Nie tak wyobrażałam sobie nasze pierwsze wakacje... - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

Nie tak wyobrażałam sobie nasze pierwsze wakacje…

Ten tekst zaczęłam pisać jeszcze będąc na urlopie. Czytasz uważnie? na URLOPIE. Z DZIEĆMI NA URLOPIE!

Siedzę właśnie na tarasie w naszym ośrodku…

M zajmuje się dziećmi, a ja piję kawę i próbuję chociaż chwilę popracować. Nie to, żebym miała jakiś przymus, zwyczajnie czuję, że chcę. Blogowanie ma to do siebie, że człowiek wykonuje tę pracę z przyjemnością, jak przychodzi wena, to nie ma zmiłuj, nie ma że plaża, piasek i zimne piwko, tylko szuka się zasięgu, siedzi pod oknem i zapierdziela w klawiaturę. Nie wierzysz? Kiedyś widziałam jeden mem: „po co piszesz? i tak nikt tego nie przeczyta!” – „bo mam kurwa wenę!”. Tyle w temacie. Całe moje blogowanie sprowadza się właśnie do tych zdań. Bo mam wenę.

Te wakacje, to nasz pierwszy wyjazd całą piątką. Siara? No trochę… Ale pamiętaj, że wcześniej mieszkaliśmy w Irlandii i nasze wakacje, to była Polska 🙂 Naszymi wakacjami był obiad u babci, spacer znanym parkiem, wypad na miejscowy basen. Nie chcieliśmy nigdzie jechać, bo marzyliśmy o rodzinie, przyjaciołach i znanych terenach, za którymi tak codziennie tęskniliśmy. A dokładniej ja tęskniłam, ja ryczałam w poduszkę i po każdej rozmowie na Skype z rodziną. Marzyliśmy o Biedrze (Lidla mieliśmy na miejscu, więc luz), o chlebie z piekarni i polskiej wędlinie. Tak, to był dla nas urlop – z polską kiełbasą, polskim ogórkiem, pierogami babci i piwem ze znajomymi.

 

Jak sobie wyobrażałam ten wyjazd? Nie będę kłamać – miałam w głowie armagedon, miałam płacze, ryki, kłótnie, miliony wydanych monet na nadmorkie pierdółki, czyli żółwia z muszelek tudzież złotą rybkę w kuli, ewentualnie miecz z tutejszych drzew (chociaż bardziej Made in China), bo wiadomo, że dla dziecka taki miecz, jest o wiele bardziej wypasiony, ma więcej mocy i w ogóle paterda. To miałam w głowie. Wieczne zmęczenie, marzenie o domu, ciągłe „macie się uspokoić” oraz „zaraz wracamy do domu” na dokładkę. A jak jest? No bajka jest 🙂

Co tu dużo mówić – zaczęłam wierzyć, że moje dzieci są grzeczne 🙂 Tak, dobrze czytasz: GRZECZNE! Czy jesteśmy zmęczeni? Bardzo! Czy maluchy dają w kość? Jak cholera! Ale są najszczęśliwsze na świecie, a my razem z nimi!

Pytam Brusia: „Brunio, podobają ci się wakacje?”

Brusio: „no jasne! jesteśmy cały czas z wami!”.

Wyobrażasz już sobie mój lament wzruszenia? Moje łzy cieknące jak na najbardziej prostackiej reklamie pieluch?

Dzieci nie potrzebują zabawek, nie potrzebują figurek, baloników, pierdół za 5 zeta, one potrzebują nas – rodziców!

Nie to, żeby te zabawki to jednak ich magicznie nie przyciągały, bo jak pisałam miecz czy mała figurka z nadmorskiego bazarku, to jak wygrać 10 milionów w totka, czyli szczęście totalne. My i tak mieliśmy mega, bo natrafiliśmy na „stragan u Mateusza”, czyli wystawkę chłopca, który sprzedawał swoje używane zabawki. Tak! Kupiliśmy dzieciom autka za 3 zł, które w sklepie kosztują z 30, a najlepsze jest to, że to były zabawki ich marzeń! Tacy jesteśmy obrotni!!!

Potrzebują zabaw w piachu, latania za piłką, miliona uścisków i zapewnień „kocham cię”. Potrzebują widzieć, że rodzice nie zerkają non stop na telefon, nie uciekają myślami do problemów, nie mówią „nie mam czasu”, tylko bawią się, cieszą, wyglupiają z nimi. A najlepiej jak jeszcze trafi się wyjazd z ludźmi, którzy też kochają dzieci. To już sukces jak złoto murowany.

Czy to jest możliwe w realnym życiu? Niekoniecznie. Za to na wakacjach człowiek może dać z siebie 100%. Mało tego, człowiek chce z siebie dać 100%, bo taki czas ma być magiczny, ma być paterdą dla tych małych ludzi, mają wspominać ten czas za 20 lat, tak jak my wspominam wakacje z rodzicami.

Nie tak wyobrażałam sobie nasze pierwsze wspólne wakacje. Miały być zadymy, krzyki, wstyd w knajpie, bo jednak 3 dzieci do ogarnięcia to wysiłek.

Czy jest cały czas kolorowo? No jasne, że nie! Chłopcy trochę gorączkują (trzydniówka rulez!), czasami zdarzy im się jęczeć, marudzić, piszczeć i kłócić. Ale według mnie jest i tak o niebo lepiej niż to sobie wyobrażałam…

Filip: „mamusiu, no jasne, że te wakacje są super! Przecież robicie wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi.”

Czy mogłoby być lepiej?

Aaa! Z tymi zadymami w knajpie to jednak mnie poniosło, że ich nie ma.

Pani kelnerka do Edka: – i jak? smakuje rosołek?

Edek: – ja chcę kupę.

Pozdrawiam 🙂


Create PDF    Send article as PDF   

3 komentarze

Leave a Comment