"Jak ja sobie poradzę?!", czyli ciąża z kolejnym dzieckiem. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

„Jak ja sobie poradzę?!”, czyli ciąża z kolejnym dzieckiem.

Pamiętam doskonale te momenty (tak tak, było ich tak wiele, czyli 2), kiedy dowiadywałam się, że ZNOWU jestem w ciąży. Pamiętam też tę panikę, te myśli „jak ja to zrobię?!”, „jak przeżyję?!”. Nie to, żeby wiadomość o pierwszej ciąży nie wiązała się z szokiem, niedowierzaniem (lub upragnionym szczęściem) i pierdylionem obaw. Wiadomo, że tak. Nie mniej jednak, uważam, że te kolejne ciąże są dużo bardziej histeryczne z organizacyjnego punktu. O ile w pierwszej ciąży kobieta ma pewną wizję siebie jako matki, tak przy drugiej (a zwłaszcza jeszcze kolejnej), wie już dokładnie, że wszystkie oczekiwania i plany, najpewniej trafi gdzieś po drodze szlag. I to raczej prędzej niż później.

„Nie martw się, poradzisz sobie, rozkminisz to jakoś, ułożysz plan.” Powinna to usłyszeć każda przyszła mama. Nie jakieś tam „będzie dobrze”. Wiadomo, że kiedyś będzie. Gorzej, że człowiek nie wie, kiedy to „kiedyś” nastąpi, czy do tego czasu nie zwariuje, nie będą go męczyły ataki paniki i myśli „ja jebie”.

Jak jest naprawdę?

Mam wrażenie, że natura wymyśliła to wszystko cholernie mądrze, coś na wzór zwierzęcego kamuflażu. Jak u niektórych rybek, co to ich nie widać, bo się z mułem na dnie oceanu zlewają, z robactwem, które udaje większe, silniejsze i piękniejsze, tylko po to, żeby wabić swoje ofiary, a później je zeżreć, jak ja wczorajszą czekoladę – z triumfem, godnością i poczuciem władzy nad światem. Przypomnij sobie dokładnie pierwsze dni z maleństwem w domu. Ale tak dokładnie, bez emocji, hiperbolizacji, niepotrzebnej paniki na myśl o tym, że musiałaś ogarnąć nocne wstawanie. Co taki dzidziuś robił przez pierwszy tydzień, dwa? Spał. No nic innego! A sorry, jeszcze jadł. No i wiadomo, ten kto je, to jednak musi z toalety korzystać, małe dzidki nie są w tym jakieś wyjątkowe. Coś jeszcze? No nie bardzo. Na dobrą sprawę, życie będzie toczyło się normalnie. Fakt, będziesz  w cholerę zmęczona, ale chyba nie mniej niż pod koniec ciąży, kiedy każda noc dobitnie pokazyła, że „sorry, ale sen jest dla słabych, Ty tu człowieka produkujesz, nie masz czasu na pierdoły”.

Kiedy już to powoli ogarniesz, zaczną się inne etapy. Zacznie się ząbkowanie, pełzanie, raczkowanie, jęczenie, bo mama wyszła do łazienki, i przecież nie wiadomo czy wróci, bo łazienki mają to do siebie, że dla młodych matek są niczym ucieczka z Shawshank. Nie oszukujmy się, łazienki uratowały już wiele matczynych istnień przed piznięciem talerzem o podłogę. I to, swoją drogą, nie za czystą, bo kto by się przejmować uwaloną podłogę, kiedy właśnie próbuje rozkminić swoje życie na nowo.

Poradzisz sobie, bo nie będziesz rzucona od razu na głęboką wodę, bez kapoka, czy kółka ratunkowego. Dostaniesz ewentualnie za małe pływaczki z Syrenką Arielką. Poradzisz sobie, bo nie masz innego wyjścia. No co zrobisz? Wyjdziesz i nie wrócisz? Zaryczałabyś się napierwszym zakręcie, a to i tak w przypadku, jeżeli masz stalowe nerwy. Większość ryczy i zawodzi w momencie pakowania do kieszeni czystej pary majtek na zmianę.

Dasz sobie radę. Wypracujesz nowy porządek dnia. Mało tego, będziesz już wiedzieć, że w tej codzienności musisz znaleźć czas dla siebie, no chyba, że wolisz później płacić grube hajsy terapeucie. Będziesz wiedzieć, że mąż to też rodzic, nie będziesz marudzić „ja go przebiorę, zrobię to szybciej”, bo przecież co z tego, że jedna pielucha będzie przebierana przez 14 godzin? No co z tego? Fakt, jest to szukujące, ale z drugiej strony, jak ojciec dziecka chce być taki dokładny, to chwała mu za to! Ciepła kawa nie wypije się sama.

Ogarniesz temat. Ogarniesz go tak, że w CV będziesz wpisywać sobie „multitasking level pro”. Na luzie. Ja wiem, że człowiek lubi panikować, ale dasz sobie radę. A za kilka lat, co prawda nie szybciej niż 6-7, kiedy Twoje nowe dziecko pójdzie do szkoły, będziesz wspominać to z łzami tęsknoty i myślą „to co? jeszcze jedno?”. 🙂

A może tylko ja tak mam?


PDF    Send article as PDF   

4 komentarze

  • Cudnie to opisałaś! Jako matka jednego dziecka zgadzam się kropka w kropkę z tym, że wizja macierzyństwa pęka jak bańka mydlana po porodzie 🙂 oraz z tym, że łazienka to dramat dla niemowlaka i ucieczka dla matki 😉 hahaha!

  • No ja nie wiem czy tak ty tylko masz bo sama mam 7 miesięcznego Hubercika. I jedno wiem, że pierwsze 4-5 mcy było hardcorem. Ze niby dzieci malutkie śpią? No moje temu przeczy. Większość czasu to się darł. Szkoda gadać. Teraz jak ma 7 miesięcy to może ja trochę lepiej ogarniam ale każdą jedną drzemke z nim muszę leżeć i zappdawać cyca. Jak jest łaskaw to puści na chwilę. Śpi po 20 – 30 min. W nocy dłużej bo po 1h lub 2h także absolutnie nie wyobrażam sobie dziecka no. 2

  • Świetny artykuł. Wydaje mi się, że powinna go przeczytać każda kobieta zastanawiająca się nad drugą ciążą 🙂 Pozdrawiam!

  • Kobieto… druga ciąża to był dla mnie ogromny szok. Byłam przerażona i chyba nawet dostałam depresji…
    I co? Moja Młodsza ma już 3 i pół roku i jest najcudowniejszą panienką pod słońcem 😀

Leave a Comment