Nie zapomnieć w tym wszystkim o sobie. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MY MATKI

Nie zapomnieć w tym wszystkim o sobie.

Gdzieś między praniem a prasowaniem. Między śniadaniem, obiadem, ewentualnie kolacją. Nie ważne czy 10 minut, czy 30, chociaż też nie ma co przesadzać, że od razu 5 godzin, bo to jednak źle publicznie jest widziane, na szczęście zawsze można kłamać, że to jednak było tylko 25 minut.

Wstajemy rano i zaczyna się, tak odrazu, bez żadnego ostrzeżenia z zewnątrz: „mamo pić!, mamo jeść!, mamo siku!”. Oczywiście kolejność dowolna. Do tego dochodzi „kochanie widziałaś gdzieś moje skarpetki?”, „mamusiu zapomniałem, że dzisiaj mam basen!”, „o szlag! to już ta godzina!”. Nic dziwnego, że w głowie zamiast medytacji, joggingu, maseczki, fryzjera, odpoczynku, czegolowiek gdziekolwiek, mamy „ja pierdolę, chcę już wieczór”.

A wieczorem? Nie jest lepiej. A to zmywanie nastawić, pranie poskładać. Nie, ja nie mówię, że ja wszystko sama, nie nie. Pół na pół z mężem i koniec. „Mój dom to twój dom”, nie będę tu nawet 60% robić, bo bez przesady, szanujmy się, kochajmy i partnerstwo forever. Ale nawet to pół to jednak sporo. A przy dzieciach? Przy dzieciach to pół, to jak orka na ugorze. Boże gdyby człowiek wiedział, że posiadanie dzieci to jak „skakanie na główkę na mokrą ścierę”, to może… W sumie co by to zmieniło? I tak by się rodziło. Nie oszukujmy się. Może tylko lepiej by się człowiek (a może tylko kobieta?) do tego przygotował. Psychicznie, bo fizycznie to nie wiem jak. Chyba nie da się być przygotowanym na taki deficyt snu. Zresztą co ja za bzdury piszę. Psychicznie też ni chuchu.

„Nie zapomnieć o sobie.” To moje motto. Nie zapomnieć, że też jestem ważna. Nie ważne czy dla kogoś, ale dla siebie. Dla samej siebie.

Wiesz, że ja wciąż wstaję przed dziećmi? Logiczne to było w Irlandii, kiedy musiałam się ogarnąć, zanim zacznę ogarnąć innych. Ale teraz? Kiedy mogłabym po prostu napić się tej kawy po przyjściu do domu, kiedy już dzieci są w placówkach (serio, kocham to słowo)? Przecież mogę! Pracuję w domu, więc mogę! Na luzie zrobić zajebistą kawę, zajebiście podaną, prawie jak z maczka. Ale to wstawanie rano daje mi jakąś siłę. Nie wiem o co chodzi dokładnie, ale daje mi poczucie władzy nad swoim życiem (haha serio!). Oczywiście sprawia też, że w okolicach 21 to ze mnie już pożytku raczej nie ma, i wtedy to już tylko łóżko, kołderka, herbatka (na uspokojenie, a jakże) i ostatnio czekolada, ale pozwolę sobie tego nie skomentować. Wstaję przed dziećmi, bo mogę wtedy pomyśleć o sobie, tylko i wyłącznie o sobie, a to się ceni.

Każda z nas powinna mieć takie 30 minut dziennie. Tak totalnie egoistyczne. Nie, że dziecko krzyczy „mamo! ja chcę siku”, kiedy akurat leżymy w wannie, w pianie, w olejkach za gruby hajs. Nie liczy się też chwila z ciastem nad zlewem, albo zjedzonym za szafką, żeby szarańcza nie widziała (błagam, nie mów, że tego nie znasz). 30 minut. Wiesz ile to jest? 1/48 całego dnia. Ogarniasz? 1/48! Jestem pewna, że właśnie w tej chwili zaczyna do Ciebie docierać jakim lamusem do tej pory byłaś, że tych 30 minut nie mogłaś zorganizować. (Bez obrazy, ja osobiście jestem turbolamusem, więc nie przejmuj się tym, ale serio, 1/48 doby!!!)

Nie zapominaj o sobie. Nie ważne czy jesteś na zakupach i masz ochotę na tę zajebistą ziołową herbatę, czy tę czekoladę o której marzysz od miesiąca, ale przecież szkoda kasy, bo w sumie za to byś miała jakąś szajsową, ale wciąż, bluzkę dla dziecka. Rozpieść się raz na jakiś czas. Możesz. Powinnaś. Musisz. Nie ma znaczenia, czy będzie to ranek, południe, wieczór. Czy książka, film, maseczka, bieganie, rozciąganie, uprawianie ziół (legalnych czy nie) na balkonie. Ty decydujesz, bo to ma być Twoje. Tylko i wyłącznie Twoje.

Jeżeli Ty o tym zapomnisz, to nie dziw się później, że zapominają inni…

Zdjęcia: Emilia z ahojshop.pl


PDF Creator    Send article as PDF   

9 komentarzy

  • Przeczytam ten post 2 razy i bedzie 1/48 doby!
    Ale nie umiem tak wolno czytac to chyba z 10x bym musiala …hahahaXD

  • Czyli nie tylko ja jem słodycze w kącie przy szafce, żeby nie widzieli… ciasto nad zlewem, bo po co brudzić talerz….. to takie smutne.

  • Odkąd poznałam Flow Mummy, oglądam/czytam bez przerwy.. bo tu jest tak jak w życiu;) a Twojego podejścia do życia trzeba się uczyć!

  • Mega Cię podziwiam i szanuje 🙂 przy trzech, a nawet czterech mężczyznach w domu dajesz radę i to nie byle jak 😉 mam pytanko, jak mieszkasz? Nie jestem tu od dawna, ale trochę już przeczytałam i nie doszukałam się zdjęć Waszego gniazdka. A fajnie byłoby zobaczyć w jakim metrażu się mieścicie, a i szukam inspiracji wnętrzarskich 😀 pozdrawiam Was serdecznie :*

  • <3 dzięki za każdy tego typu tekst na Twoim blogu!
    zainspirowałaś mnie tym zdrowym podejściem bardzo przeszło rok temu! złapałam się na tym, że nawet, kiedy znajdowałam godzinę dla siebie, to myślałam o: zakupach, sprzątaniu, obiedzie, katarkach, kaszelkch itp. #@!! skończyło się długachną terapią. i wiesz co? udało się 🙂 i dużo w tym Twojej zasługi! dbajmy o siebie! teraz uczę tego Zofii Danuty – lat 3,5. Ma kochać siebie i koniec!
    cudne zdjęcia! pozdrawiam!

Leave a Comment