Co zrobić, żeby dzieci nas słuchały? - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Co zrobić, żeby dzieci nas słuchały?

Znasz to z autopsji? Powtarzasz coś do znudzenia (!!!), a Twoje dziecko ma Cię głęboko gdzieś? Prosisz, tłumaczysz, a ono totalnie Cię olewa, i jeszcze bezczelnie udaje, że nie słyszy? #storyofmylife.

A czy pomyślałaś kiedykolwiek, że to w Tobie tkwi problem? Założę się, że nie. Ja też tak zawsze mówiłam. Obwiniałam w duchu swoje dziecko, tłumaczyłam sobie, że przecież to po kimś jest takie wredne,  a siebie stawiałam na piedestale rodzicielskiej mądrości i cierpliwości. Może bez przesady. Po prostu tłumaczyłam wszystko buntem, złością, sprawdzaniem przez dziecko granic wytrzymałości biednych rodziców. Nie wpadłam na to, że może to ja po prostu coś źle robię! A dokładniej – nie umiem rozmawiać ze swoim dzieckiem.

a1

Lubię myśleć o dzieciach jak o “małych człowieczkach”. Nie to, żebym traktowała ich od razu jak dorosłych i opowiadała o problemach w pracy, małżeństwie itp. Po prostu uważam, że np. dzieciom należy się taki sam szacunek jak osobie dorosłej. Okazało się, że o ile w wielu punktach takie myślenie jest wskazane, tak w niektórych zawodzi. Dziecko nie jest osobą dorosłą tak więc nie myśli jak osoba dorosła i przez to wymaga specjalnego traktowania. Zazwyczaj.

Wypróbowałam kilka sposobów mających ponoć sprawić, że dzieci w końcu (!) zaczną się mnie słuchać. Marzenie ściętej głowy? Trochę tak. Poniższe punkty nie stanowią recepty i nie sprawią, że nagle mały uparciuch zacznie latać za nami i robić wszystko to o co go poprosimy. Sorry, ale to się nie zdarzy 🙂 Po pierwsze dlatego, że dzieci mają ważniejsze sprawy na głowie (lalki, auta i inne zabawki same się nie pobawią! a ściana sama nie pomaluje!), a po drugie dzieciaki nie są sługusami dorosłych. Koniec kropka.

1. Poprawny komunikat.

Moje dzieci (jak pewnie 95% innych dzieci na świecie) co jakiś czas marudzą przy jedzeniu. Chociaż staram się gotować to co lubią, to zdarzy im się gorszy dzień, albo nawet lepszy (bo wtedy chęć powkurzania mamy jest zdecydowanie największa) i wtedy przy obiedzie odbywa się istny armageddon. Marudzenie, jęczenie (czyli to co wszystkie mamy kochamy najbardziej) i wszystko inne, co z jedzeniem ma niewiele wspólnego. Do niedawna moim stałym tekstem było “proszę jeść obiad”, na co wcześniejsze jęki tylko wzbierały na sile. Teraz stosuję metodę “po kawałeczku” : “zjedz kawałek kotleta”, “chodź zjemy tylko 3 łyżki zupy”. Zazwyczaj po 15 powtórzeniu to działa. A najlepiej działa jak dołączę do dziecka i zjem razem z nim (tak zazwyczaj nie jest, moje dzieci obiad jedzą same, we trójkę). To samo dotyczy sprzątania. Jakbyś zobaczyła pokój w którym na całej podłodze rozwalone są zabawki, to na hasło “posprzątaj” zrobiłoby Ci się słabo, a mroczki przed oczami byłyby najdelikatniejszym objawem. “wrzuć autka do pudełka” już nie brzmi tak strasznie, i na prawdę potrafi zdziałać cuda.

2. Zbyt duży wybór.

I znowu pora posiłku (my matki chyba poważnie mamy jakieś kompleksy jeżeli chodzi o jedzenie naszych dzieci – to jest jedna z najbardziej stresogennych rzeczy dla nas). Pytam się Bruśka “co chcesz na śniadanie” – “yyyy”. I to yyy trwa zazwyczaj jakieś 15 minut. 15 minut “yyyyyy”. Przeżyłaś to kiedyś? Kiedyś wymieniałam mu 20 różnych pomysłów, będąc pewną, że im więcej wymyślę tym szybciej się zdecyduje. Guzik! To tak jak z butami. Jak Ci dadzą 10 pięknych par, z których masz wybrać jedną, to będziesz się zastanawiać 2 dni. A jak dadzą Ci dwie do wyboru, to weźmiesz ładniejsze/wygodniejsze i heja. Po problemie. No chyba, że obie pary są paskudne. Wtedy nie ma co się dziwić, że się długo zastanawiasz. Kumasz aluzję?

3. Tłumaczenie.

“Bo tak!” – znienawidzona odpowiedź, uprawiana kiedyś przez dorosłych. Jasne, że zdarza mi się tak mówić (shame on me), ale szczerze powiedziawszy jakiegoś pozytywnego skutku to nie wnosi. Sprawia za to, że denerwuję się jeszcze bardziej i zaczynam krzyczeć. O wiele lepszy rezultat przynosi wytłumaczenie konsekwencji. Mój Brusiek 3 razy dziennie myje zęby po tym, jak kiedyś mu wytłumaczyłam, że jak nie będzie tego robił, to w ząbkach zamieszkają mu małe stworki-bakterie i zrobią w nich dziury, które będą go bolały. Nie będę kłamać – dobra pasta też tu trochę pomogła, ale on tą historię pamięta, i innych też do mycia zębów goni.

4. Odwrócenie uwagi.

Najlepszy sposób na wszystko (w domyśle awantury i krzyki czyli czysty bunt). Twoje dziecko nie chcę się kąpać? Powiedz “chodź pobawimy się bąbelkami!”. Nie chce zjeść kolacji, zapytaj czy pobawi się w sportowca, najpierw chwilę poćwiczcie, a następnie powiedz, że po ćwiczeniach każdy sportowiec musi dobrze zjeść. Córka nie chce się ubrać do przedszkola? Pobawcie się w pokaz mody. Nie chce wypić syropu – skłam, że to super magiczny środek, dzięki któremu będzie biegał tak szybko jak błyskawica. Nie chce wyjść z domu – “kto pierwszy przy aucie?!”. Wiesz o co chodzi. To jest mój złoty środek na Bruśka. ZŁOTY! Działa w 95%.

5. Wyluzuj.

Twoje dziecko chce wyjść w kaloszach w słoneczny dzień? I co z tego? Nie chce założyć czapki? Ok, ale powiedz, że jak zmarznie to musi Ci powiedzieć i wtedy czapkę założycie. Nie chce jeść płatków z mlekiem, bo życzy sobie płatków w miseczce i mleka w kubku? (tak, moje dzieci jedzą płatki) I co z tego? Przecież w brzuszku i tak wszystko się połączy. Ma ochotę na gofry na obiad? Znajdź przepis na zdrowe gofry i podaj z owocami. Kto powiedział, że kotlet z ziemniorami jest lepszy od gofra z płatków owsianych i miseczki truskawek? Pamiętaj, że to Ty się denerwujesz, Ty tracisz kontrolę. Dziecko po prostu ma czasami ochotę na coś innego niż Ty. Nie oceniaj. Chyba, że sama chcesz być oceniana za te cukierki zjedzone w szafce. Ja nie chcę, dlatego wolę wyluzować 😛

To w nas rodzicach siedzi większość problemów. To my sobie wyobrażamy, że dziecko ma zawsze przybiegać kiedy je wołamy, robić to co chcemy i kiedy chcemy. Sorry Winettou, ale tak nie będzie. Mało tego, nie chcesz żeby tak było. Dziecko już teraz uczy się mieć własne zdanie, nie zabieraj mu tego. No i przede wszystkim – to od Ciebie w dużej mierze zależy czy zacznie Cię słuchać czy nie. Kombinuj, wymyślaj. A nóż też znajdziesz złoty środek na swoje dziecko. No chyba, że już masz to koniecznie zdradź. Ja mam trójkę, a znalazłam sposób tylko na jednego 😛

a2

a8

a7

a6

a3

a5

a4

   Send article as PDF   

15 komentarzy

  • Rosół moja 3-latka je tak : makaron,marchewki i inne cuda w formie stałej na talerzu, rosół-woda w kubku obok 😉 kanapka z miodem plus ketchup wywołała u mnie przydługie przemówienie aż màż stwierdził: a dlaczego nie? 😉 no wiec potwierdzam:wyluzowac 😉

  • hehe 🙂 jakie to prawdziwe 🙂 kilka ze sposobów już wypróbowałam i działają prawie zawsze 🙂 ale są dni, kiedy to od rana czeka się do 19, żeby nareszcie poszły spać… wtedy zawsze w głowie mej bunt “jak to on nie słucha, jest dzieckiem ja rodzicem ma robić co mówię i już” tatarata… i mówię wtedy “proszę zjeść obiad” i co? wiadomo… awantura z miejsca. Eh… ile to się trzeba namęczyć napocić nagimnastykować… ale efekty cieszą 🙂 czasem tylko to rodzic nie ma siły na “walkę” i poddaje się mówiąc “proszę posprzątać pokój” …. 🙂

  • O matko! Kocham Cię! ?

    Jutro testuję posiłki i “zjedz 3 łyżki”.
    Na “posprzataj” – Nie!,
    na “odłóż książeczki na półkę”- Nie!
    Jak napsoci, np. Paluszki które właśnie ode mnie dostała rozrzuca po dywanie i proszę żeby je pozbierała, to moja dwuletnia córka patrzy mi prosto w oczy i wdeptuje paluszki w dywan… Więc od tamtego momentu nie ma w domu paluszków, a słodycze, to jagody goji… Wyjdzie jej na zdrowie tylko.
    Jak chce się napić kakao wieczorem, to mówię jej że to zły pomysł, bo ma dużo cukru i ją pobudzi. Myślę, że tego nie rozumie ale chyba już zaakceptowała ten fakt, bo po wielu próbach i przepłakanych z tego powodu wieczorach, przestała się rzucać jak to powtarzam. Muszę zacząć tylko kontrolować swój brak cierpliwości i będzie spoko.

  • Widzisz, a ja mam dylemat, bo chciałabym, żeby mnie słuchało, ale też aby miało własne zdanie. Na razie najczęściej to ma własne zdanie o wszystkim co go dotyczy, a ja się denerwuję, że ja sobie, on sobie. Ale faktem jest że, super posłuszne dzieci to też powód do niepokoju. Tyle, że ile życie rodzica było by lżejsze…

  • Odwrócenie uwagi pomimo dobrej skuteczności powinno się stosować jedynie do pewnego wieku. Z czasem może przynieść negatywne skutki. W pewnym momencie, gdy dziecko już rozumie nasze zabiegi taktyczne może uznać, że ignorujemy jego emocje.

    • no jasne, że tak 🙂 w sumie chyba to dosyć logiczne 🙂 dziwne, żeby np. 6-cio latka zachęcać do zjedzenia zupy bo jest “magiczna” 🙂 owszem, zachęcałam, bo mówiłam, że jest z kurczaczkiem, a ten ma dużo białka który jest potrzebny do budowy mięśni. Ale tu akurat mówiłam prawdę 🙂

  • Gdy moja córka (3 latka) zarządała ubrania sandałów w motylki do przedszkola nie odważyłam sie zaprotestować… A to ze miała na sobie spodnie z dresu, bluzę z kapturem, skarpetki w kwiaty i był koniec października to tylko szczegół 🙂

  • Ach te twoje fociaki i dzieciaki. Serce rośnie jak sobie przypomnę jak pierwszy raz do mnie napisałaś. Od tamtej pory taki huge progress u ciebie, że dupe urywa. Mówię oczywiście o zdjęciach bo teksty zawsze były dobre 🙂 Teraz to ja powinnam sie od ciebie uczyć!
    Co do tematu postu- u nas wiecznie trzeba wymyślać coś nowego, ale niestety na Jagode najskuteczniejsze są małe szantaże albo przekupstwa, których hasłem przewodnim są zawsze sukienki. Ale te niezbyt godne polecenia metody stosujemy tylko w ostateczności 🙂

  • Do wszystkich tych punktów – bardzo słusznych – dodam jeszcze jeden: jak mówisz do dziecka, to patrz mu w oczy i dopilnuj, żeby ono też na Ciebie patrzyło. Baaardzo skuteczne:)

      • To ja dodam jeszcze, że kiedyś trafiłam na taką podpowiedź: Kiedy mówimy do dziecka o czymś istotnym, należy zrównać się ze swoim rozmówcą. Czyli kucnąć i wtedy spojrzeć w oczy. U mnie to działa w 97%. Z wysokości mogę sobie gadać jak do ściany. Ale gdy chcę być zrozumiana od razu lub gdy sytuacja do tego dorośnie, to kucam, przybieram odpowiednio poważny wyraz twarzy i moje dziecko słucha jak zahipnotyzowane. Chyba, że ma mnie w dupie (te 3%), bo akurat piesek biegnie po drugiej stronie ulicy. Wtedy chwytam delikwenta pod pachę jak worek kartofli. Też działa.

  • No nie, a ja już myślałam, że przestanę z tymi moimi dziećmi wychodzić na spacery, bo zebranie się zabierało nam jakies bite 30 min! Dzisiaj mała sama sie ubrała, czyżby to naprawdę było takie proste? Póki co napawam sie sukcesem:) dzięki Flowmummy!

  • Ja też mam ten sam problem – dzieci niekiedy mnie nie słuchają. Wiem jednak, że to we mnie tkwi problem, że ja robię coś nie tak. Jednak często jest to potrzeba chwili i nie mam czasu zastanawiać się nad różnymi technikami. Na przykład kiedy jest już 7.50, a mały ryczy i nie chce się w nic ubrać albo przebrać albo w ogóle nie chce wyjść. Wiem, powinnam wstać o 6.00 rano i spokojnie wszystkich ogarnąć, ale… zwyczajnie nie chce mi się. No i czasem mały jedzie bez butów i nieprzebrany, a czasem wychodzę z domu z dzieckiem szamoczącym się pod pachą. Jednak to są sporadyczne sytuacje, w większości przypadków daję kluczyk do ręki i mam sprawę załatwioną, oby tylko samochód się nie zablokował od ilości kliknięć 🙂 Mając trójkę dzieci wyrabia się różne techniki. To, co napisałaś to bardzo dobre pomysły. Czasem tak niewiele potrzeba, żeby zachęcić dziecko do zrobienia czegoś. U mnie idzie się zrobić pianę zamiast kąpać, do łóżeczka wchodzi się po krzesełku, na nocnik po to żeby włączyć światełko paluszkiem i spuścić wodę w kibelku. A z jedzeniem w ogóle się nie przejmuję, jeśli nie chce jeść to nie je i już. Mi też się nie zawsze chce jeść i nie wszystko smakuje. Słyszałam też, że dobrze się sprawdza mówienie szeptem, bo na krzyk dzieci z czasem przestają reagować. No i mówienie patrząc w oczy. Myślę, że w okresie dojrzewania i tak będzie gorzej, wtedy nie starczą techniki, potrzebny będzie psycholog albo psychiatra… (oczywiście dla mnie, bo pewnie zeświruję na koniec:) ).

Leave a Comment