Jak zacząć cieszyć się macierzyństwem ( i w końcu przestać się wkurzać). - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Jak zacząć cieszyć się macierzyństwem ( i w końcu przestać się wkurzać).

Moje dzieci codziennie trenują moją cierpliwość. Wyszukują różne sposoby, żeby mnie testować i sprawdzać psychiczną wytrzymałość. Jakby tego było mało, to są w zupełnie różnym wieku. Co to oznacza? Że każde z nich ma inny sposób, żeby zrobić ze mnie choleryczkę.

a14

A w praktyce? Najmłodszy chce mówić, ale nie umie, chce chodzić, ale jeszcze upada, w ogóle wszystko by chciał, więc w domu słychać tylko „daj! daj! daj!” (pamiętasz mewy z bajki „Gdzie jest Nemo?”, to właśnie robi Edek). Brusiek wiadomo, dziecko które na drugie powinno mieć Rebel. Wszędzie wlezie, wszystko weźmie, każdemu zabierze. Dziecko demolka. Po prostu. Filip? Cwaniak jakich mało, do tego wielki dyskutant – kariera w polityce murowana. Nic dziwnego, że pod koniec dnia, mimo największej na świecie miłości do nich, jestem po prostu wypompowana. Maż wraca późno, nikogo do pomocy, ale… Od jakiegoś czasu jest trochę inaczej. Lepiej. Co takiego zrobiłam?

Zabrzmi to trochę strasznie, ale po prostu zaczęłam spędzać z nimi czas. Mówiłam, że zabrzmi dziwnie. Ja? Siedząca w domu, powinnam bawić się z nimi non stop. No i tak było. Bawiłam się, ale nie tak jak powinnam. Co z tego, że układałam klocki, jak myślami byłam przy opłacaniu rachunków? Co z tego, że rysowałam auta, jak kątem oka zerkałam na ajfona? Moje myśli krążyły wszędzie, ale nie tam gdzie powinny. Nie w okół moich dzieci. To nie też tak, że byłam jakimś zombiakiem, do którego można było mówić, a on tępy jeden nie odpowiadał. Nie angażowałam się, byłam zmęczona, poirytowana. Wstyd co? Ale pomyśl jak u Ciebie wyglądają te zabawy. Nie zdarza Ci się w myślach wieszać prania, gotować obiadu, spierać plam z dywanu? Mi się zdarzało, a dokładniej: tak było permanentnie.

Nie wiem jak to sobie uświadomiłam, nie wiem w którym momencie zrozumiałam, że trochę daję ciała jako mama, bo przecież tak nie powinno być. Nie mówię o siedzeniu na dywanie wśród zabawek przez 15 godzin dziennie, ale tą godzinę, dwie na prawdę można wygospodarować. Ale to ma być czas w 100% przeznaczony dla nich. Kurcze wiesz jak to wszystko zmienia?

Nagle Edek zaczął być mega śmieszny z tym „daj, daj”, Brusiek to już całkiem miód na moje serce, a z Filipa zaczyna się robić po prostu facet. A mnie to omijało! Bo była zbyt pochłonięta wszystkim innym, a nie tym czym powinnam być! Poziom cierpliwości wzrósł z -287 do +6 (w skali do 10 :P).

a3

Jasne, że na początku jest trudno. Oczywiście, że obiad sam się nie zrobi, zakupy do domu nie przyniosą, a podłoga sama nie umyje. Ale czas z dziećmi jest bezcenny. Ja wiem, że to frazes, że sama o tym doskonale wiesz, że co urodziny ukochanego synka, czy wspaniałej córeczki, beczysz w poduszkę, że lata mijają, że po co, że muszą zwolnić. Jego można spowolnić, może nie aż tak jak z głową w tej poduszce byśmy chciały, ale on zwalnia. Na tym dywanie, przy tym stole z kredkami. Zwalnia, nabiera nowego znaczenia i lepszej jakości.

Spróbujesz? A może już dawno to odkryłaś? (jak tak, to czemu się nie podzieliłaś?! :)) ).

a6

a7

a8

a9

a10

a12

a13

a15

a21

a16

a18

a17

a19

a20


www.pdf24.org    Send article as PDF   

44 komentarze

  • Boziuu te twoje chlopaki to takie przystojne ? co jeden to slodszy… tylko ktory naj??? Nie no nie idzie sie zdecydowac.

  • Świetny tekst, idealnie się wbiłaś w moje myśli. Też uważam, że częściej trzeba rzucać wszystko na bok i zacząć się bawić z dziećmi – pracuje nad tym 😉 Ps. Zdjęcia coraz lepsze!

    • dziękuję! :* ja chyba tekst napiszę dla foto-młotka (czyli osoby którą sama byłam!!!!!!!!!!) bo tego można się nauczyć, sama jestem najlepszym tego przykładem! może nagród za te zdjęcia dostawać nie będę, ale są miłe dla oka, poprawne i o to chodzi!

      • Też się czasem zastanawiałam, że niby jestem cały dzień z dzieckiem, a czasami jakby mnie nie było. Pora to zmienić! A na ten tekst czekam z niecierpliwością 😉

      • Plis, plisss. Napisz !
        Szukałam w internecie jakiś wskazówek, pomocy, ale to wszystko nie jest napisane dla mnie łatwym językiem.

        • Chyba napiszę, bo nie ma nigdzie takich tutoriali dla mega amatorów. Tzn są, ale i tak z nich trudno coś wynieść, bo są pisane językiem fotograficznym, którego amator nie rozumie. Zrobię to! 😛

  • A ja na to wpadłam!? i napisalam o tym nawet ale jeszcze nie opublikowalam, także z reki mi to wyjelas;) to niby takie logiczne a takie w sumie skomplikowane. Ze ten czas co się dziecku w ciągu dnia należy to on się należy tak na prawdę. W całości. Nie tylko obecność nasza jest dla nich ważną, nie to ze na tym dywanie usiadziemy a w głowie będzie kartka i spisywanie na niej co po kolei robić będziemy jak dziecko w koncu stwierdzi ze bawić się juz nie chce a my odetchniemy w ulga ze juz możemy brać się za odhaczanie zadań z tej listy żeby wieczorem łzy w oczach zaciskac bo zdajemy sobie sprawę ze dzień stracony to byl. Ze my na tym dywanie nieobecne i ze jutro to on może juz tak bawić to nie będzie się chciał…bo za dorosły juz będzie.
    Fajnie ze stajemy się coraz madrzejsze w tym całym maciezynstwie;)

    • to prawda, ale mam wrażenie, że to po prostu przychodzi z wiekiem. Że im starsze jesteśmy, tym bardziej chcemy, żeby świat na chwilę zwolnił… to dobrze. Nie jest fajnie całe życie pędzić i niczego nie zauważać.

  • A ja zauważyłam, że zapasy cierpliwości rosną kiedy odpuszczam. Kiedy odkładam zegarek, telefon i przede wszystkim maile. Nie muszę. Młody cyca dziś 45 minut do usypiania? Ok. Starszy chce na obiad naleśniki, proszę bardzo. Po części łączy się to z byciem z nimi właśnie. Jedyne co potrafi wszystko zepsuć to ryk. Nie zwykły płacz – ryk, o wszystko bez reakcji. Tu w ciągu minuty jest zjazd…

    • niestety to i u nas wielki problem… ale ostatnio stwierdziłam, że oni mają prawo do tego ryku, a ja mam prawo się nim nie denerwować. Co innego płacz, jego trudno znieść, ale darcie się? Jak potrzebują… jak im lepiej. Zauważyłam, że im mniej reaguję, odwracam uwagę, tym krócej te ich „seanse” trwają

  • no wlasnie jako to z tym jest to ja nie wiem!! z mloda (3,5l) to funkcjonuje! z mlodym(11miesiecy) skutek odwrotny. Z nim musze sie bawic tak „od niechcenia” patrzc na zegarek, na komputer,myslac o obiedzie,praniu i wtedy mlody jak „do rany przyloz” ! umie sie wtedy sam ze soba bawic (chyba to przypadek 1/1000000 😉 )

  • Absolutnie się zgadzam. Czasem po prostu obie wstaniemy lewą nogą, ona marudzi, a ja nie mogę tego słuchać i zamiast usiąść z nią i poukładać duplo to wynajduję jej zajęcia, którymi ona zająć się nie chce. Samonakręcająca się machina. Jeśli poświęcę Miłce choćby chwilę, ale tak na 100% to z małego sztana zmienia się w aniołka. Niby żadna filozofia, ale łatwo się o tym zapomina.

    A poza tym muszę Ci pwiedzieć, że od początku Twojego bloga zrobiłaś meeega postępy jeśli chodzi o zdjęcia. Serio, gratuluję! 🙂

    • aj noł!!!! Zresztą na poczatku to ja nawet fot nie robiłam. Nie o koniec! później coś próbowałam, myślałam że jest super, a teraz patrze i śmieję się, chociaż to taki śmiech przez łzy. 😛 Mi bardzo pomogło jedno zdanie które powiedziała mi Marta Poczykowska: „fotografii MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ”. I tak myślałąm, dumałam, aż pojęłam o co kaman. I teraz łażę wszędzie z aparatem i wkurzam wszystkich bo tylko bym im zdjęcia robiła 😛

  • Całkiem niedawno , dokładnie to samo odkryłam . Wcześniej tak jak ty , podczas zabawy byłam wszędzie tylko nie tam gdzie trzeba . Wiecznie pędziłam mimo , że nigdzie mi się nie spieszyło . Zwolniłam , mam czas na wszystko – dosłownie , i nie jestem już poddenerwowana , poirytowana i wiecznie czymś zajęta 🙂 Dziewczyny słuchajcie Justyny , babka ma 100 % racji 😀

  • Racja!! Zagadzam sie z każdym zdaniem!!! i uwielbiam czytać Twojego bloga:)
    a tak w ogóle moge zapytać jaki masz aparat i jak nauczyłaś sie robić tak świetne zdjęcia!!!??? 🙂 wyglądają bardzo profesjonalnie. Przerabiasz je w jakiejś aplikacji?
    Pozdrawiam

  • Jestem, albo raczej powoli przestaje byc perfekcyjna lecz na zabawie zawsze skupiam sie 100% , kreatywnie tworze wyobraźnie mojego dziecka. Uświadomiła mi to mama. Nie dzieliłam sie bo byłam przekonana ze każda msma tak robi ?

  • Łapię się na tym coraz częściej. Jedną ręką składam lego w coś na kształt auta – drugą odpisuję na maila. Jednym okiem czytam bajkę – drugim zerkam na Facebooka. A zawsze opieprzalam męża, że nie skupia się na zabawie z synem w 100% 🙂 nie jestem lepsza. Od dziś to zmieniam 🙂

  • Kurczę, a ja sobie dokładnie to samo uświadomiłam całkiem niedawno, podczas spacerów z chłopakami i to chyba przez to, że taka pogoda ostatnio cudna i drzewa kolorowe, a ja uwielbiam jesień! do tej pory spacery traktowałam trochę jak zabijacze czasu, okazję do zakupów itp. Tutaj niby z nimi, ale jednak przez telefon non stop, myślami już przy obiedzie, praniu i serialu. Aż tu ostatnio sobie myślę: ale ja mam szczęście! Idę sobie z tymi małymi przystojniakami, słońce nam świeci, nigdzie nie musimy się spieszyć jak Ci wszyscy ludzie obok. I takie myślenie ma magiczną moc! dzieci nie jęczą, grzeczne jak nigdy, a ja dużo bardziej wyluzowana. Bo jednak dzieci to zawsze czują, kiedy jesteśmy z nimi naprawdę.
    Pozdrawiam serdecznie i też czekam na wpis o zdjęciach:)

    • na prawdę ma magiczną moc, bo i my zyskujemy morze cierpliwości, bo nawet jak nam maluch zaczyna jęczeć, to my po prostu rozumiemy dlaczego to robi, że nie ze złości, tylko dlatego że coś mu nie pasuje. Nawet jeżeli to jest największa błahostka świata

  • Rycze ! To jest okropne ale tez tak mam. Wciaz niby z nimi ale obok nich…. dzięki ,chyba powinnam zaczac byc MAMA

  • No to chyba muszę bardziej zaangażować się w zabawę z moją córeczką! Bo tak jak piszesz, bawię się jedną ręką, a drugą na telefonie i wkurza mnie, jak dziecko zamiast sie bawić, chce mi telefon z ręki wziąć. A ona po prostu chce, żebym to jej poświęciła 100% uwagi 🙂

    • dokładnie tak! same sobie załatwiamy wkurzenie. Dziecko się chce bawić, i tyle. a my myślimy zamiast tego, że ono chce nam pzreszkadzać… damy radę. Nauczymy się 🙂

  • 100% racji. Zauważyłam też, że jeżeli skupiamy całą naszą uwagę na dziecku, przez jakiś określony czas (np. spacer bez telefonu w ręce, czas w domu na czytaniu, malowaniu czymkolwiek) jest ono grzeczniejsze i chętniej zajmuje się same sobą.

  • Tak sobie pomyślałam…jak to dobrze że jest ten internet, że tak sobie pogadać można i podzielić się takimi codziennymi spostrzeżeniami i wiedzieć że nie jestem sama, że inne mamy też mają te same dylematy i wątpliwości. I że możemy sobie w bardzo fajny sposób pomóc bez wymądrzania i się i porad typu „Ja na twoim miejscu…” Czytam Twojego bloga od niedawna i zachwycona jestem lekkością opisywania w prosty sposób spraw i rzeczy ważnych i często nam umykających w codzienności… A zdjęcia, no cóż..poezja :)) Ja też tak chcę!!!

  • Próbowałam, ale nie idzie mi tak jak tego chcę. Podziwiam Cię (3 chłopaków ogarnąć) mi brak cierpliwości do jednej 3 latki:). Tłumaczę, że za dużo mam na głowie. Mam firmę którą prowadzę z młodą na kolanie od roku (kretyński pomysł to był). Sprawy domowe, przeprowadzka a młoda wszystko chce robić zemną….dlaczego….aa no dlatego że ciągle ją przeganiałam. Przyznaje się! Teraz robimy więcej rzeczy razem, staram się nie irytować i nie spieszyć. Uczę się! Cieszę się że napisałaś to co napisałaś:)

    • I ja mam czasami problemy. To nie jest tak, że fruwam cały czas ze szczęścia, że nigdy nie mam dość. Mam! ryczę z bezsilności bo mój prawie dwulatek ma chyba największy bunt o jakim świat jeszcze nie słyszał. Bo jestem sama, bo męża jeszcze miesiąc nie będzie. Dobrze, że sama mogę sobie te teksty swoje przypominać, bo inaczej źle by ze mną było 🙂

  • Święta prawda 🙂 Odkryłam to jakiś czas temu, że gdy poświęcam czas dzieciakom, mniej się irytuje, wkurzam i krzyczę… czemu się nie podzieliłam tą informacja? Bo nie prowadzę bloga pateringowego 🙂 Czy przestrzegam tej zasady – nie zawsze się da, nie zawsze mam siłę, nie zawsze mi się chce – ale zanim się wkurzę, podirytuję czy rozedrę – daje sobie trzy sekundy, żeby się zastanowić, czyja to rzeczywiście wina – dzieciaków, czy moja, bo akurat robię coś, a oni chcą się ze mną bawić, albo w ogóle coś ode mnie chcą…

Leave a Comment