Czym się różni szczepionka od fotelika samochodowego? - Flow Mummmy
DZIECI MACIERZYŃSTWO

Czym się różni szczepionka od fotelika samochodowego?

Jestem przekonana, że ten wpis poruszy totalnie, że kilka osób się obrazi, kilka przyklaśnie, inni powiedzą “no durna”, a jeszcze inni “brawo ty!”. Tak, bo szczepienia to temat, który chociaż powinien być naturalny, logiczny, to budzi większe emocje niż bicie dzieci. I tego nigdy chyba nie zrozumiem…

Kiedy ostatnio oglądałaś tv? Nie jakiś Netflix, tylko regularny program w telewizji. Kanał tutaj nie ma znaczenia. Zwróciłaś uwagę ile reklam jest poświęconych suplementom diety? Nie lekom, a SUPLEMENTOM!

W Polsce, co roku, sprzedaż suplementów rośnie o 8 proc. 8!!! Oznacza to, że większość Polaków wierzy, że dzięki pastylkom poprawią trawienie, odnowią skórę, wyleczą ból, spalą tłuszcz na brzuchu, powiększą cycki, w ogóle staną się nowymi ludźmi z lepszą przyszłością. Jak to jest możliwe, że wierząc w takie rzeczy, łykając co raz więcej preparatów (nie leków!) na zgagę, trawienie, suchą skórę, lepsze krążenie i szybszy metabolizm, co roku rośnie liczba rodziców odmawiających szczepienia swoich dzieci?? JAK?!

Wiem, że świat nie jest czarno – biały. Za dużo lat przeżyłam, żeby wierzyć że albo wóz, albo przewóz. Wciąż mnie jednak zadziwia jak bardzo selektywnie podchodzimy do faktów. Coś pasuje do mojego światopoglądu? Wchodzę w to na 100%. Coś budzi moje obawy? Do widzenia, nara, nie chcę o tym już nigdy słyszeć.

Jakiś czas temu kupowałam nowe foteliki do samochodu dla chłopców. Sprzedawca powiedział mi wtedy jedno zdanie, które mnie totalnie uderzyło: “Wie pani, po co ludzie kupują foteliki? Po to, żeby nigdy nie musieć ich użyć”. I ja się z tym zgadzam totalnie! Ja nie chcę ich użyć, ale w razie wypadku, w razie jakiegokolwiek błędu, czy to mojego czy innego kierowcy, chcę mieć pewność, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby moje dziecko/dzieci były bezpieczne. Nie taka jest rola rodziców?

Niestety jest jeszcze grupa dorosłych, która foteliki kupuje tylko po to, żeby w razie kontroli policji nie dostać mandatu. Taka, która myśli “mnie to nie dotyczy”. Ja się modlę, żeby mnie to nie dotyczyło, ale ręki nie dam sobie odciąć…

Mamy wielki przywilej żyć w czasach, kiedy wiedza, medycyna, rozwój gospodarczy, naukowy i każdy inny, są na zajebiście wysokim poziomie. I my to wiemy, wszyscy o tym wiedzą. Jak to jest zatem możliwe, że są ludzie, którzy na luzie łykają środki odchudzające, wierząc, że te w tydzień zrobią z nich misterów i misski, a jednocześnie odmawiają szczepienia swojego dziecka? Czym się różni paracetamol od szczepionki? Czy to i to nie jest “darem” współczesnej medycyny? Czy nie jest hipokryzją dawanie środków przeciwgorączkowych, albo antybiotyków w razie choroby, a jednoczesne wykrzykiwanie “stop nop”?!

No właśnie NOP, czyli niepożądany odczyn poszczepienny… Czy się go boję? No jasne! Zresztą moje dzieci miały NOPy  – najczęściej były to stany podgorączkowe i senność. Z drugiej strony – czy kiedykolwiek nie podałaś dziecku leku (antybiotyku lub przeciwgorączkowego) z uwagi na jego możliwe działania niepożądane? Nie. Bo wiedziałaś, że Twoje dziecko tego leku w tej chwili potrzebuje. Szczepionkom w tym ujęciu bliżej do fotelików samochodowych niż do leków – człowiek nie daje ich, aby dziecko poczuło się lepiej (rodzic zrobi wszystko, żeby dziecko nie cierpiało), ale z nadzieją, żeby dziecko nigdy nie poczuło się “gorzej”.

Ale na co szczepić? My szczepimy na wszystko. Serio. Niech ktoś się śmieje, że odry czy krztuśca już nie ma. A czyja to zasługa jak nie szczepień?!

Porozmawiajmy teraz o realnym zagrożeniu – meningokokach. Wiesz, że pierwsze objawy są typowe dla przeziębienia? Złe samopoczucie, podwyższona gorączka. Ile razy Twoje dziecko się tak czuło i ile razy przy tym pomyślałam “może to to?!”. Ja nigdy… NIGDY! I nie tylko dlatego, że moje dzieci są zaszczepione. Także dlatego, że człowiek raczej nie myśli o najgorszym. Jestem z tych, które pierwsze co mają w głowie “eeeee, pewnie zęby” (haha, no dobra, to było kiedyś), “to zwykły katarek”, “ja też czasami się czuję gorzej”. A takie są pierwsze objawy zakażenia! Podwyższoną temperatura ciała, osłabienie, brak apetytu. Nic groźnego prawda? Wiesz, że w ciągu doby od zakażenia meningokokami, może dość do zagrożenia życia dziecka. ZAGROŻENIA! Zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, sepsa, zapalenie płuc, zapalenie osierdzia i wsierdzia – to tylko niektóre choroby, które wywołują meningokoki. Zresztą wszystkie informacje sama przeczytasz na stronie wyprzedzmeningokoki.pl. Najgorsze, że do zakażenia dochodzi w najbardziej błahy sposób – drogą kropelkową. Ktoś kaszlnie, ktoś kichnie, inny coś zostawi, co weźmie Twoje dziecko, później paluchy do buzi i koniec.Tak, zdecydowanie dla własnego zdrowia psychicznego szczepię swoje dzieci.

Nie jestem z tych, które boją się własnego cienia. Nie wariuję przy każdym kaszlu czy katarze dziecka. Nie martwię się co będzie za kilka lat… Ale są rzeczy przed którymi drżę, po prostu drżę ze strachu – przed cierpieniem swoich dzieci. I tak, robię wszystko, ale to wszystko co mogę, żeby im go zaoszczędzić. Chociaż tyle…

 

 

 

 

   Send article as PDF   

Leave a Comment