10 lat temu... - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

10 lat temu…

Był poniedziałek. A właściwie niedziela, bo to w niedzielę wszystko się zaczęło – nocowanie u rodziców, bo ówczesny mąż miał nocki, a mama bała się, że urodzę sama w wannie, więc bezpieczniej było spać w swoim starym łóżku. Pamiętam, że coś czułam, że twardnienie brzucha nie dało mi spać. Że następnego dnia, właśnie w poniedziałek, mój tato powiedział „tylko nie mów mamie, bo zawału w pracy dostanie”, poczekaj aż będziesz pewna.

Pamiętam, że o 18 pojechałam na oddział, żeby podłączono mnie do KTG, bo przecież czuję, że mam jakieś skurcze. hahaha. SKURCZE! Wtedy myślałam, że to SKURCZE! Później badanie i słowa położnej „Pani ma jeszcze tydzień do terminu, proszę nie panikować.” Więc wróciłam do domu, do rodziców, wykąpałam się i jak ostatnia idiotka zamknęłam drzwi w łazience. Ledwo wyszłam z wanny, myślałam, że coś mnie rozrywa. Na czworaka wylazłam z łazienki, doczołgałam się do pokoju i krzyczałam „ja pierdole, chyba umieram”. Miałam 21 lat, była godzina 21, a ja właśnie zaczynałam rodzic swojeg pierwszego syna. Zaczynałam być mamą.

Co to był za poród. Co to był za ból! 6 godzin płaczu, krzyków, omdleń. Po 6 godzinach lekarka skoczyła na mój brzuch, wypchnęła małego, bo ja nie miałam siły już na nic. Teraz wiem, że zrobiła źle, że takie praktyki są zakazane. Wtedy? Dziękowałam jej w duchu, chociaż też nienawidziłam, bo to jedna z tych ginekolożek, które się nie pierdolą, nie można było powiedzieć podczas badania „ała”, bo wtedy słyszałaś „ja w takich warunkach pracować nie będę”. Trauma, ale z najpiękniejszym zakończeniem.

Dziękuję Ci synku za kazdy dzień razem. Dziękuję i przepraszam, bo wiem, że nie jestem zawsze taka jaka być powinnam. Że się denerwuję, że krzyczę, że dużo wymagam. Dziękuję Ci, bo pokazałeś mi, co to znaczy być mamą, co znaczy kochać do utraty tchu, sił, aż do bólu.

Dziękuję Ci, że, chociaż nieplanowany, pojawiłeś się w moim życiu. Jesteś najbardziej kochanym dzieckiem świata. Kocham Cię ja, Twój tato, ojczym (strasznie nie lubię tego słowa), bracia nie widzą świata poza Tobą, każda babcia, ciocia, wujek, a przecież masz ich tyle 🙂

Dzisiaj mija 10 lat odkąd zostałam mamą, 10 wyjątkowych lat mojego życia. Bywało ciężko, bywało strasznie, ale to wszystko było warte każdej sekundy, każdego zmęczenia, bólu, łzy, bo to były najpiękniejsze lata mojego życia. Dziękuję Ci synku za nie. Obiecuję bardziej się starać.

<3


PDF Creator    Send article as PDF   

15 komentarzy

  • i co? I poryczałam się! Ja jestem mamą od 4 miesięcy i …czuję podobnie!
    Mimo, że zaplanowałam swoją córeczkę i w pierwszym cyklu starań nam się udało, okazało się że macierzyństwo nie jest moim powołaniem to kocham córeczkę ze wszystkich sił i mimo wszystko czuję podobnie!

    pozdrawiam ciepło

  • U mnie bardzo podobnie tylko styczeń nie wrzesień ja również 21 lat i pierwszy synek 2tyg przed terminem. Urodził się nie dotleniony, był niebieski jak smerfik. W drugiej zabrali mi go erką do szpitala dziecięcego okazało się zwiotczenie mięśni i 4 wady serca. Ja z krwotokiem po łyżeczkowaniu, mdlejąca samochodem prywatnym po do erki nie pozwolili mi wejść jechałam za synkiem. Młodziutka, przerażona, nie potrafiąca zrozumieć „Dlaczego” Teraz synek 10 lat nie ma już problemów z serduszkiem, obyło się bez operacji, ale tego strachu nigdy nie zapomnę.

  • Ja czytam i też ryczę 🙂 też miałam 21 lat kiedy urodziłam syna 🙂 właśnie skończył 7 🙂

  • Popłakałam się przez Ciebie!!! Filipek był przeuroczy gdy był taki mały :*

  • Najlepsze zyczenia urodzinowe dla Filipa 🙂

    Pozdrawiam cieplo
    stala czytelniczka 😀

  • Najlepsze życzenia!
    Ja pamiętam jak zbliżał się termin mojego drugiego porodu i mi teściowa powiedziała, żebym lepiej już pojechała do szpitala bo jak zacznę w domu rodzić to ona mnie nie zawiezie! Aaa… i kazała mi zabrać ze sobą starszego syna, bo stwierdziła że sobie tu z nim nie dadzą rady!
    Zazdroszczę Ci rodziców.
    Mój pierwszy poród to także był koszmar – po dobie w silnych bólach i 8 godzinach męki pod oksytocyną na porodówce dziecko straciło tętno i powieźli mnie w końcu na cesarkę. Znieczulenie miałam ogólne więc nie wiem co się działo, ale następnego dnia miałam tak o bolały żebra jakby złamane i też podejrzewałam że mi któraś na brzuch wlazła, bo pewnie nie mogły dziecka wydostać. Główka już była na bank wkręcona w kanał rodny (autyzm wczesnodziecięcy jak się później okazało prawdopodobnie przez ten bezmyślny poród bo nikt nie zaproponował, że jak rodząca ma przewężoną miednicę to wypadałoby jednak zrobić cięcie).

Leave a Comment