Na co chorują dzieci w szkołach i przedszkolach, czyli czy da się przeżyć życie bez L4. - Flow Mummmy
DZIECI MACIERZYŃSTWO

Na co chorują dzieci w szkołach i przedszkolach, czyli czy da się przeżyć życie bez L4.

Jak bardzo dość masz już przeziębień, katarów i bolących gardeł swoich dzieci? Nie wiem po co pytam, bo jestem pewna, że masz po dziurki w nosie słuchania kaszlu, wycierania nosa i nebulizowania. Ja też! Mam dla Ciebie dzisiaj dwie wiadomości: dobrą i złą.

Zła: WSZYSTKIE DZIECI CHORUJĄ.

Dobra: WSZYSTKIE DZIECI CHORUJĄ.

Tyle i aż tyle!

Wejdź teraz na znanego nam fejsbuczka, na swoją stronę aktualności: ile widzisz artykułów o podnoszeniu odporności u dzieci? 2? 5? 10?!

Kobiety prześcigają się w “wymyślaniu” i wynajdowaniu sposobów na oszczędzenie: dziecku nieprzyjemności związanych z chorobą, sobie nieprzyjemności związanych z jego chorobą, szefowi cierpliwości, a portfelowi wyrzucania kasy. Jest to dość logiczne! Sama co jakiś czas czytam jakieś artykuły i zastanawiam się czy powinnam porady wcielać w życie, czy może dać sobie spokój już na starcie.

Fakt jest taki, że dzieci będą chorować! Jak często? W zależności od wieku: im dziecko młodsze, tym słabszy ma układ odpornościowy, im starsze, tym trudniej jest mu się zarazić.

Ale hoho, żeby nie było, że już tak zupełnie nic nie możemy zrobić w kierunku budowania odporności naszego dziecka.

Są 3 najważniejsze filary, dzięki którym może zdarzyć się, że Twoje dziecko jako jedyne przyjdzie to przedszkola, bo resztę dzieci zmogły bakterie albo wirusy (miałam taką sytuację z Teodorem, kiedy chodził do żłobka):

1. ODPOWIEDNIA DIETA.

Nie ma zmiłuj. Im lepiej je Twoje dziecko, tym lepiej organizm będzie się bronił przed “obcymi”, którzy chcą zaatakować. Tu nawet nie ma z czym polemizować! Dowodem są tysiące badań o wpływie diety na zdrowie i rozwój. Zresztą wystarczy logiczne myślenie: to co jemy, jest paliwem dla wzrostu i rozwoju naszych komórek. Koniec kropka. Inaczej to nie działa. Oczywiście daleka jestem od podejścia “wszystko albo nic!”- 3 cukierki raz na jakiś czas nie skrzywdzą Twojego dziecka, ale już 3 cukierki po każdym posiłku, prędzej czy później dadzą o sobie znać.

2. AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA.

Podobnie! Jedyną wymówką na brak wyjścia na spacer z dzieckiem, albo jakimkolwiek innym rodzaju ruchu, są ulewa, burza i tym podobne. Aktywność fizyczna, to “lek” na większość problemów dzisiejszych dzieci i dorosłych. To też powinno być dla nas wszystkich logiczne.

3. SUPLEMENTACJA.

Oczywiście odpowiednio dopasowana: obowiązkowa witamina D, oleje omega 3 i 6 (jeżeli brakuje ich w diecie), w naszej rodzinie dochodzi Sinulan Forte Junior w okresach osłabienia organizmu – to suplement diety w płynie zawierający 100% naturalną kompozycję ekstraktów roślinnych, które wspomagają funkcjonowanie dróg oddechowych, a także układu odpornościowego (kwiat lipy, kwiat czarnego bzu i kwiat dziewanny oraz ziele werbeny pospolitej) oraz biotynę, pomagającą w utrzymaniu prawidłowego stanu błon śluzowych.

Czy te rzeczy ochronią w 100% Twoje dziecko przed przeziębieniami? Nie. Bo dzieci chorują i chorować będę! Tak jak upadają, kłócą się, krzyczą, nabijają sobie siniaki. Ale mogą zmniejszyć ich występowanie, złagodzić objawy, zaszczepić w dziecku nawyki, dzięki którym np. będzie wiedziało, że dieta to podstawa i niekoniecznie dobrym pomysłem jest jedzenie czekolady 5 razy dziennie.

No dobra, ale co zrobić, kiedy już dziecko przyjdzie z kolejnym katarem i kolejnym bólem gardła?  (o wizycie u lekarza nawet nie wspominam, bo to raczej dla wszystkich logiczne)

Przede wszystkim (znowu!) musimy zadbać o większość ilość wypitej przez niego wody. Tak, “nawilżenie” od wewnątrz to podstawa. Dieta? Oczywiście! Zresztą już ustaliłyśmy, że zdrowe odżywianie to must have. Z drugiej strony, jeżeli Twoje dziecko nie ma apetytu, to ok. Wiesz przecież dlaczego tak się dzieje: organizm nie chce tracić “sił” na trawienie, woli przeznaczyć je na grupowanie sił i walkę z choróbskiem.

Kolejna sprawa: nawilżacze powietrza. Może być i mokry ręcznik na grzejniku. Spoko. Oczywiście zmiana jego bywa upierdliwa, ale coś za coś – albo chcemy dziecku ulżyć, albo chcemy wstawać do niego co 15 minut.

Nebulizacja wodą morską. Znowu: nawilżenie! Poza tym kiedyś usłyszałam od lekarza, że słone środowisko nie jest dla bakterii super przyjazne (nie znalazłam badań w tym kierunku, ale lepiej mi się żyje z tą wiarą 🙂 ).

Wyroby medyczne na katar:

Sinulan Express Forte Junior – wyrób medyczny w aerozolu. “Zawiera 100% składników aktywnych pochodzenia naturalnego. Rozrzedza wydzielinę (gęsty, lepki katar), co umożliwia jej szybki odpływ nosa, przez co nos zostaje szybko udrożniony. Jest bezpieczny, można go stosować nawet do 30 dni, również przez alergików. Nawilża śluzówkę nosa.” Zawiera Captomucil, który zmniejsza lepkość śluzu, przez co ułatwia usunięcie wydzieliny. A przecież chodzi właśnie o to, żeby katar nie zalegał!

Sinulan Forte aroma plaster – wyrób medyczny, którego chyba przedstawiać nie muszę. Plastry do przyklejenia na ubranko dziecka (w dzień lub w nocy), które poprzez wydzielanie naturalnych olejków eterycznych (olejek eukaliptusowy, olejek miętowy z obniżoną zawartością mentolu, olejek lawendowy) ułatwiają oddychanie, udrożniają zatkany nos, a dzięki temu, że plasterki nie mają kontaktu ze skórą, mogą być stosowane także przez dziecki z problemami skórnymi.

Wietrzenie pokoju: zawsze! Wietrzenie to mus, chociaż przyznam szczerze, że kiedy zanieczyszczenie powietrza jest ponad normę, to tego nie robię :/

Coś jeszcze? Chyba tyle… O cierpliwości nie zapomniałam, ale przecież gdybym potrafiła ją suplementować, to… wiesz sama… To tak jakby się niebiosa rozstąpiły. No chciałabym w tym temacie pomóc, ale sama muszę przyznać, że kiedy w nocy wybudza mnie moje osobiste kaszlące dziecko, to ręce mi potrafią opaść do samej podłogi. A kończyny mam dość krótkie, więc sobie wyobraź…

Niestety (a może stety), prawdą jest, że z pewnych rzeczy dzieci zwyczajnie muszą wyrosnąć. Na pocieszenie powiem Ci, że są dane, które mówią, że większość 6 latków, na lekkie infekcje dróg oddechowych choruje 8 razy do roku. I nie wierz nikomu kto mówi: mój nie choruje bo nosi czapeczkę, mój choruje bo czapeczki nie nosi, mój ma szaliczek za 300 zł, a mój obuwie za 500. Tego zwyczajnie możesz nie przeskoczyć 🙂

 

 

   Send article as PDF   

Leave a Comment