Lista rzeczy przez które nie lubię swoich dzieci. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO MY MATKI

Lista rzeczy przez które nie lubię swoich dzieci.

Lubić a kochać to dwa różne uczucia. Każdy o tym wie. Są sprawy przez które moje dzieci jawią mi się jako małe wstrętne stwory, robiące wszystko by mi życie uprzykrzyć.

zdjęcie (1)

 

Oto PARĘ z nich:

  1. Hałas. Wszędzie hałas! Od rana do wieczora! Krzyki, piski, kłótnie, zadymy… Jak to jest, że kiedyś przeszkadzała mi cisza a teraz tej ciszy pragnę jak szalona?
  2. Stały rytm dnia. A tak by człowiek chciał zaszaleć! Drzemka zawsze o 12? Śniadanie? Codziennie? No bez przesady, znam ludzi którzy śniadań nie jadają.
  3. Ciągłe i wszechobecne “mama, mama, mama”– trochę kwalifikuje się pod pkt.1 ale jest tak natrętne, że zasługuje na swoje osobiste miejsce. Mama to, mama tamto, mama siamto. A może mama by się w spokoju wysikać chciała?
  4. Syf. Ja sprzątam prawie non stop! Cały czas coś podnoszę, wycieram, układam, zamiatam, myję, piorę, a i tak jak ktoś przychodzi to mam ochotę pod ziemię się zapaść. Najgorsze jest jednak to, że nikt mi za to nie płaci!
  5. Ból. Non stop obrywam. A to któryś mnie kopnie, inny ugryzie, trzeci szarpnie. I jeszcze mają czelność twierdzić, ze przytulić się chcą, że to z miłości ten ból.
  6. Bąki i bekanie. Już nawet brak słów czasami. Gdzie to moje życie restauracyjne?! Wstyd z nimi gdziekolwiek pójść! Z F już mniejszy problem, ale B mógłby naprawdę popracować nad zwieraczami. Matka chce światowego życia! Nie muszą mi te smrody przypominać, że człowiek od małpy pochodzi, wystarczy że na nich spojrzę i to widzę.
  7. Sen. Dokładniej jego brak. Niewyspana jestem jeszcze gorsza niż w naturalnych warunkach. Niestety od rana słychać tylko “mama, mama, mama”. A może tata? Babcia? Sąsiad?
  8. Brak ciepłych posiłków. Już wiadomo dlaczego do restauracji nie chodzę, ale ciepły obiad to fajnie by było zjeść też czasami w tygodniu, nie tylko w weekend. Bez hałasów, w spokoju, bez kłótni i “mama podaj to, daj tamto,  mama a dlaczego to, mama a tego nie chcę, mama już?”
  9. Kasa w portfelu. Człowiek kiedyś potrafił żyć przez tydzień jedząc zupki chińskie. A teraz? Pieluchy się kończą, mleko też, F tych chrupek nie zje, tej szynki też nie, “mamo daj na loda, kup mi to”. Straszni z nich mali materialiści.
  10. To będzie podsumowanie. Przeczytałam te punkty na głos (wszystko się zgadza!) i widzę, że generalnie sprowadzają się do moich podstawowych potrzeb! Jedzenie, sen, cisza. No wszystko mi te france zabrały (dobrze, że nigdy figury modelki nie miałam bo i nad tym bym płakała). Zero komfortu życia!

A tak na serio: szlag z tym komfortem! Lepszy syf w domu, wstawanie rano i ciągłe piski. Dla tego jęczącego “mama, mama” naprawdę człowiek zrobi wszystko. Tym mnie mają 🙂

 

P.S.

Napisałam ten tekst o 7 rano, kiedy mój Fifek jeszcze spał. Chyba wyczuł, że coś jest na rzeczy bo nasz pierwszy dialog wyglądał tak:

F:- Mama, mama, mama, mama

Ja:- czemu mnie drażnisz?

F:- taką mam pracę…

Tyle w temacie 🙂

 

 

   Send article as PDF   

39 komentarzy

  • Z kazdym podpunktem się zgadzam:) jestem mamą dwóch chłopakow- starszy 6 mlodszy 1 i w domu masakra. Spokoj dopiero jak usną, czasami mam wrazenie, ze w kolko robie to samo, zwariowac mozna ale… kocham ich ponad wszystko i nie zamienilabym tego życia na zadno inne 😀

  • JeŻu! Pokłon za tekst-kwintesencja mojego życia odludka nie z wyboru, dwa małopludki + trzecie idealnie wyszkolone prze pozostałą dwójkę, tak, że ten…te kawiarnie z zakazem wstępu dzieciom to tak specjalnie by nam psyche podkopać 😉

    • są takie restauracje?! oj powiem Ci, że sama bym do takiej poszła! jak człowiek chce wyjść do po to, żeby odpocząć a nie żeby słuchać innych dzieci… już wolę swoję :))

  • Tekst nieziemski, czytałam go śmiejąc się przez łzy, bo z tą moją czwórką jest totalna rozruba … Z noworodkiem nic nie można porobić a mężowi się zebrało na hamskie dogryzki 🙁 nie wiem co gorsze, dzieci czy on … 3 maj się! Jak zwykle damy radę 🙂

    • oj to tata niemiły… chyba bym najpierw za niego się wzieła- if You know what I mean :))
      ja się tego noworodka boję właśnie, chociaz z drugiej strony liczę, że będzie na poczatku ciągle spać 😀

    • taak! ale ja raczej wspominałam jak to kiedyś było, na przykład w sobotę… kiedy człowiek nic nie musiał :))

  • Dziwnie się poczułam czytając ten tekst. Ja nie mam żadnej rzeczy za której nie lubię mojego dziecka. Lubię za wszystkie, nawet te z pozoru irytujące.

    • tekst był mocno ironiczny 🙂 jak większość tekstów tutaj 🙂
      poza tym dla mnie moje dzieci są osobnymi bytami, widzę ich wady mimo, że życie bym za nie oddała. i tak jak denerwuje mnie mój mąż czasami (mimo, że sama go sobie wybrałam!) to i zdarza się, że denerwują mnie moje własne dzieci…
      już nie wspominając o tym, że nie pisałam o cechach charakteru tylko o zachowaniach…

  • ja się obiema rękami podpisuję pod stwierdzeniem, że choćby kochało się dzieci najmocniej na świecie, to i tak kocha się o ten jeden procencik bardziej kiedy śpią..:)

  • Sławna Tyś przez ten post, a ja go dopiero przeczytałam!! Świetny! Ja jeszcze oprócz mama słyszę Elmo i to działa na mnie jak płachta na byka;/ No i też ciągle sprzątam, wycieram, zbieram, segreguje, za każdym razem mam wrażenie, że to ostatni raz i bach…wchodzę do sypialni i znów dramat!!

    • ja oprócz “mama” słyszę non stop “am”. a dokładniej “mama am”. Moje dziecko nie jest już 5 czy tam 6 posiłków dziennie. On je ich 15!

  • Ty. Podkradne Ci temat na posta. Nie przeczytam zanim swojego nie napiszę, żeby później nieświadomie sie nie suregować;D

  • no coz kazdy punkt pasuje, ale co tam. Rodzicem byc jest super. A pomyslec ze za kilka /kilkanascie lat bedziemy plakac ze z domu chca sie wyprowadzic i w telefon lkac, kiedy znowu sie zobaczymy.

    • pewnie, że super! sama płaczę jak swoich dzieci nie widzę dłużej niż dwa dni! na szczęście za narzekanie jeszcze nikt nikogo nie ukarał 😛

  • śmiałam się i płakałam czytając Twój wpis. no jakbym siebie widziała: gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie i w kółko mama mama, kłótnie bicie, gryzienie….ach ale wrzesień przyszedł a ja swoje szatany oddałam do przedszkola i żłobka (rozstałam się z nimi pierwszy raz!!!!) i zachłysnęłam się ciszą, spokojem, możliwością wypicia ciepłej kawy w spokoju i zjedzenia śniadania…niestety później zabrakło mi tych hałasów, wrzasków, kłótni ..mają nas te Nasze szkraby:) pozdrawiam i życzę spokojnego wieczoru bez żadnych dolegliwości ciążowych

  • Gdy syn zaczął chodzić….wiedziałam- koniec spokoju. Nie ma szansy na skorzystanie z toalety samotnie. Cieszy mnie gdy mogę to zrobić w sklepie czy u rodziny. Serio. I siedzisz na ubikacji, a on się na Ciebie gapi… 😉

    • o nie!!! najgorzej!!! hehehe ja swoje trzymam na samej górze wysokiej szafki, jako mama z wieloletnim stażem już jestem świadoma zagrożeń wynikających z zostawianiem CZEGOKOLWIEK w zasięgu małych rączek heheh a pędzle droga sprawa!

  • Uratowałaś mnie tym wpisem. Myślałam, że tylko ja tam mam ;). Trójka szalonych bąbli a w tym całym chaosie ja. Czasem mam ochotę “rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Ale moje dzieci też niszczą mój misterny plan słowami “Kocham Cię, mamo”. I jeszcze te ich podstępnie buziaki :). Bycie mamą daje wycisk. Ale i tak jest pięknie :).

  • Pod wszystkim się podpisuję:) Dopiszę jeszcze coś za co naprawdę bardzo nie lubiłam mojego młodszego. Chwila w toalecie, jeszcze człowiek dobrze nie zdążył spodni rozpiąć i słychać: tup tup tup (drzwi nie zamykam, bo jak zamknę to takie darcie, że cała wieś słyszy). Cio lobis? Zanim odpowiem, pada A sikas sobie, to ja sobie z Toba posiedze i popatse….

  • A ja widzę te wszystkie minusy i nie mogę tego przeskoczyć. Dzieci kocham ale mam poczucie że straciłam siebie i że to ich wina. Marny stan. :-/

  • Dobre 🙂 u mnie w czołówce jest mamo mamo mamo sto czterdzieści razy dziennie i niezłomne przekonanie moich synów, że ja nic innego nie robię tylko czekam aby spełniać ich zachciewajki juz teraz natychmiast od razu:) zaraz po mamo mamo jest wiecznie zasikana podłoga wokół kibla. ale to żaden z chłopaków, jak kurwię pod nosem wycierając po raz dziesiąty podłogę oni się patrzą na mnie jak na ufoludka, bo przecież to nie oni. oni sikają do kibla. Wychodzi na to że to jednak ja zasikuję podłogę:)

Leave a Comment