Tak, chodzę na łatwiznę. Ty też powinnaś. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MY MATKI

Tak, chodzę na łatwiznę. Ty też powinnaś.

Pomyśl ile rzeczy dziennie mogłabyś zrobić prościej. Nie, nie lepiej, a właśnie prościej. Mniej skomplikowanie, bez większych afer, zmęczenia, marudzenia pod nosem „oesu!”. Myślę, że sporo. To teraz coś Ci powiem – jeżeli na tej liście znalazło się więcej niż 5 pozycji, to uwierz mi, zwyczajnie się frajerujesz. Tak tak. Zamiast leżeć w wannie, Ty zapierdzielasz. Po co? Mówię Ci to ja – samozwańcza królowa chodzenia na łatwiznę, jeżeli chodzi o obowiązki domowe.

Ludziom wciąż „robić prościej” kojarzy się z „robić gorzej”. Zupełnie nie wiem dlaczego. Wydaje im się, że jakość „usługi” rośnie wprost proporcjonalnie do czasu, który jej poświęcimy, albo trudności jej wykonania. A to bzdura totalna. Zresztą co tu się dziwić – żyjemy w czasach, gdzie należy mówić „ale mam dużo pracy!”, albo „prawie nie śpię, tyle mam roboty!”, tudzież „pracuję, kiedy inni odpoczywają, bo to jest przepis na sukces”. Czy tylko według mnie to jest k0mpletna bzdura? Nawet najwięksi sportowcy wiedzą, że trening jest tak samo ważny jak regeneracja, więc sorry, ale daję sobie prawo do odpoczynku, olewam jeżeli czegoś robić nie trzeba, a na rzeczach obowiązkowych skupiam się totalnie, aby je szybko skończyć. Aaa! No i korzystam z udogodnień 🙂

Mam w domu względny porządek. Nie cały czas oczywiście, moich okien raczej nie mogłabyś lizać, bo jednak były myte dawno temu. Ok, może i na szafie też zalega trochę kurzu, na podłodze leży o kilkanaście zabawek za dużo, a szafka w przedpokoju to skupisko wszystkich pierdół, które zazwyczaj wszyscy mieliśmy w kieszeniach, ale w głębi duszy wierzę, że w każdym domu istnieje taka szafka. No i pralka. Czy tylko u mnie w domu zalegają na niej rzeczy o nazwie „nosiłam raz, więc za 3 dni mogę to założyć znowu”? Nie mniej jednak, wchodząc do domu, nie myślisz „ja pierdzielę co za syf”, a raczej „oo, 3 dzieci i jest gdzie stanąć? super!”. Także zrozum moją dumę.

„Magia olewania”. Widziałam ostatnio książkę o tym tytule i powiem Ci szczerze, że chociaż jej nie czytałam, to ten tytuł to cała moja ideologia życia. Olewam to co zbędne. Po prostu. Nie przejmuję się pierdołami, wolę ten czas spędzić na rzeczach ważniejszych, typu łaskotanie dzieci, czytanie książki, bieganie, całowanie się z mężem (chociaż też bez przesady, nie jesteśmy w  liceum).

I teraz uwaga, pewnie połowa teraz napisze w komentarzu „ja pierdziele! Znowu!”, ale co tam. Osobiście jaram się jak pochodnia, więc olewam. Tak! Znowu! Najpierw może wyjaśnienie zdjęć poniżej – zawsze o takich marzyłam! Takich „naturalnych”! hahahaha Przecież wszystkie w mini i szminką na ustach nastawiamy pranie, prawda?! Nie? Tylka ja? Wybacz, ale ja naprawdę marzyłam o takiej sesji. Bo przecież co ja Ci będę pokazywać jak pranie nastawiam. Zero w tym śmiechu. A tutaj? No popatrz tylko!!! Popatrz jak ja się staram, żeby być seksi przy pralce!

 

Tak, to jest reklama pralki. Mów co chcesz, ale jako osoba, która jeszcze do niedawna była posiadaczką pralki, która nawet nie pobierała płynu, więc musiałam szukać tabletek, które już w sobie zmiękczacz miały, inaczej czułam się jakbym w krochmalu wszystko moczyła, nie wirowała super hiper (ta pralka rzecz jasna), a ciuchy z niej wyjęte, przypominały raczej wyciągnięte z gardła Krzyśka, to wybacz, ale mam podowy do radości.

Z firmą Amica współpracuję już od hoho czasu i serio, pewnie więszkość rzeczy mogłabym reklamować w ciemno. Ale nie. Pralka stoi już chyba miesiąc, a jako osoba, która pranie nastawia minimum raz dziennie, przetestowałam ją już totalnie i uwierz mi – dzięki funkcji SteamTouch, praktycznie przestałam prasować codzienne ubrania. Oczywiście nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego, że chodzimy jak menele, albo że pralka prasuje nam ciuchy (chociaż jest w tym trochę prawdy) – ubrania są o 70% mniej pogniecione (tak jest napisane na ulotce, ja tam w procentach ocenić nie potrafię, ale ciuchy dzieci prasuję ostatnio baardzo rzadko, chyba że sami składali koszulki do szafy, więc wiadomo jak wtedy wyglądają. Ubrania ładnie rozwieszone na suszarce, poskładane w szafie, kompletnie tego prasowania wg mnie nie wymagają. No chyba, że już tak się rozleniwiłam, że zwyczajnie pewnych rzeczy widzieć nie chcę. Spoko, jest to możliwe. Oczywiście swoje koszulki raczej prasuję, no ale też zajmuje mi to o wiele mniej czasu, więc szanuję tę funkcję bardzo).

Druga zaleta pralki, to system OptiDose, czyli koniec z codziennym wlewaniem detergentów do pralki. Pojemnik na płyn do zmiękczania lub prania, uzupełniasz raz na ok. 20 prań, a pralka sama sobie dozuje ile produktu potrzebuje. Ja wiem, że dla większości to normalne, bo przecież halo, technologia poszła do przodu, nie jesteśmy jaskiniowcami, ale moja poprzednia pralka nawet nie pobierała płynu! Kumasz ile to dla mnie radości?! Chociaż umówmy się, to wlewanie płynu kompletnie by mi nie przeszkadzało, bo ja pragnęłam po tej zapsutej pralce takich doznań!

Trzecia funkcja, która rozwaliła mi system, to silnik (fachowa nazwa to Logic Drive 2.0), który jest tak cichy. TAK CICHY! Jasne, że wirowanie trochę słychać, nie róbmy scen, w końcu to pralka, a nie piekarnik, ale w końcu nie mam wrażenia, że zaraz sąsiad do mnie przyjdzie z łopatą, żeby mnie strzelić nią w łeb! A że zazwyczaj pranie nastawiam w okolicach godziny 6:30 (to prawda), to bylo to wielce prawdopodobne…

Czwarta – tak tak, jest tego więcej, czyli Add+, czyli coś, bez czego nie wyobrażam sobie pralki, bo przecież logiczne, że za każdym razem znajduję gdzieś jakąś brudną koszulkę, skarpetkę lub cokolwiek innego, a dzięki Add+, mogę tę zgubę dodać do prania w trakcie pracy (odpowiednia ikona mnie o tym poinformuje).

Aaa i co mnie cieszy, a pewnie dla innych nie ma żadnego znaczenia – to ta praleczka jest mała! Niby wsad 8 kg, czyli sporo, a jest mniejsza od mojej poprzedniej (przy takiej samej ilości wsadu!) o dokładnie 12 cm! Ej no, przy małej łazience to się ceni! Tylko w sumie, trochę lipa, bo jednak tych ciuchów na pralce mogę mniej zostawiać. Wiesz, tych do założenia „za 3 dni”. No to jednak nie wiem czy to zaleta…

I teraz błagam, naprawdę błagam… spróbuje się nie roześmiać patrząc na tę fotę…

 

 


Create PDF    Send article as PDF   

6 komentarzy

  • Jesteś niemożliwa! 🙂 Nawet o pralce chętnie czytam i nie miałam pojęcia, że jest w niej ratunek dla prasowania. Plus na koniec – uśmiecham się do ajfona co Ty Krzyśkowi robisz! 😀

  • Zdjęcie petarda! Szczerze się roześmiałam:) Piękna sukienka gdzie można taką kupić? A co do pralki to super opcja, że nie trzeba za każdym razem płynu dolewać, nie słyszałam o czymś takim. Wogole to polecam suszarkę do ubrań, nie wyobrażam sobie już bez niej życia. Nie niszczy ubrań, ciuchy suche ze można od razu założyć, niepognoecione, mięciutkie. My mamy ustawiona na pralce także nie zajmuje wogole miejsca. Zrewolucjonizowała moje życie i polecam każdemu.
    P.S. Twój blog jest mi bardzo bliski, szczególnie gdy dowiedziałam się ze jestem w trzeciej ciąży i po raz trzeci będzie chłopak!!! Znajduje w Twoim blogu spokój nadzieje że wyjdę z tego żywa😀
    Pozdrawiam Ula

  • Haha, ale pojechałaś z tymi fotkami 😀 Jakiś czas temu wspominałaś o tej pralce. No fajnie się prezentuje.

  • Świetnie napisane, uśmiechałam się kilka razy w trakcie czytania i mimo, ze pralkę mam dosyć nowa to już rozmyslam o tej, bo sama myśl o tym ze wlewam płyn w całości i nie muszę szukać miejsca zeby gdzieś butelkę upychać w małej łazience mega mnie przekonuje. Niby głupota ale jaka praktyczna. Serio bardzo fajny, rzeczowy a przy okazji zabawny tekst.

Leave a Comment