Czas zwolnić. Czas, żeby być bliżej... - Flow Mummmy
LIFESTYLE MY MATKI

Czas zwolnić. Czas, żeby być bliżej…

Trochę się zbierałam, żeby napisać ten tekst.

Trochę mi zajęło przyznanie przed samą sobą, że nie daję rady, że gdzieś zagubiłam istotę tego co robię, radość, że zaniedbałam siebie totalnie, pod każdym względem. A najbardziej pod względem radości życia. Gdzieś pomiędzy pogonią za statystykami, lajkami, stresem związanym z pracą o nieregularnych zarobkach, zgubiłam sens tego co robię.

Znasz to?

Ostatnimi czasy stres sprawił, że wypaliło się we mnie wszystko. Potrafiłam całymi dniami leżeć i gapić się w telewizor. Odpoczynek? Nie… To nie to. Odpoczywasz wtedy, kiedy odpoczywa głowa, a moja była zajęta nieustannymi wyrzutami sumienia, bo coś mogłam lepiej, więcej, mocniej i szybciej.

Lepiej napisać tekst. Więcej zdobyć lajków. Mocniej się postarać. Szybciej zdobyć wymarzone 100 tysięcy czytelników na blogu.

Znasz to uczucie, kiedy myślisz “gdybym miała TO, to wszystko inne by się ułożyło”? Ja znam je zbyt dobrze. Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna, a może po prostu zbyt prosta, i kiedy osiągasz coś o czym marzyłaś, okazuje się, że to nie wystarczy, że to wciąż mało.

15216253_10211547339338136_952362312_o

Kasia wytłumaczyła mi to bardzo jasno: hedonistyczna adaptacja. To tak jak z autem z klimatyzacją – jeżeli takie masz, to już nie wyobrażasz sobie jeździć innym. Kiedyś coś co było w zasięgu marzeń, nagle staje się normą i zwyczajnie nie sprawia, że (tak jak planowaliśmy wcześniej) unosimy się 10 cm ponad chodnikami.

15215952_10211547312257459_832876443_o

Wierzę, że wszystko dzieje się “po coś”. Żadna osoba nie pojawia się w naszym życiu przez przypadek, żadne zdarzenie nie jest wynikiem błędu. Wszystko jest nam przeznaczone. Nie, to wcale nie oznacza, że wierzę w siedzenie na fotelu, z tyłkiem idealnie umoszczonym w siedzenie sprawi, że spełnią się wszystkie przeznaczone nam marzenia. Sukces sam nas nie znajdzie. Praca jest ważna, ale ważne jest też szczęście. To czy znajdziemy się we właściwym miejscu, o właściwym czasie.

Zeszły weekend był wyzwalający. Pod każdym względem. Uświadomił mi górę uczuć z którymi się zmagałam, a do których nie potrafiłam się przyznać. Bo jak wytłumaczyć komuś, że skoro “tylko bloguję” to jestem zmęczona? Jak powiedzieć “nie mam siły”?. Skoro wszystko z pozoru jest idealne, tak jak powinno?

Pierwszy był film Dżasty. Coś co kompletnie mnie rozbiło. Wzruszyło do cna.

To właśnie pod wpływem tego filmu, już drugi dzień z rzędu nie włączyłam po południu, po powrocie z placówek (wiem, to słowo kojarzy się co najmniej patologicznie, ale je uwielbiam 😀 ) dzieciom bajki. Siedzimy, czytamy bajki. I nie, nie zaglądam po 15 minutach w komórkę, nie sprawdzam maili, nie spieszę się. Ten czas autentycznie sprawia mi ogromną radość. Nie chcę przegapić. Nie mogę sobie na to pozwolić. Nie tylko ze względu na dzieci. Przede wszystkim na siebie. Chcę być blisko.

Wciąż będę dawała sobie prawo do odpoczynku, do spotkania z innymi ludźmi. Nie stanę się nagle matką – kwoką, dobrze o tym wiesz. Ja po prostu zrozumiałam, że czas przystopować i zauważyć to, co często nam umyka: nasze dzieci już nigdy nie będą tak małe jak kiedyś, a gwarantuję Ci, że przyjdzie czas, że za tym zatęsknimy. Nie chcę wtedy żałować, że mnie nie było, że nie uważałam, za mało przytulałam, dałam o jednego buziaka mniej niż powinnam. Że po raz setny nie odpowiedziałam “a dlaciemu?”.  One zasługują na bliskość. Ja na nią zasługuję.

Basia, Monika, Kasia, Mariola, Dżasta, Kasia. Trudno mi coś o nich napisać, bo przecież prawie się nie znamy. Kilka, nawet kilkanaście spotkań, to przecież za mało, żeby o kimś powiedzieć “przyjaciel”. Ale chyba sama dokładnie wiesz, że na naszej życiowej drodze czasami spotykamy ludzi, dzięki którym rozkwitamy. Dzięki którym rozumiemy, że można zaufać komuś praktycznie od razu, zwierzyć się, popłakać, bo ten ktoś rozumie. Tak po ludzku. A przecież to właśnie brak zrozumienia jest często naszym największym problemem.

15233783_10211546762443714_1794941598_o

Te dziewczyny, w jeden weekend, poukładały mi w głowie lepiej niż niejedna psychoterapia. Bo ja naprawdę nie wiedziałam co mi jest, skąd ta niemoc, ten smutek, to poczucie niemocy, brak kreatywności, bo przecież wszystko z pozoru było idealne. Wiesz, że spełniłam w tym roku 99% swoich postanowień? W tym jedno najważniejsze – wróciliśmy do PL. Jak mogłam się smucić, skoro mam wszystko? A jednak…

Czas o siebie zadbać. O każdy aspekt życia. O zdrowie, o dzieci, o bliskość, o siebie.

Czas odpocząć. Tak jak nigdy. Zresetować wszystkie komórki, zrozumieć, że nie trzeba być we wszystkim najlepszym. Nie o to w życiu chodzi (tak Kasiu, zaczęłam czytać książkę!). Bo to “najlepszy” nie będzie oznaczać “mam w życiu wszystko”. To “najlepszy” nie oznacza nic, a przynajmniej nie tyle ile przytulenie do swojego dziecka, bieganie nad ranem, pyszna zupa pomidorowa, Święta w gronie najbliższych. Paradoksalnie uświadomiło mi to, co od zawsze było moim celem: 100 tysięcy czytelników miesięcznie. Brzmi super! I jest super, ale nie aż tak jak myślałam. Ta liczba nie sprawiła, że poczułam się lepszym człowiekiem. Nawet nie sprawiła, że poczułam się lepszym blogerem! Nie sprawiła nic! Chociaż jeszcze pół roku temu była najważniejszym celem.

Teraz już wiem co jest ważne. Ja, Ty… To o Ciebie tu chodzi. Nie o statystyki. O to, że masz się tu świetnie czuć. O to, że ten blog powstał, aby komuś pomóc. Czy kasa przestaje być ważna? Nie… Doskonale wiemy, że samą pasją jeszcze nikt nigdy dzieci nie nakarmił. Ale od dzisiaj stawiam pasję wyżej. Od dzisiaj stawiam Ciebie wyżej. I siebie.

I tak o, koło chałupy…

15271277_10211547340938176_929921243_o

   Send article as PDF   

11 komentarzy

  • O rety, Flow… nie wiedziałam… Gdybym tylko coś mogła dla Ciebie zrobić. Gdyby to było możliwe, przyjechałabym do Ciebie z 5-cio litrowym baniakiem domowego wina, wychlałybyśmy wszystko. Nieważne że ja w trakcie na bank bym rzygała, ale bym piła – dla Ciebie 🙂 wyściskałabym tak mocno i szczerze, jak tylko potrafię. Nie używałabym zbyt dużo słów, bo chyba są zbędne. Może powiedziałabym tylko, jak wiele dla mnie znaczysz i jak dużo dla mnie zrobiłaś. Wiadomo, ze teraz też nie jest idealnie, ale czy tak naprawdę musi być? Nie masz pojęcia, jak bardzo poprawiła się jakość mojego macierzyństwa, odkąd Cię czytam! Żałuję tylko że nie trafiłam na Ciebie w pierwszych tygodniach po narodzinach dziecka, bo wtedy było najgorzej. Ale lepiej późno niż wcale! 🙂 Nie ukrywam, że spostrzegałam Cię jako kobietę sukcesu: piękna, z przystojnym mężem (pozdrów M. 😀 ), z cudownymi dzieciakami, ze świetnym blogiem, a tu taki wpis… Ale kochana, nie wiem jak inni ale ja Ci daję prawo do zmęczenia, do zniechęcenia, do braku sił. Daje prawo i rozumiem! Bo ja mając jedno naprawdę grzeczne dziecko, będąc na macierzyńskim też mam czasem ochotę wszystko rzucić w diabły. Ty jesteś dla mnie, ja jestem dla Ciebie. Przytulam bardzo mocno! <3 <3 <3

  • Jak ja czekałam na ten post! Flow czuć było ostatnio w twoich wpisach że to nie to, jakby pisał to ktoś inny i nawet miałam do Ciebie pisać ale bałam się że zamiast dodatkowej energii tylko podetnę skrzydła. A poza tym wierzyłam, że to tylko chwilowa niemoc i zaraz wrócisz ze zdwojoną siłą ???. Super, że jesteś i tak szczerze podeszłaś do tematu wypalenia. Zdarza się to kazdej z nas! Grunt to odpowiednia grupa wsparcia i wgląd w siebie. Oby ta nowa energia towarzyszyła Ci dłuuuuugo długo ? ściskam mocno, jesteś super dziewuchą i dzięki Tobie nie zwariowałam w pierwszych miesiącach po porodzie. DZIĘKUJĘ ????

  • A co do filmiku… niby fajny, niby oczywisty, ale nie podoba mi się i w ogóle do mnie nie przemawia. Wierzę, ze matki odwiedzające ten blog nie są idiotkami i wiedzą ( ja też wiem), że czas spędzony z dzieckiem bez komórki, włączonego telewizora jest bezcenny. I bardzo często mimo zmęczenia, zniechęcenia rysujemy, śpiewamy, tańczymy. Ale moim zdaniem nikt nie jest w stanie postępować tak cały czas. Trzeba walczyć o to, aby pokonywać własne słabości i być z dzieckiem blisko mimo wszystko, ale uważam też że normalne są okresy kiedy trochę odpuszczamy: włączamy bajkę, przeglądamy fb gdy dziecko samo się bawi. Autorka filmiku mówi niby że to normalne, ze też tak czasem robi, a z drugiej strony poczułam się niefajnie osądzona. Tak jakby fakt, ze dam dziecku chrupka kukurydzianego, aby choć na minutę zamknęło buzię, było ciężkim grzechem skazującym mnie na wieczne potępienie. Nikt nie da rady być na 100% non stop w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Flow, i zdaje mi się że jeszcze do niedawna uważałaś tak samo jak ja i myślę, że postępowałaś wg tego pomyślunku. I nie sądzę aby twoim dzieciom jak i mojemu z tego powodu działa się krzywda. 🙂

  • Filmik mnie poruszył. Uważam, ze powinien byc pokazywany na kazdej wywiadowce- wtedy i rodzice byliby bardziej swiadomi i szczesliwszi, a dzieci czujace bliskosc i uwage rodzica- bezpieczniejsze i spokojniejsze. Czasem prpste rozwiazania sa najlepsze, a my mamy tendencje, by o tym zapominac. Dlatego tez Twoj post, osobisty bardzo, pozwala zwrocic uwage na to, co jest istita rzeczy. Bede do niego wracac!

  • Też sobie to ostatnio uświadamiam. Byłam na siebie zła, że nie potrafię być idealna we wszystkich swoich zamierzeniach, że wciąż upadam, a najbardziej wtedy, gdy już sądzę, że całkiem nieźle mi idzie. Postanowiłam trochę odpuścić, życie przeważnie nie kończy się przed trzydziestką, jeszcze zdążę zrealizować moje ambitne plany. Teraz jest czas wczesnego dzieciństwa moich synów i nie będzie mi dane przeżyć go kiedyśtam jeszcze raz. To jest teraz dla mnie najważniejsze. Dziękuję za poruszający wpis.

  • Jak ja niestety rozumiem każde z napisanych przed Ciebie słów… Dopadł mnie identyczny marazm, przygnębienie i pogubienie. Szczęśliwie też doszukałam się jego powodów i powoli zbieram siły żeby się z tego wygrzebać 🙂

  • Fajnie, że masz się z kim spotkać i obgadać problemy, to naprawdę dużo. Gorzej gdy te problemy są, a nie ma z kim o nich porozmawiać. Nie ma znajomych.

    • no widzisz, niby tak. Z drugiej jednak strony jak o problemach naprawdę nie rozmawiać. Jestem taką Zosią Samosią, która uważa, że sobie ze wszystkim poradzi. Przez 31 lat tak było i jest. Wciąż tak będzie. Ja się sama dziwię sobie, że zdarza mi się raz na jakiś czas otworzyć, bo raczej te większe problemy, silniejsze uczucia, po prostu chowam w sobie.

Leave a Comment