Sekret udanego związku? Śmiać się do rozpuku. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MY MATKI

Sekret udanego związku? Śmiać się do rozpuku.

Czy tylko ja, będąc małą dziewczynką, marzyłam o księciu na białym koniu? Wiesz, takim w typie super przystojnego modela, najlepiej gdyby w kieszeni nosił bukiety kwiatów, czekoladkowe prezenty i  w ogóle zgadywał wszystkie moje życzenia, pragnienia i potrzeby? Coś jak skrzyżowanie Kena, Beara Gryllsa i Dereczka (wiem, że wiesz o kogo mi chodzi 🙂 ). I choćby pewnie mój żywot byłby szczęśliwy, cudowny i fantastyczny, bo jednak z kwiatami i czekoladkami to zawsze się lepiej żyje, no i ta pewność, że w buszu nie zginiesz śmiercią marną, bo małżonek nawet z ziemii Ci kolację wygrzebie, a to zawsze dobrze wróży, to jednak wybrałam kogoś, kto ma zdecydowanie inną zaletę (chociaż tak pomiędzy nami, to mój M bardzo dużo potrafi i wydaje mi się, że z mrówek umiałby ugotować całkiem dobry rosół).

 

Przez większość swojego krótkiego życia (tak, udawajmy, że jednak mam 22 lata, będzie mi bardzo miło) miałam bardzo duże wymagania co do swojego idealnego faceta. Wiesz dlaczego? Bo durna naoglądałam się tego Dereczka, co to ratuje z wody, operuje jak dziki i w ogóle ma zajebiste włosie. Trudno z czymś takim konkurować. Nie dziw mi się. Na szczęście w porę oprzytomniałam i zrozumiałam, że to nie piękna fryzura, skalpel w ręku, wypasiona chata (chociaż umowmy się, nie pogardziłabym) i niespodzianki co drugi dzień, sprawiają że żyje się obok drugiej osoby dobrze. To śmiech, i to taki do rozpuku, jest tym czego w istocie potrzebuję.

Wyobraź sobie, a raczej przypomnij, swoje pierwsze chwile po urodzeniu dziecka. Rozwalona, z biustem na wierzchu, bo nawał mleka to nie przelewki, generalnie w głowie jedno wielkie „kurwa mać”, nagle się okazuje, że naturalnie można mieć cycki większe od głowy, obolała, z hormonami działającymi lepiej niż najgorsze dopalacze, które człowiek jest w stanie znaleźć na rynku. Hera, koka, hash, lsd to przy tym małe piwko wypite w przyjemny letni dzień. Co najlepiej uratuje sytuację, gdy ryczysz, że kapcie są za daleko łóżka (#staryofmylife)? Śmiech! Nic tak nie ratuje jak śmiech, nic tak nie leczy jak śmiech!

Mój mąż jest dosyć zabawnym człowiekiem, może nie tak jak ja, bo ja to jednak poczucie humoru mam wybitne, zwłaszcza kiedy chodzi o śmianie się z samej siebie. Ale muszę mu przyznać jedno – on też potrafi śmiać się ze mnie równie dobrze 🙂 Oczywiście z siebie też, i w sumie to najczęściej robimy. Żartujemy jacy jesteśmy nudni, niscy i w ogóle nie mamy znajomych, mamy dziwne dzieci i boże jakie z nas losery. Taki lajf. No i dzieci! Z nich to mamy bekę nieustanną. U mnie, w domu rodzinnym też tak było, w sumie jest nadal. Wszyscy sobie robią żarty z wszystkich, nikt się nie obraża, nikt nie mówił”oj już przestańcie”, bo to właśnie śmiech zbliża najbardziej.

Kłótnie? Non stop, chociaż to może nawet i nie kłótnie a dogryzanie sobie, najczęściej w okolicach mojego pmsu (a propos hormonów), i tak – mam ochotę go czasami ukatrupić i to najchętniej tępym ołówkiem, bo wtedy by to zabijanie było długie i bolesne, ale zawsze po tym myślę „z kim ja bym się tak do końca życia śmiała?”. To zawsze pomaga.

foto: basiaszmydt.pl


PDF24    Send article as PDF   

5 komentarzy

  • Moja ciocia zawsze mówiła, że powybija nas tępym nożem, żeby bardziej bolało 😁

  • No jak bym czytała o sobie i moim Piotrku 🙂 ( niscy, bez znajomych ze śmiesznymi dziećmi 😉 ) i kurde dobrze nam z tym … pozdrawiam z balkonu naprzeciwko pod kątem 😉

    • no właśnie!!!! hahahah Karola! musimy zacząć razem się spotykać, to przynajmniej siebie będziemy mieć! haha

  • To prawda, śmiech to zdrowie! A ten kto umie się śmiać z samego siebie – będzie miał ubaw do końca życia 😀

Leave a Comment