przecież chcemy żeby nasze dzieci coś robiły. A skąd mają wiedzieć, że trzeba? Nie wiedzą! My im to musimy pokazać. Powtórzę jeszcze raz – POKAZAĆ! Jeżeli my pół życia na kanapie spędzimy, to i dziecku zafunfujemy taki żywot. Jeżeli będziemy żreć Maca codziennie na obiad, to nie dziwmy się, że dziecko chce tylko frytki, a brokułem gardzi jak najgorszym śmieciem. Tak to niestety działa.

Wyjść ze swojej strefy komfortu jest cholernie trudno – wiem, co drugi dzień to przeżywam, bo nie myśl, że i mnie nie korci różowy kocyk i herbatka z lukrecją (tylko się nie krzyw, kocham ją!). Ale dopiero wyjście z tej strefy, pokaże nam jak fajnie może być, że jednak bieganie nie zabija, praca nie hańbi, a zbudowany zamek z LEGO potrafi być najpiękniejszym zamkiem świata.

Z życiem trzeba coś zrobić. Ja chcę coś zrobić, bo fajnie będzie to wszystko kiedyś wspominać…

 


PDF Printer    Send article as PDF   

Leave a Comment