Test, który zmienia życie. - Flow Mummmy
LIFESTYLE

Test, który zmienia życie.

Chyba każda kobieta w okolicach mojego wieku ma z nim chociaż jedno wspomnienie. Mam wrażenie, że u większości, niezależnie od wyniku, uczucia mu towarzyszącemu, są podobne. Ni to trzęsienie ziemi, ni to omdlenie, trochę też zaparty dech i nogi jak z waty. Myśl, że „ja jebie, to się będzie działo”, no chyba że człowiek już zaprawiony w  boju, wtedy to raczej „osz kuźwa znowu”. Bo wiecie co łączy te wszystkie doznania? Fakt, że za kilka minut, minutę, sekundę, okaże się czy życie zmieni się już na zawsze, czy może jednak nie tym razem…

Pamiętam doskonale swój pierwszy raz… Przytrzymałam się pralki, bo nogi w jednej sekundzie odmówiły posłuszeństwa. Nic wcześniej nie czułam, niczego się nie domyślałam – miałam 21 lat! Nie wymagaj zbyt wiele…  Zrobiłam go dla świętego spokoju, bo przecież dziwne, że okres się spóźnia. Pamiętam, że nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać, bo byłam zbyt przerażona na jakiekolwiek inne uczucia. Niekoniecznie pamiętam co zrobiłam później, czy płakałam, czy rozmyślałam. Nie wiem. Ale pamiętam te nogi z waty, tę osuwającą się ziemię spod nóg, tę myśli „o ja pierdzielę…” I pralkę rodziców pamiętam, bo przecież się jej trzymałam, żeby nie upaść i żeby tato nie musiał mnie podnosić, bo przecież przy okazji zobaczyłby test, a moim największym wtedy problemem nie było „boże jak ja dziecko wychowam!”, tylko „jak ja powiem rodzicom?!”

Za drugim razem też nic nie przeczuwałam. NIC! Okres spóźniał mi się 2 tygodnie, a ja nawet nie pomyślałam, że mogę być w ciąży (serio, jakbym nie wiedziała skąd się dzieci biorą, nawet tego nie komentuj, błagam…). Pamiętam, że test był pomysłem Dżastina (nowa ksywa M, gdybyś była ze mną na Instagramie, o TUTAJ, to byś moja droga wiedziała), a ja codziennie mu mówiłam „weź wyluzuj, zaraz dostanę, czuję, że zaraz dostanę”. Bardzo byłam zdziwiona wynikiem. Jezu jak ja ryczałam. Serio. Druga wpadka w życiu. Jakbym była najbardziej nieuświadomioną i nieodpowiedzialną siksą świata. Płakałam przez tydzień, zanim dotarło do mnie „hej! przecież chciałaś drugie dziecko! Może nie teraz, ale nie świruj i ciesz się!”. Do tej pory Dżastin wypomina mi ten płacz, to moje przerażanie, kiedy jaram się jakim cudownym dzieckiem jest Brusiek. Od prawie 6 lat, codziennie słyszę „a ty durna tak ryczałaś…”

Trzeci raz był troszkę filmowy, bo był tylko potwierdzeniem tego co czuję. Zresztą, w końcu jakaś zaplanowana ciąża! Było co świętować! A był moment, że myślałam, że już zawsze będę taka szalona i nieodpowiedzialna. Zresztą, kto wie… Chcieliśmy trzecie dziecko, staraliśmy się o nie, nawet specjalnie wagi po drugiej ciąży nie zrzucałam bo po co (haha taaak, to na bank był powód)! Czułam, że mogę być w ciąży, a jednak… A jednak poczułam tak wielkie przerażenie, taki ucisk w sercu, żołądku, trzewiach, i w ogóle wszędzie, że aż mi tchu zabrakło. Przecież Brusio dopiero co się urodził! No ok, miał rok! Roczek! Roczne dziecko, które było malusie! A my jeszcze na obcej ziemi, w Irlandii, w wynajętym pokoju… I co, że chcieliśmy? Przerażenie było takie samo… Może nie trwało tygodniami, ale przez parę dni do siebie dochodziłam…

Zastanawiam się, czy wszystkie kobiety czują to kilkuminutowe, kilkusekundowe przerażenie? Czy wszystkim nogi uginają się pod nagłym ciężarem przyszłym zmian? Czy my kobiety czujemy wtedy to samo? Bo o ile mogę rozróżnić późniejsze uczucia, bo jasne że nie będzie czuła tego samego osoba, która o dziecko stara się kilka lat, a ta, która kompletnie dziecka nie chce, tak myślę, że przez te kilka sekund, wszystkie jesteśmy podobnie przestraszone. Ja byłam, niezależnie od momentu w życiu, w którym aktualnie byłam… Bo test ciążowy, jego wynik, to coś, co totalnie może zmienić życie.


PDF24    Send article as PDF   

Leave a Comment