Mama to mama. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO MY MATKI

Mama to mama.

Wstają rano. On i ona. Ona pędem leci po mleko dla dziecka, jeszcze szybciej przebiera mu pieluchę. On w tym czasie parzy kawę. Tylko jedną, bo przecież ta druga 3 razy zdążyłaby wystygnąć. On idzie do łazienki. Napisałabym, że po to żeby się ogolić, ale bez jaj – mało aktualnie jest facetów, którzy dzień w dzień dbają o brak zarostu. 4 dni to maksymalnie co mogą w tej materii poświęcić. Ona? Czeka aż on skończy i na chwilę popatrzy na dziecko. Wtedy wpada do łazienki, myje zęby, ręce, może nawet twarz jak się jej poszczęści i jej dziecko nie zacznie płakać. Bo przecież wiadomo, że wtedy wyjdzie. Nawet jeżeli obok dziecka jest On.

On wychodzi, w pracy zje śniadanie. Przynajmniej w ciszy i spokoju. Zresztą i tak się spieszy, bo przecież musiał jej rano „pomóc”. Ona? Jeżeli nie zapomni, to w okolicy południa, podczas pierwszej drzemki malucha, coś skubnie. No chyba, że jest turbo zorganizowana i to jej 2 lub 3 dziecko z kolei. Wtedy już kobieta wie, że jednak jeść musi, że pić też trzeba, bo jednak odwodnienie to nic fajnego. Zje śniadanie, a później nastawi pranie. Tak szybko, bo przecież jak długo się maluch potrafi sobą zająć? I zmywanie ze zmywarki wyciągnie, poodkurza, może nawet w przebłysku szaleństwa się uczesze. A co! Kto bogatemu zabroni?!

On w tym czasie będzie rozmawiał z dorosłymi. Boże drogi, tylko kobieta na macierzyńskim potrafi zrozumieć jaka to radość mówić do kogoś kto rozumie i nawet coś odpowie. To jest dopiero luksus, którego się nie docenia! A ona? Ona przeczyta 3 książki: o Listonoszu Pacie, Bobie Budowniczym, ewentualnie przygodach jakieś innego kota. I śpiewać też będzie. Co prawda będą to „Jesteśmy jagódki, czarne jagódki”, no ale jednak impreza to impreza.

Ja nie mówię, że faceci się nie angażują. Nie nie. Ja mam to szczęście, że każdy z moich mężów (i ten były i ten obecny) są totalnie zaangażowanymi rodzicami. No ale właśnie – o nich się mówi, to im się bije brawo, im stawia pomniki. Ojca za zaangażowanie się podziwia, klaszcze mu całe osiedle, wznosi się pieśni pochwalne. A mamie? Nikt się nie dziwi, nikt nie podziwia, nikt nie mówi na rodzinnym spotkaniu „boże, jak ona dba o te dzieci, jak ona do nich wstaje w nocy, a jak je karmi! Widziałaś jak je karmi?! I klaszcze im! I śpiewa! No cud nie matka!”.

Kobieta poświęca swoje dawne życie: ciało, pracę, często koleżanki. A facet? On nawet jak przytyje, to wszyscy płaczą ze wzruszenia „o boooże! tak jej ciążę przeżywał, że jemu też brzuch urósł”. Nieee! To nie syndrom Kuwady moi drodzy! To czipsy i pizza! Tylko to! A i lenistwo. Wiadomo.

Pamiętam do dziś jak ponad 10 lat temu, moja była teściowa powiedziała do swojego syna „ależ ty zmęczony”. Siedziałam obok. Z wywalonym cyckiem, po 21 nieprzespanych nocach (wtedy jeszcze nie rozumiałam po co On ma wstawać do dziecka, skoro ja karmię). Jedyne co mogłam zrobić to zebrać szczękę z podłogi. To wtedy pomyślałam „oj nie nieeee, tak być nie będzie”.

Żeby nie było: ja zawsze traktowałam urlop macierzyński jak pracę. Nigdy nie leżałam godzinami w łóżku, zawsze sprzątałam, gotowałam obiad. Praca to praca. Ale po niej? Sorry! Ale obowiązki się dzieli. Niech nikt Wam nie wmówi, że nie. Że on zmęczony musi odpocząć, że Wy pewnie pół dnia przespałyście. Bo koniec końców, gdyby kobiety się ze swoimi facetami zamieniły „robotą”, to jestem pewna, że 90% by zrezygnowała. Tak po prostu.

Ostatnio, siedząc na balkonie usłyszałam jak kobieta mówi do swojego dziecka:

„A kogo kochasz najbardziej?”

„Mamę i tatę”

„Nieee, mamusię kochasz najbardziej. Mama to mama. Mamusię się najbardziej kocha.”

 

I tak się wtedy zaczęłam zastanawiać kogo mi bardziej żal, czy dziecka czy kobiety. Bo ja dzieciom nie karzę wybierać, nie stawiam siebie na rodzicielskim piedestale. Nie muszę. Nie muszę sobie wynagradzać zmęczenia, braku czasu dla siebie. Nie muszę, bo walczyłam o te rzeczy od samego początku. Od zawsze wiedziałam, że mama i tata to równe sobie jednostki – mają tak samo latać w okół dziecka. Nie że mama jest od wychowywania. Chociaż kto wie? Może gdyby tato moich dzieci myślał, że na poczęciu kończy się rola faceta, to też bym wolała żeby dziecko myślało, że mama to mama?

Bo skąd się wzięło „mama to mama”? Sama to słyszałam, kiedy byłam dzieckiem. Stąd, że kiedyś tylko kobieta wychowywała dzieci. Teraz? Na szczęście świat dostrzegł, że tata jest tak samo ważny. Koniec kropka.


PDF Creator    Send article as PDF   

Leave a Comment