"Mamusiu a kto to jest dżentelmen?" - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

„Mamusiu a kto to jest dżentelmen?”

Czy tylko ja mogłabym w sposób totalny, zajmujący minimum 3, a nawet 4 godziny, rozprawiać o tym, co mnie w facetach drażni? Nie, nie to, że ja mężczyzn nie lubię. Ja ich kocham. A miłością największą darzę nawet 5 takich (tato, mąż, dzieci – wiadomo, chociaż Krzycha też bym w sumie tam wcisnęła). Nie mniej jednak, idąc coraz głębiej w las, to jest starzejąc się (o mamo jak to tragicznie brzmi), zastanawiam się, czy my na pewno jesteśmy tym samym gatunkiem?

Kiedyś to byli faceci… Ok, może kobiety też kiedyś były bardziej kobiece, ale nie nasza wina, że nagle musimy być wszystkim i wszystkimi. Kiedyś rodziłyśmy dzieci, gotowalyśmy obiad i cześć jak czapka. Oczywiście, że wolę aktualny stan rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że właśnie stąd wzięła się zmiana, przez niektórzych mężczyzn traktowana jako ta „nieporządana”. Bo co? Bo nagle okazuje się, że kobieta to też ambicje, pragnienia, plany i marzenia?

Mam wielkie oczekiwania jeżeli chodzi o mężczyznę. I nic chyba nie dobija mnie bardziej niż tekst: „tak walczyłaś o równouprawnienie? to teraz sama wnieś lodówkę na 2 piętro”. Nooo mój drogi. Chyba czegoś tutaj nie załapałeś…

„Synku, dżentelmen to taki mężczyzna, który nie tylko dba o siebie, o swój dobry humor, swój rozwój, obiad, piwko z kolegami i orgazm (no dobra, o tym orgaźmie to chyba mówić nie będę…). To mężczyzna, który wie, że oprócz swoich ambicji, swoich pragnień, są też pragnienia jego kobiety.” I teraz uwaga, bo to może być szokujące co dla niektórych – te pragnienia, marzenia, potrzeby, są na takim samym poziome ważności. Szok co?

Dżentelmen, to nie taki typ, który drzwi otwiera tylko jak ktoś patrzy, bo w przeciwnym razie to kompletnie niepotrzebny wysiłek. Nie taki, który przy znajomych chwali, a w samotności kopie w dupę, ale tak żeby nikt przez przypadek nie zauważył. Który ubliża, nazywa wariatką, nawet jeżeli czasami się na to zasłuży. So what? Każdemu ma prawo czasami odwalić. Po to ma się bliską osobę, żeby powiedziała „kochanie stój, nie tak, oddychaj, nie rób siary”, a nie dołowała, sprawiała, że jedyne co się chce to zapaść pod ziemię.

Wkurza mnie gadanie „faceta trzeba sobie wychować”. Mi osobiście facet kompletnie nie przypomina szczeniaczka, którego można jakoś ułożyć i krzyczeć codziennie „nie sikaj na dywan!”. Jasne, są aspekty życia, w których można go czegoś nauczyć („nie kochanie, skarpetki do sandałków to jednak kiepski pomysł, a ta koszulka to ok, może w ogólniaku była zajebista, ale tera to szału naprawdę nie robi”), ale nie liczmy na to, że nagle, pod naszym wpływem, z leniwego kanapowca, którego jedynym wysiłkiem jest szukanie w tv kolejnego meczu, zmieni się w prawdziwą sportową petardę, kogoś kto kocha adrenalinę, z pasją większą od naszego pociążowego tyłka. No way. Widziały gały co brały. Cudów niestety nie ma. Jasne, że czasami wolałabym na pytanie „kochanie co chciałbyś robić”, usłyszeć „lećmy do Paryża, albo chociaż do Łodzi!”, zamiast „a ty?” No ale nic. Mówi się trudno, ideałów nie ma, a M przecież na innych polach nadrabia.

Dżentelmena „tworzą” rodzice. To tatuś traktujr mamusię, czy dba o dom tak jak ona, czy szanuje jej zdanie, jej potrzeby. Takie wartości wpaja się przez codzienną obserwację, a nie chwilową naukę „dziecko, dziewczynki się w drzwiach przepuszcza i się ich nie leje”. Dzieci codziennie uczą się od nas życia. Kiedy widzą, że tatuś olewa mamusię, ma w nosie jej uczucia, to sorry, ale w przyszłości najpewniej stworzą bardzo podobną relację…

Czasy naprawdę się zmieniły… Już nie ma miejsca na „przecież to dobry chłop! Nie pije aż tak dużo, nie bije, czego chcieć więcej?”. Oprócz tego, że kobietom stawia się wysokie wymagania pt. „jak mieć kratę na brzuchu w miesiąc po porodzie”, to jednak od mężczyzn też oczekuje się czegoś więcej niż braku wpierdolu przez niesmaczną zupę.

Dżentelmen to nie tylko mężczyzna kulturalny, który rozumie dlaczego wchodzi się po schodach za kobietą, a schodzi się przed nią. Sorry, ale to są podstawy. To nie matoł, który myśli, że jak raz na miesiąc włoży naczynia do zmywarki to mu się brawa na stojąco należą i to najlepiej w seksownej bieliźnie, w czerwonych szpilkach, bo przecież „jemu się należy”. To facet, który wie, że kobieta ma takie same uczucia, potrzeby i prawo do ich wyrażania. A wnoszenie lodówki? No sorry. Ale to akurat robota faceta… Ponoć są od kobiet silnijesi, więc niech się wykażą…

„Także synku mój drogi, nic się nie martw. Rodzice Ci pokażą co to znaczy być dżentelmenem. Nie powiedzą. POKAŻĄ… Bo tylko tak się nauczysz o co w tym chodzi…”


Create PDF    Send article as PDF   

Leave a Comment