Bo ja w miłość nie wierzę... - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Bo ja w miłość nie wierzę…

W taką od pierwszego wejrzenia (chociaż mąż uparcie twierdzi, że  tak właśnie u niego było, a ja uparcie odpowiadam “się nie dziwię” :P)…

I nie mam na myśli relacji damsko -męskich. Piszę o relacji matka – dziecko.

zdjęcie (23)

Mówi się, że ciężarna kocha swoje maleństwo od kiedy dowiaduje się o jego istnieniu. Hmm. Ja mam z tym problem. Bo i owszem, czuję opiekuńczość, troskę, wzruszenie. No niby czuję, że kocham ale przecież to nie jest takie uczucie jakim obdarzam swoją dwójkę chłopaków. To coś innego. Nie umiem tego określić. To jakiś taki stan tęsknoty połączonej z zakochaniem.

Poród. Ponoć w tym momencie (dobra, po tym momencie, czyli kiedy już Ci to Nowe dziecko dadzą), od razu dostajesz obuchem w łeb i KOCHASZ. Tak najbardziej na świecie. No i tu się według mnie pojawia problem. Jak już mi tego mojego małego Fifcia położyli na tym brzuchu to żadnego obuchu nie było! Owszem był płacz, wzruszenie, radość. We mnie miłość do pierwszego synka rodziła się powoli. Każdego dnia była co raz większa. Każdego dnia go kochałam i kocham co raz bardziej.

Z drugim było inaczej. Obuch w łeb był, ale po 2-3 dniach. Jak się urodził to był taki totalnie obcy. Wiedziałam co to miłość do dziecka, a Brusiek był dla mnie mega abstrakcyjny, jakby nie mój, w szoku jakimś dziwnym byłam, nie dochodziło do mnie, że znowu jestem mamą! Do tego on taki biedny zmęczony po szybkim porodzie, ciągle spał. Ale po dwóch dniach otworzył oczy (poważnie, wcześniej miał non stop zamknięte!) i nagle BACH! No zakochałam się! Jak w filmach! I ja nawet nie wiem czy wtedy ta miłość była mniejsza niż teraz, może odrobinę. No szał ciał.

Zastanawiam się co muszą czuć kobiety które nie kochają od razu, którym zajmuje to miesiące. W końcu taki dzidziuś to po prostu człowiek, co z tego że z Ciebie wyłazi? Każdą osobę, żeby pokochać trzeba choć trochę poznać. Czy nie? Czy powinnyśmy wraz z pierwszym spojrzeniem na bicie serduszka na monitorze od ultrasonografu poczuć miłość największą na świecie- czyli tą matczyną?

 

*zdjęcie pochodzi z serwisu Pinterest

   Send article as PDF   

33 komentarze

  • Haha Justys czekaj na moj wpis o porodzie, trafilas w sedno 🙂 wiele kobiet tak ma no i wiele ma.faktycznie wielkie love :).

  • U mnie minęło trochę czasu nim miłość buchnęła ale za to z podwojoną siłą:). Pamiętam jakie ja miałam do siebie pretensje, że nie czuje tego od razu. Okropny czas dla mnie. Teraz maleństwo ma 10 miesięcy i kocham nad życie. Szkoda, że nie trafiłam do Ciebie wcześniej oszczędziłabym sobie wielu łez:) ale lepiej późni niż wcale.

    • no niestety to są tematy o których mało się mówi… ale widzę, że jednak co raz więcej :))
      dziękuję i zapraszam :*

  • U mnie również nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Raczej wzruszenie, niedowierzanie, że to już. Cały czas przyglądałam się córce jakbym chciała sprawdzić czy jest na pewno moja. Wcześniej nigdy nie wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać, więc nie byłam ani zaskoczona ani niepocieszona. Dla mnie początek macierzyństwa był czasem kosmicznym. Nagle dostałam maleńkiego człowieka i wiedziałam, że od teraz zawsze już będzie ze mną. Miłość rosła stopniowo z dnia na dzień. Mój mąż również twierdzi, że on pokochał Małą od momentu jak ją tylko zobaczył. Może faceci są bardziej kochliwi, albo po prostu ojciec kocha inaczej niż matka?

    • oj zupełnie inaczej! mi się też wydaje, ze facet właśnie kocha “od razu”- takie bum! może dlatego, że to nie na jego barkach jest poród i to “wszystko” potem? z drugiej strony jednak facetom (tym najgorszym) zdarza się że przestają tą miłość czuć… Matka kocha na zawsze…

  • Ja miałam tak jak ty – najpierw obco. Miłość zajęła mi trochę czasu.
    Teraz też jest mi dziwnie, ze ktoś się rusza w moim brzuchu … zobaczymy jak jest za drugim razem 🙂

  • Tak czytam ostatnio, że przyszłe mamy mają wątpliwości, czy pokochają drugie dziecko tak jak pierwsze, czy od razu, czy po jakimś czasie, czy będą kochać wystarczająco mocno…Ja mniej więcej za miesiąc spodziewam się drugiego synka i sama się dziwię, że w ogóle się o to nie martwię. Kocham pierwszego na zabój i widzę jaki jest wyjątkowy. Mimo, że czuję, że drugi będzie zupełnie inny, to już wiem, że i dla niego stracę głowę. Już się cieszę, że będę miała dwóch wyjątkowych chłopców.

  • A u mnie zupełnie inaczej, dosłownie jakby mnie ktoś obuchem, za każdym razem, od pierwszego wejrzenia. Może jestem facetem 😉

    • no to pięknie! ja tak chciałam no ale niestety…. chociaż znam uczucie bo tak mialam z B ale dopiero po 2 dniach, jak łaskawie oczy otworzył 😛

  • Wiesz co Justa – ja zaraz po urodzeniu owszem wzruszona ten tego przytulałam i całowałam a potem patrzyłam jak to leży obok mnie i jedyne co mi do głowy przychodziło to że ona jakoś tak dziwnie wygląda zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam 🙂 dopiero po powrocie do domu mnie wzięło tak na maksa i trzyma do dzisiaj 😉

    • hahaha “dziwnie wyglada”, mialam to samo z B! tylko on wrecz brzydki był dla mnie! hahahaha

  • To skomplikowane i wszystko zależy od okoliczności. Mój synek był bardzo wyczekany i przez to chyba pokochałam go od samego początku, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście. Za to jakiś czas po porodzie tej miłości nie było i przyszła dopiero chwilę później.

  • Cos w tym jest… gdy po porodzie polozono mi Starszaka na piersiach pierwszy raz – plakalam. Nie moglam sie doczekac az go ponownie zobacze (mialam cesarke, wiec nie dostalam go odrazu), ale nie czulam tego “WOW”, ktorego sie spodziewam. Podobnie bylo z Mlodszakiem. Mialam troche wyrzuty sumienia, ze nie buchnal zar milosci. Wedlug mnie to jest tak jak z mlodziencza miloscia – najpierw jest etap zakochania, a dopiero pozniej prawdziwa Milosc. jednak nie wyczytalam tego w zadnej madrej ksiazce, a tym bardziej czasopismie. Dzieki Flow Mum, ze w koncu ktos o tym napisal. Pozdrawiam!

    • proszę kochana!! no w magazynach na bank tego nie znajdziesz hehe juz wczoraj temat podjełam…

  • I znow wielkie dzięki za ten post. Ja tez nie pokochałam od razu i nadal ten proces dopiero się u mnie rozwija, ale na początku zadreczalam się tym, ze nie ogarnia mnie fala milosci przecież wszystkie inne mamy kochają od pierwszej sekundy…. szkoda ze tak wiele mam klamie prosto w oczy, jakby przyznanie się do tego, ze sa normalne a nie takie z okładki gazety było wstydem….

  • U mnie milość taka super mega “powstala” gdy zostalam z mala sama gdy juz tatus poszedl do pracy. Owszemod poczatku byla opoeka troska i wszystko inne ale jak zostalysmy same to sie zakochalam na zaboj!!

  • U mnie prawdziwa rodzicielska miłość i instynkt macierzyński pojawiły się dopiero po kilku tygodniach 😉 Wcześniej nazwałabym to raczej troską, opiekuńczością etc.

  • czyli ja taki kosmit do końca nie jestem 🙂 dopiero kiedy Chibi miała dobre kilka miesięcy mogłam, szczerze powiedzieć, że ją kocham. Ale bardzo jestem ciekawa co oznacza dostać tym obuchem przez łeb, szkoda, że nie będzie mi to dane…(i znów zazdrość o poród- ten jego fragment ;p )

  • W moim przypadku przy córci ( starszej) zajęło mi trochę czasu zanim tak na całego się moja miłość do Niej rozbujała.
    W drugiej ciąży był ten obuch jeszcze przed zajściem 🙂 Po prostu czułam, że będzie synek( zresztą celowaliśmy w dany dzień cyklu “na synka” 🙂
    później się nawet z lekarzem kłóciłam, że nie dziewczynka, tylko Gabryś na pewno, bo czuję 🙂 Całą ciążę świrowałam na Jego punkcie , wszystkim mówiłam, że będzie mały czarodziej , i od chwili gdy Go ujrzałam, po prostu “odpłynęłam” .Teraz mój “czarodziej” ma 4,5 roku i jest dzieckiem idealnym ( Gabrieleczek Aniołeczek 🙂 Czasem aż się martwię co ja zrobię jak trzecie ( tak, planujemy trzecie dzieciątko 😉 da mi w kość tak jak córka jak była malutka, bo patrząc na synka liczę ,że kolejne też będzie takie 🙂 Marzena.

  • Dzięki za te słowa…
    Jestem 3 tygodnie przed porodem.
    Jednego dnia budzę się i nie mogę się doczekać widoku córki.
    A drugiego dnia mam wątpliwości typu “czy dam radę ją pokochać? wziąć, utulić? może to nie przychodzi od razu”?
    Dobrze, że ktoś o tym mówi..

  • Masz zupełną rację co do tej miłości, niestety wszyscy dookoła kreują wizerunek zakochania od pierwszego wejrzenia albo i wcześniej… Zaraz po porodzie zabrali mnie od synka na intensywną, tam mąż “przyjechał” z nim do mnie i oczywiście czułam ogromną radość i całą tą otoczkę, ale czy miłość? Ona przyszła do mnie nagle 5 dnia. Wcześniej robiłam wszystko wokół synka, tuliłam, mówiłam do niego, ale jak sam mąż zauważył (zna mnie chyba lepiej niż ja sama) to nie byłam ja, ale tego 5 dnia nagle wszystko się zmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki i z dnia na dzień coraz bardziej szaleję za moim chłopcem.

  • Powiem Wam, że ja swoich uczuć nie potrafię zdefiniować…co prawda moja sytuacja też jest zupełnie inna…mój mężczyzna ma dziecko z byłą żoną. No i tu zaczyna się wiele spraw wcale nie pozytywnych. Życie na dwa domy, każda ma swoje wizje i inaczej postępuje, jedne zasady są u nas inne u mamy. Ale nie o tym miałam pisać. Marzę o dziecku, jest młody, ale to nie to samo, kocham go ale w troche inny sposób i od 2 lat ta miłość bardzo powoli się rozwija. Mamy bardzo dobre relacje, ale wiecie…to nie ja jestem mamą…czasem, jak powie coś że z mamą to czy tamto, a mamy coś tam jest najlepsze…wiecie, boli to jak cholera. Dziwna jest taka miłość, jest trudna. Szkoda, że w tym temacie nie zbyt wielu wypowiedzi. Często się mówi o dzieciach, że rozwód, jak dziecko ma sobie z tym poradzić itd, o rodzicach, a o nowych partnerach rodzicow, cisza, a to jest niesamowicie trudna sprawa.
    Wybaczcie, chyba troszkę zeszłam z tematu.

  • Ojjj u mnie też miłość nie pojawiła się od razu … Na początku mialam baby blues i nawet plakalm że nie kocham mojego dziecka, z czasem zaczęłam się jej uczyc, poznawać ja i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej.

Leave a Comment