Jestem mamą panikarą. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

Jestem mamą panikarą.

Tak, dobrze czytasz. Ja, która nie mdleje na dźwięk kaszlu dziecka, której nie śnią się po nocach zasmarkane nosy z gilami po pas, która naprawdę w życiu boi się niewielu rzeczy – tak naprawdę jestem największą panikarą świata. I uwierz, długo zajęło mi zanim zrozumiałam, że to mój problem, moje brzemię i że to ja muszę z tym walczyć, aby nie ześwirować totalnie sama ze sobą.

W dzisiejszych czasach modne jest być „wyluzowanym”. Wiesz, takim co to „yolo” ma wręcz na czole wydziarane, głośno krzyczy „luz blues i orzeszki”, skacze na bungee, ewentualnie opowiada jak to skakać zamierza i w ogóle „jestem luzarą, sprawdź mnie”. Długo też tak miałam, to znaczy wciąż myślę, że mam podobnie, bo jednak mało co jest mnie w stanie złamać, no może oprócz comiesięcznego pmsu (większość z nas ma podobnie), ale jednak coś się zmieniło. Panikuję, krzyczę, mdleję, nie wiem co mam zrobić. Są rzeczy, na pozór kompletnie błahe, które skutecznie zabijają moją pewność siebie, sprawiają, że staję się największą ciotą w promieniu 15 kilometrów, a jedyne co mi wtedy przychodzi do głowy to myśl „kto mi pozwolił zostać matką?!”. Bo jednak matka to powinna miec głowę na karku, bice jak u Pudziana, a nie zachowywać się jak dziecko we mgle. Sorry, ale naprawdę nie przystoi.

Generalnie do życia podchodzę z myślą „nie myśl co będzie za tydzień, bo za 5 dni meteoryt może pieprznąć w ziemię, więc na ciul się przejmować”. Wiesz co mam na myśli? Są rodzice, którzy już w momencie pójścia dziecka do przedszkola, wiedzą gdzie maluch będzie uczęszczać do szkoły, na jakie zajęcia dodatkowe będzie chodził, gdzie będzie zorganizowana impreza komunijna i jak będzie miała na imię przyszła synowa. I jestem ja – matka, która nawet nie wie co zrobi jutro na obiad. Tak tak. Przyszłość raczej mnie nie zajmuje, bo ja to już wycwaniłam się i wiem, że jak człowiek zażyczy sobie od losu bramkę numer 1, to na milion procent dostanie w darze bramkę nr 17, zazwyczaj z Zonkiem w środku. Już samo to powinno robić ze mnie królową YOLO, ale no nie! Są rzeczy, których boję się totalnie i uwierz – nic mnie nie jest w stanie przekonać, że przesadzam.

Pierwsza rzecz. 

Wycieczki. No dobra, nie wycieczki a spacery z moimi dziećmi, a dokładniej spacery, podczas których moja latorośl zapierdziela na hulajnodze tudzież rowerku biegowym. Nie mój klimat, nie moje tematy, nie na moje nerwy. Już jakiś czas temu zarezerwowałam ten sposób spędzania wolnego czasu z dziećmi, mojemu M. Rodzinny, niedzielny spacer? Sorry, ale nie. Wiesz jak to wygląda w praktyce? Przez całą drogę mam zapaść połączoną z zawałem. Przez całą drogę krzyczę „wolniej! uważaj! stój!”. A nie. Nie krzyczę „stój”, bo z tych nerwów nawet nie umiem i zawsze mi jakieś „stuć!” wychodzi. Boję się, że wyjadą na ulicę, że potrąci ich samochód, podbiegnie pies i rozszarpie nogę, ewentualnie helikopter będzie miał awaryjne lądowanie i akurat „zaparkuje” na moich małych istotkach. Panikuję? Może! Ale w swoim życiu naoglądałam się dużo dziwnych filmów i przeczytałam zbyt dużo masakrycznych książek, więc teraz mam.

Druga sprawa.

Place zabaw. Tu jest ciut lepiej, tzn. nie krzyczę swojego słynnego „stuć!”, bo w sumie nie wiem gdzie mieliby się rozpędzić, ale już „uważaj” to z częstotliwością ok. 5 sekund, w porywach do 7. Serio. Czy oni muszą tak zapieprzać na tych karuzelach?! Czy muszą biegać obok huśtawek?! A! Właśnie! Te huśtawki! CZEMU TAK WYSOKO! Zazwyczaj siedzę, ze wzrokiem wbitym w ziemię i zastanawiam się czemu los pokarał moje dzieci matką, która nawet w piasku widzi śmiertelne zagrożenie. Śmiej się śmiej, ale ja oczami wyobraźni widzę tam szkło zostawione przez pijącego wczoraj menela. Pragnę jednak zauważyć, że na moim placu zabaw meneli nie ma, nie zmienia to jednak faktu, że się ich boję!

Trzeci problem.

Wypad nad wodę. Ostatnio pokazywałam Wam we vlogu, że postanowiliśmy zrobić dzieciakom wagary i pojechać nad wodę. Super. Było naprawdę świetnie!

Ale czemu tak nerwowo?! Tego nie widać na filmiku, ale czy Wy w ogóle wiecie co ja tam przeżyłam?! Najpierw bałam się, że mi się chłopcy potopią. Kij, że tam było specjalne „jeziorko” dla maluchów, gdzie woda sięgała kolan. Kompletnie mnie to nie przekonało. Wiesz co jednak było najgorsze? SŁOŃCE!!!! I nawet fakt, że akurat wybraliśmy się tam w dzień, kiedy zachmurzenie co jakiś czas dopadało nasze piękne niebo, nic a nic mnie nie uspokoił! Mało tego! Smaruję dzieci najlepszymi fotostabilnymi filtrami UVA i UVB! Kupuję specjalnie takie, które pięknie pachną i są fantastyczne (hity to Mleczko do opalania na mokrą skórę w formie spray’u i Pianka chroniąca przed słońcem – oba od Lirene) dla maluchów, tak żeby mi dzieci nie marudziły, że co 2 godziny matka za nimi lata. Fakt – nie marudzą, tylko się cieszą, bo pozwalam im się samym trochę smarować. Na szczęście dzieciom to nie przeszkadzało, tylko M się ze mnie śmiał, że psychiczna jestem. W sumie teraz to mu się nie dziwię, bo jak człowiek nakłada co chwilę na dzieci specjalne, ukochane i najlepsze specyfiki, a później się jeszcze denerwuje, czy na bank wszystko będzie ok, to jednak lekka psychoza. Na szczęście (jakie „na szczęście”?! to logiczne było!) kremy działają jak ta lala, a ja następnym razem będę ciut spokojniejsza.

A! I o jeszcze jednym chcę Wam napisać! Nie wiem czy wiecie, ale kocham dbać o swoją skórę. Tak, mam lekką psychozę na tym punkcie. Makijaż zmywam w 5 etapach (żadna tam koreańska pielęgnacja, po prostu chcę mieć pewność, że mam czystą twarz), balsam stosuję 2-3 razy dziennie, szczotkuję ciało na sucho i w ogóle 500 innych hitów. Bardzo lubię mieć zadbaną skórę, olewam czasami makijaż, ale pielęgnację nigdy. I teraz uwaga – jeżeli któraś z Was tak jak ja kocha olejki i chce być za 10 lat wciąż sexy mamą (hahaha boże drogi jak to brzmi), to koniecznie spróbujcie Olejkowego spray’u do oplania. Jak on pachnie!!!!!!!!!! Jak nawilża! Jaki jest cudowny! Boski! Nie będę ściemniać, czasami po porannym prysznicu się nim smaruję. Tłumaczę to sobie faktem, że istnieje duże prowdopodobieństwo, że wyjdę na dwór i co wtedy? A jak zapomnę się posmarować? Jak mi się zmarszczki pojawią od słońca?! A tak będę chroniona. Ale przede wszystkim chodzi o ten olejek i jego zapach… BOSKI!

A Wy czego się boicie? Coś Was też tak stresuje? Błagam, tylko nie piszcie, że tylko ja taka nienormalna jestem…

 


Create PDF    Send article as PDF   

23 komentarze

  • Oj doskonale Cię rozumiem. Ja mam trzy latka i też ciągle chodzę i gadam wolniej , stój , uważaj i tak dalej ale najbardziej na świecie nie lubię jak diabeł ucieka mi w dużych sklepach aż mam ciarki na plecach jak się odwracam biorąc coś z półki a jego juz nie ma bo gdzieś ” poszedł coś zobaczyć ” a ja zaraz mam myśli ze ktoś go porwie 😂 albo się zgubi i wyjdzie ze sklepu beze mnie. Ot też jestem taka panikara 😕

  • A ja się boję chorób u dzieci.Po prostu przeraża mnie to i sama myśl mnie paraliżuje. Boję się kataru u trzymiesięczniaka bo bardzo łatwo gil u takiego maluszka może skończyć się zapaleniem płuc. Wtedy wiadomo potrzebny antybiotyk. Dzidziuś nie przyjmie go doustnie bo jest za mały więc potrzebne są kroplówki, a jak są potrzebne kroplówki to i wkłucia, a jak wkłucia to i pobyt w SZPITALU 🙁 🙁 🙁 byłam z dzieckiem w szpitalu przez tydzień i proszę Boga aby nigdy więcej. Boję się jelitówek. U kilkulatka może nie jest to tragicznie groźne (choć może się mylę – jeśli tak poprawcie mnie) ale takie maleństwo co jeszcze pije mleczko albo ssie cyca i zacznie rzygać? To więcej niż pewne że nastąpi odwodnienie i SZPITAL i KROPLÓWKI i WKŁUCIA 🙁 albo boję się że ze ta jelitówka złapie dziecko w nocy, zacznie wymiotować, ja tego nie usłyszę (śpi w swoim pokoiku) i się zachłyśnie, udusi. No koszmar jakiś. I przez to jestem zafiksowana na punkcie chorób. Wszyscy w rodzinie wiedzą że mają obowiązek mnie powiadomić jeśli są chorzy, abym przypadkiem ich nie odwiedziła, a gdy jadę do dalszej rodziny, znajomych to sama dzwonię i pytam czy wszyscy zdrowi. W dupce to mam co o mnie myślą. Zdrowie moich dzieci jest dla mnie najważniejsze i nie odpuszczę w tym temacie.

  • Tak, panikuje i trzęsę się każdego dnia nad moją trójką.
    Ale ja boję się innych rzeczy np. chemtrails,
    Fundacji Dobrego Pasterza,GMO,filtrów w kremach i innych bzdur wciskanych kobietom o pielęgnacji,szczepionek itp.
    Żyjemy chyba w różnych światach. Pozdrawiam.

    • faktycznie, żyjemy w innych światach, bo ja kompletnie się takich rzeczy nie boję, nic a nic…

  • Określenie „mama panikara” to może nie brzmi dumnie ale świadczy o trosce o dzieci,co w dzisiejszych czasach gdzie zagrożenia na dzieci i nie tylko czają się z każdej strony jest jak najbardziej wskazane! Tak to już bywa z instynktem macierzyńskim 😉

  • Boję się wszystkiego i we wszystkim widzę zagrożenia. Jestem zawsze zdenerwowana i nie potrafię wyluzować i teściowa ciągle mi o to wypomina.

  • Ojej a ja myślałam że tylko ja taka dzika jestem. Czasami drę się, za chwilę oczywiście żałuję. Tylko ja chyba mam ciut lepiej bo mam 7 letnia w miarę rozsądna córkę i 3 letniego urwisa i to przez niego mam skołatane nerwy!!! Czasem aż wyć mi się chce, zwłaszcza jak pójdę z nim na ten rower biegowy – to do końca dnia stygnę 😉

  • Dziękuję za ten wpis. Myślałam że tylko ja jestem taka nienormalna. Zwłaszcza z tymi wyprawami z dziećmi, na plac zabaw itp itd. Rany jaka ulga,!! Już Cię lubię 😊

  • a u mnie luz total. Blues nie koniecznie, bo nie przepadam, a orzeszki zażarłem. Nie jestem mamą (z racji tego, że nie posiadam do tego niezbędnych organów) to mi łatwiej. U mnie z kolei jest odwrotnie. Kiedyś byłem panikarzem. Wszystko starałem się planować i wykonywać jak najlepiej. Przyszedł jednak kop w dupę w postaci komplikacji poporodowych mojego dziecka.. Było źle, lecz z każdym dniem sytuacja się poprawiała. Teraz nauczyłem się czerpać radość z życia. FUCK przecież życie jest zajebiste. Nie ma co go marnować na przejmowanie się tym, że dziecko zjadło nieopłukany owoc. Uśmiech i optymizm. Tego brakuje ludziom. Wolą skupić się na tym, że smog, że podatki, że nie ma kasy, że to, że tamto, że sramto. No i po co ja się pytam>? Skoro można wziąć życie na klatę. Pokazać dołeczki na gębie i ruszyć ratować świat! Takie to przecież proste;)

  • My mamy już tak mamy 🙂 to jest naturalne że boisz się o swoje dziecko. Mnie oprócz tego strachu dochodzi stres odnośnie zachowań syna w stosunku do innych dzieci – żeby nie zrobił komuś krzywdy. Mój mały M. potrafi być bardzo agresywny.

  • Jak dobrze wiedzieć, ze nie tylko ja tam mam. Ja się panicznie boję wypadków (że się zakrztusi, że będzie wymiotować przez sen, ze spadnie i sobie coś poważnie uszkodzi, że nagle będzie się dusić, kiedyś sie bałam że połknie/zeżre/wyleje na siebie jakąś truciznę albo inne żrące świństwo) i tego że ja czegoś nei zauważę, przeoczę i przez to coś jej się stanie poważnego (np nie zauważę w porę jakiejś choroby poważnej).
    Panicznie się też boję wody. Ja nie pływam i nawet nie wchodzę do wody i niestety Młoda też (nie mogę się przemóc żeby ją oddać „na wodne wychowanie” komuś. Trudno.

    Widzę że każda z nas boi się innych rzeczy, ale dobzre jest mieć świadomość że nie jestem jedyna

  • Ja tez sie boje o zdrowie moich dzieci i nie potrafie czerpac radosci ze spędzonego razem czasu dzisiaj np.przejazdzka rowerami wkolo powtarzam to samo ,,jedzcie bokiem.. a w przyszlym tygodni jedziemy nad morze a mnie przeraza podroz samochodem

  • 3m ja też najbardziej boję się o to żeby mój syn na placu zabaw np nie zaczął bójki itp. Też mam synalka z charakterem… Lubi rządzić i wydaje mu się że jemu pierwszemu wszystko się należy i inni muszą wykonywać jego polecenia… Jest prze kochany ale uparty jak diabli… I też boję się placów zabaw żeby nie zaczął dzieci ustawiać po swojemu… Już widzę te matki biegnące z pretensjami do mnie…

  • Ja strasznie panikuje jak moje córki są na balkonie i trzymają się barierek i sobie patrzą. Jestem z nimi cały czas ale się boję , mieszkamy na 4 piętrze .. I tez jaka mamy iść nad wodę to na pewno nie sama z nimi tylko albo jeszcze maz albo babcia

  • Boże, nadużywane przeze mnie słowo jak czytam o sobie… Ja tez się boję! I nawet mi nie ulzylo, ze tyle nas matek, które boją się podobnie panicznie! Nie umiem wyluzować. Zwłaszcza, ze jestem teraz w ciąży A mój pierwszy ma 18miesiecy i ciało na czele z głową tak poobijane, ze zaraz zacznie brakować na nim miejsca… Najgorsze lęki to jego ucieczki na spacerze tzn.chodzenie swoimi drogami w tempie większym niż moje, nerwy gdy mu czegoś zabraniam albo np. chcę przebrać pieluche, choroby mimo ze nie choruje, ale jak widzę co się z nim dzieje w czasie zabkowania to mam dość. I masa innych rzeczy. Także flowmummy wcale Ci się nie dziwię i widzę, ze nienormalna nie jestem tylko ja…;)

  • Kurcze a ja mam dokładnie odwrotnie jeśli chodzi o spacery i place zabaw, uwielbiam to moje dzieci wtedy super się bawią a ja mogę tylko patrzeć i się odprężać. Trochę panikuję jak młodszy ma katar ale tylko trochę 🙂

  • Ja akurat jestem dość wyluzowana. Dziewczyny szaleją na hulajnodze, biegówka, wysokie zjeżdżalnie wspinaczka, drzewa. Bardziej mąż jest przewrażliwiony, ale powoli małymi kroczkami uczę go więcej luzu. Jedne miejsce gdzie jestem bardziej spięta to woda. Co nie znaczy, że nie pozwalam wchodzić, ale bardziej jestem ostrożna.
    W kwestii przewrócenia to córka na prostej drodze szła i tak się nie fortunnie przewróciła, że rozbiła głowę.

Leave a Comment