Dlaczego tak trudno zdecydować się na kolejne dziecko? - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO MY MATKI

Dlaczego tak trudno zdecydować się na kolejne dziecko?

Na pierwsze dziecko rodzice przeważnie decydują się, bo zwyczajnie chcą. Wzywa ich instynkt, ewentualnie babcia co płacze, że musi wnuka zobaczyć, tudzież polski rząd, bo jednak ktoś na przyszłe emerytury zarabiać musi (tak, wszyscy pamiętamy nie tak dawne „króliki”). Oczywiście nie mówię o przypadkach, że los decyduje za nich, czyli „to gumki nie dają 100% pewności?!” (Ross, pamiętamy…), albo „kochanie dajmy się porwać chwili”.  Zresztą nie będę tutaj kłamać – mój pierwszy syn też raczej nie jest efektem wieloletniego planowania potomka.

O ile pierwsze dziecko to niewiadoma, to jak myślenie „bieganie jest zajebiste, chyba też pójdę”, a gdzieś tak po 5 minutach okazuje się, że człowiek ma ochotę wypluć płuca, położyć się, zaczyna płakać myśląc „kuźwa na co mi to było”. Tak tak, przy bieganiu zawsze najgorsze są pierwsze 3 kilometry, później jest super, wystarczy nie myśleć o bólu. Dopiero po 10 km zaczynają się znowu schody. Tyle, że wcześniej nikt Ci nie mówi, że „dziecko, to moja droga, nie są przelewki”. No chyba, że rodzice kiedy miałaśmy po kilkanaście lat, ale wiadomo, że oni straszyli przed wszystkim, Nawet przed alkoholem, a przecież, jak wiemy, alkohol aż taki zły to jednak nie jest :)).

Większość kobiet, w pewnym wieku (no chyba, że tylko ja tak miałam) naogląda się pięknych ciężarnych, które jeszcze w 35 tygodniu pokonują maratony, tyją po 4 kg, z czego 3 to biust, który oczywiście już taki zostaje forever, są piękne, roztaczają wokół siebie aurę i w ogóle są cholernie modne. Dopiero podczas ciąży okazuje się, że cycki to jednak tyją 10 kilo, z czego, po zakończonym karmieniu, ubywa aż 20, ale tylko z okolic biustu (czyli jesteśmy jakieś 10 na minusie w cyckach i 10 na plusie na dupie…), wszystko boli, gniecie, kłuje, dziecko zabawia się naszym pęcherzem jak perkusją, a modną to ni za cholerę sie nie da być w legginsach i worku na ziemniaki lub namiocie. No nie da się. I niech mi tu nikt nie pieprzy, że dodatki mają znaczenie. Bo ja osobiście to jeszcze takiech korali, co to dupę wyszczupają, nie znalazłam…

Drugie dziecko to już zupełnie coś innego…

Drugie dziecko to trochę jak przywoływanie koszmarów z czasów ciąży, porodu, połogu, nieprzespanych nocy itp. (strasznie długo bym mogła wymieniać i to troszeczkę mnie przeraża). To świadome decydowanie się na powrót naprawdę ciężkich czasów. Tak tak, ale co tu dużo mówić, w zamian dostajemy małego, pachnącego dzidziusia, wiadomo, że będzie grzeczniejszy, nie przesadzajmy, a nóż cycki zostaną duże… Jasne, że tak. Nie mniej jednak decyzja na drugie dziecko, na przeżywanie drugiej ciąży, porodu i POŁOGU (specjalnie piszę tutaj CAPS LOCKIEM!) już nie przypomina wyobru ulubionego smaku lodów. Nie oszukujmy się – większość z nas, na myśl o kolejnym porodzie zwyczajnie dostaje drgawek, ewentualnie planuje morderstwo swojego faceta, żeby mieć pewność, że już się nigdy nie zbliży na niebezpieczną odległość…

Każde kolejne dziecko to wielka radość. Ja naprawdę uważam, że człowiek, jeżeli chce, potrafi sobie poradzić ze wszystkim.WSZYSTKIM! A czy jest lepsza motywacja, od naszego maleńkiego synka lub córeczki? No jasne, że nie! Z drugiej strony nie dziwmy się koleżankom, siostrom i innym kobietom z otoczenia, że zwyczajnie odkładają tę decyzję. Zresztą przypomnij sobie jak było z Tobą? Długo myślałaś nad kolejnym dzieckiem? Ile czasu dałaś sobie na „dojście do siebie” po wcześniejszej ciąży?Ja, gdyby nie przypadek (again! to raczej o mnie nie świadczy dobrze), pewnie na drugie dziecko zdecydowałabym się… nigdy.


Create PDF    Send article as PDF   

Leave a Comment