Czas się przyznać. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Czas się przyznać.

Dokładnie tak. Wiedziałam, że dam radę. No bo z czym miałabym sobie niby nie poradzić? Jeść bym im nie dała? Nie przebrałabym? Dom bym z dymem puściła? No way! To mój dom, moje dzieci, krzywda przecież by im się nie stała. O co więc chodziło?

zdjęcie (16)

 

Tak naprawdę to ja się po prostu bałam. Nie tego o czym własnie napisałam. Nie bałam się krzyków, płaczu, tego że w jednym momencie dzieci moje będą wymagały zmiany pieluchy i będą bardzo głośno się tego domagały. Jedyną “rzeczą” jakiej się bałam (w sumie wciąż troszkę boję) jest Teodorek 🙂

Ten malusi, cudownie pachnący chłopczyk wzbudza we mnie jakiegoś rodzaju lęk. Dobrze czytacie: bałam się swojego trzytygodniowego synka! Bałam się, że zacznie zanosić się płaczem a ja nie będę wiedziała dlaczego, że nie będę umiała mu pomóc. Bałam się, że będzie potrzebował całodziennego noszenia na rękach (od czego jest chusta!), że tak się skupię na jego potrzebach, że biedny Brusiek będzie jadł cały dzień chrupki do mleka, w pieluszce wiszącej do kolan. Bałam się jak cholera! Nie, nie bałam się! Ja wciąż się boję!

Boję się, że któryś z nich będzie musiał płakać o sekundę dłużej niż zazwyczaj. To nic, że ten płacz nie będzie miał nic wspólnego z bólem czy cierpieniem. Płacz to płacz –  dla mnie (jak pewnie dla każdej z Was) nie do zniesienia. Boję się, że któryś pomyśli że jest mniej ważny. A jak wszyscy trzej w jednym momencie się uderzą? Zachorują (chociaż akurat to jest pewne)? Którego pierwszego pocieszać? Takie rzeczy wzbudzają we mnie lęk…

Znam Fifka i Bruśka. Wiem kiedy ich płacz jest wymuszony, a kiedy jest im po prostu źle. Znam ich na tyle, żeby wiedzieć czy dzieje im się krzywda, czy coś ich boli. A Teodorek? To maleństwo nie ma jeszcze miesiąca. Nie znamy się tak doskonale (mimo, że jeszcze niedawno byliśmy jednością). Nie jestem jedną z tych mam, która po trzech dniach reaguje błyskawicznie na potrzeby swojego dziecka, bo rozpoznaje różne rodzaje płacz, bo domyśla się co dziecku teraz może dolegać. Nie jestem taka. Potrzebuję czasu. MY potrzebujemy czasu by się poznać, złapać wspólny rytm życia.

Bałam się strasznie. Wiem że momentów, w których będzie tak łatwo i prosto jak dzisiaj, będzie garstka. Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie masa roboty, krzyków, pisków, tona brudnych pieluch, litry zrobionego mleka. Pewnie, że wiem! Wiem jednak też to, że z każdym dniem będziemy się znać lepiej, a ja będę się bała coraz mniej…

 

   Send article as PDF   

11 komentarzy

  • Kiedy mam bojowe nastawienie, bo szykuję się na najgorsze (posłanie miłki do żłobka, podróż samolotem) okazuje się, że kolejny raz nie doceniłam swojego dziecka. Okazuje się grzeczna, spokojna, nie marudzi. Wiem, że z trójką to co innego, że jedno będzie się pewnie zarażać od drugiego chorobami (ale może też uodparniać?) i płaczem (a może własnie B. okaże się silny tak jak F. się okazał), ale może właśnie będzie tak, że takich dni jak dzisiaj będzie dużo więcej niż tych płaczliwych, marudnych i chorych… Uszy do góry! 🙂

    • dokładnie na to liczę, chociaż trzeba przyznać- nie lubie jak jest za cukierkowo i nudno 😛 wiec raz na tydzien moga jakas zadyme zrobic 😛

  • Mój Kochany Synek ma 2,5 roczku a ja do dziś boję się włączyć telewizor (pomimo że w pokoju czuwa niańka) jak On słodko sobie śpi. Boję się, że nie usłyszę kiedy będzie mnie wołał, że nie zareaguje wtedy kiedy zajdzie taka potrzeba… także, jakby rozumiem Twój strach:) pozdrawiam!

  • Nudno nigdy nie jest, raz na jakiś czas trzeba dzieciaka do wanny wrzucić, bo się obsrało po pachy, kilka razy dziennie ściągnąć ze stołu, zabierać różne dziwne rzeczy z buzi, zmyć flamastry z mebli, itd. Wszystko to można spokojnie znosić na okrągło pod warunkiem, że nie ma przy tym ciągłego jęczenia i marudzenia. A własnie! Pozwolę sobie zapytać o radę, jako żeś matka z dłuższym stażem. Jak chłopaki zaczęli wymuszać na Tobie różne rzeczy – masz jakąś metodę wychowawczą, czy po prostu mówisz “nie i koniec” – poryczy 2 minuty i przestanie?

  • Kurcze, a ja tak się zastanawiam jakie to uczucie widzieć takich trzech przystojniaków i móc powiedzieć “ja ich urodziłam”, “to moje dzieci”… 🙂

  • Doskonale rozumiem Twoje wątpliwości. Bo bardzo mnie dotyka gdy muszę przerwać wieczorne czytanie mojemu synowi na rzecz usypiania mojej córki która nie toleruje nikogo innego, dając znać wrzaskiem.

  • Na ile mogę posiadając jedno dziecko to rozumiem. Mój Mikołaj też ma 3 tygodnie i choć nie ma konkurencji w postaci rodzeństwa, też się boję jak płacze. Też nie umiem bezbłędnie zgadywać czy to płacz na kupę czy nudę, bo ten na głód ciężko pomylić z czym innym, no chyba, że z mega wielką kupą jak wczoraj. Wiem za to na pewno, że postaramy się i rodzeństwo dla Synka i już gdy o tym myślę planuję w głowie najlepszą różnicę wieku między dziećmi, aby jak najmniej im mojej uwagi i troski, którą trzeba będzie podzielić na więcej osób, brakowało. O miłość się tylko nie boję, bo miłość w przeciwieństwie do pozostałych zmiennych jak czas, pieniądze, uwaga się nie dzieli, ona się mnoży 🙂

  • Witam ja to w sumie widzę to tak, że jak się ma dzieci to nie ma że boli. Trzeba ich wychowywać przebierać, karmić i wysłuchiwać nie tylko mamo, ale rónież tato chcę to czy chcę tamto. Dzieci to nasz największy skarb i zanim się je będzie miało trzeba sobie zdać sprawę z tego, czy podoła się zadaniom jakie trzeba wykonywać przy dzieciach. Warto jest o tym pamiętać.

  • A ja myślałam, że coś ze mną nie tak. Bo wiesz co? Mój Mrówa ma już prawie 6 miesięcy, to ten etap kiedy się nieźle dogadujemy i w ogóle, niby już mam praktykę, jakiś tam staż, a i tak czuję że pierwsze trzy miesiące życia drugiego dziecka to będzie wszystko na czuja.

Leave a Comment