Ręka, noga, nutella na ścianie, czyli moje nieidealne życie. - Flow Mummmy
LIFESTYLE TESTUJEMY

Ręka, noga, nutella na ścianie, czyli moje nieidealne życie.

Nie to, żebym nie chciała. Od razu wyjaśniam tę kwestię. Wiadomo, że milej, piękniej i przyjemniej żyje się w pięknym domu, wśród czystych podłóg, szyb i kuchennych ścierek. Nawet nie próbuj tego kwestionować! Ale czy to powód by się dołować, kiedy widzi się u siebie syf, malarię i kilo piasku, które dzieci przyniosły z podwórka niepostrzeżenie w kieszeniach spodenek? Chyba nie.

Ale przyznam Ci się od razu – kiedyś mnie to bolało. No może nie bolało, bo boleć to może uderzenie w piszczel, poród, ewentualnie kopnięcie w krocze (ale tego nie jestem na 100% pewna, wiadomo). Zwyczajnie zazdrościłam, co tu dużo mówić. Jasne, że cudownie mieć kuchnię jak na fotach na Instagramie, a za taką jak z Pinteresta to już w ogóle mogłabym sprzedać nerkę, płuco i 5 kilo tłuszczu. Malo tego, obiecałam sobie, że kiedyś będę taką mieć. Może nie za rok, pewnie nawet nie za 2 lata, ale kiedyś napewno! Muszę tylko zacząć regularnie grać w totka 🙂

Idealne życie potrafi wkurzać, zwłaszcza jeżeli wydaje nam się, że sami takiego nie mamy. No i tu Cię moja droga (ewentualnie „mój drogi”) mocno zaskoczę. A co jeśli masz idealne życie, tylko go nie doceniasz? A co jeżeli zwyczajnie porwał Cię tłum, i zamiast jarać się tym co masz, to wciąż gonisz za pięknem, wygodą, białą kanapą i drewnianą podłogą? Czy one w ogóle powinny być wyznacznikiem naszego szczęścia?

Tak, to ja w swojej różowej „podomce” i różowych kapciach z futerkiem. Nie oceniaj.

Powiem Ci jedno – Ty też możesz mieć instagramowe życie! A co! Z tą różnicą, że będzie ono Twoje, takie „tu i teraz”,  a nie wymyślone! Bo Instagramowe życie to nie biel, złoto, splendor i bogactwo, tylko cieszenie się tym co się ma! I dbanie o to co się posiada, czyli szczęście!

Ja zaczęłam od zmian. Oczywiście najpierw tych w głowie. O ile zawsze doceniałam to co mam, cieszyłam się z tego co obok mnie, nawet jeżeli to rozlane mleko na podłodze i klejąca od miodu łyżka zostawiona na blacie, to jednak o czymś te rzeczy świadczą. O domu z dziećmi. A powiedzmy sobie szczerze – nawet jeżeli tych naszych dzieci mamy czasami dość, nawet jeżeli jak nikt inny doprowadzają nas na skraj rozpaczy, depresji i nerwicy, to jednak są to NASZE OSOBISTE DZIECI! Cudowne, kochane, słodkie do granic możliwości, jak idealnie zimne lody w upalny dzień. Nasze szczęścia, za które oddałybyśmy ostatni oddech, byleby były szczęśliwe.

Druga sprawa – wysprzątałam cały dom! Banalne? Jeżeli widziałaś mój ostatni filmik na Youtubie (o TEN), to wiesz, ze jednak syfiara ze mnie. Co prawda taka ukryta, bo jednak porządek w miarę lubię, ale wciąż bałaganiara! Wysprzątałam szafki, zabawki dzieci, ogarnęłam wszystko co mogłam! Została tylko duża szafa (gdzie są dokumenty! więc sama rozumiesz – hardcore totalny) i szafki w kuchni. Codziennie (ewentualnie co drugi dzień, bezsensu się jednak aż tak przemęczać) wyznaczałam sobie kolejny punkt, a dokładniej miejsce w domu, do którego wpadałam, pełna agresji wymierzonej w brud, kurz i rzeczy do wyrzucenia. Opłacało się.

Mój osobisty hit, czyli rzeczy usprawniające zachowanie porządku w domu, w którym są dzieci. Co mam na myśli? Na przykład pudła na zabawki. Oczywiście mają swój minus, bo jednak po miesiącu (chciałam napisać pół roku, ale kogo ja chciałam oszukać?) w tych „kartonach” znajdziemy pół życia, czyt. wszystko i nic, ale pozorny porządek zostaje zachowany. Obiecaliśmy sobie z M, że co miesiąc będziemy te ich pudła opróżniać i segregować rzeczy, które tam znajdziemy, bo uwierz mi, było już tak, że dzieci bawiły się 3 zabawkami na krzyż, bo zapomniały, że posiadają inne, czyli te które zaległy gdzieś na ich dnie.

Kolejny hit – zabawki posegregowane tematycznie, czyli autka do autek, książki do książek, tory do torów. Niby wszyscy wiedzą, że tak jest najlepiej, ale wiadomo – różnie bywa. Gdy nagle wpadają do domu jacyś goście, to następuje tzw. „szybko wrzucajcie do pudełek”, a nie wiadomo co gdzie jest. Od tygodnia pilnujemy, żeby dzieci odkładały wszystko na swoje miejsce. Jeszcze jedna zaleta tego systemu – ja zaczęłam robić to samo! Człowiek jest taki leniwy, że jak się spieszy, goni, nie odkłada pierdół na wyznaczone miejsce, a później szuka godzinami, pałęta się po domu jak otumaniony, bo nie można nic znaleźć. Tak, też zaczęłam dbać o względny porządek pierdół, które zawsze rzucałam byle gdzie. I nie ma zmiłuj!

I ostatni hit – farba do ścian odporna na dzieci. „hehehe” pewnie myślisz teraz. A ja Ci mówię, że to żadne heheszki typu haha, tylko mój osobisty cud! Farbą Dulux EasyCare malowałam już w tamtym roku pokój chłopców (TUTAJ zobacz jak wyglądał), i byłam zachwycona. Kiedy niedawno Dulux znowu zaprosił mnie do współpracy, to nie będę kłamać, krzyknęłam „Alleluja”, bo całe mieszkanie wyglądało dosyć kiepsko. Wyobraź to sobie – 3 dzieci, 2 dorosłych, małe pomieszczenia, brudne rączki wiecznie macające ściany. Tym razem nie pierdzieliliśmy się w tańcu i pomalowaliśmy (haha teraz mój M pewnie się nieźle oburzy, bo jednak to on malował, ale wiadomo, że to ja mówiłam co i jak) całe mieszkanie. Jak na prawdziwych dekoratorów wnętrz przystało, wcześniej zamówiliśmy próbki farb (czad!!! niestety ale kolory wyglądają różnie na różnych ścianach – tych zaciemnionych, czy tych nasłonecznionych, więc na TEJ stronie możesz ogarnąć kolory nad którymi się zastanawiasz). Oczywiście w salonie postawiliśmy na instagramową biel (chociaż musisz mi wierzyć, myślałam o różu), u chłopaków na kolor żółty na kawałku ściany, a Filipowi zrobiłam „burze”. Tak. Chłopak chciał ciemne ściany, ale w związku z tym, że ma niewielki pokój (ale własny! więc niech doceni) to wolałam tylko część pomalować na granat (i teraz uwaga – nazwa koloru to „granat pierwsza klasa”, ale musisz mi uwierzyć, to najpiękniejszy odcień świata. Widzisz go i od razu w głowie pojawiają się złote dodatki. BOSKI! Zachwycam się tym kolorem od miesiąca!).

I teraz najważniejsze – Dulux EasyCare, to nie jest zwykła farba. To farba, która ma właściwości hydrofobowe, czyli „odbijające” płyny (serio nie wiem jak to inaczej wytłumaczyć). Po 4 tygodniach od pomalowania, na farbie tworzy się powłoka, dzięki której dom przestaje przypominać pobojowisko! Hydrofobowość – słowo, które powinno zagościć na stałe w słownikach rodziców, a producenci wszystkich artykułów świata powinni pokrywać taką powłoką wszystko co można umieścić w domach, w których są dzieci. Nutella ze ścian schodzi jak ta lala, soki, cola (tych rzeczy użyliśmy do testów), ale także koktajl truskawkowy, co mi go dzieci ostatnio rozlały w salonie, i niestety dostało się też ścianie – uwaga, zszedł już taki zaschnięty! Jedyne o czym trzeba pamiętać, to fakt, że te właściwości „ujawniają się” po 28 dniach od pomalowania, więc wcześniej nie próbuj tego, na co ja pozwoliłam swoim dzieciom. Czyści się ją bezproblemowo i w ogóle jest cudowna. Już rok temu mówiłam – to jedna z moich najlepszych współprac ever!  Farba Dulux EasyCare powstała z myślą właśnie o dzieciach – paleta barw zachwyca, jest efektowna, trwała no i wiecznie czysta! Tak tak, to jest reklama, ale taką rzecz, to ja mogę do końca świata reklamować. Nawet na pudełkach mogą drukować moją zajaraną twarz. Serio, nie mam nic przeciwko. Kto widział moje Instastories (Instagram @FLOWMUM, gdzie na żywo pokazywałam jak ściakają po ścianie płyny), ten wie o czym mówię, a jak chciecie powtórkę z testów, to piszcie, dla mnie to żaden problem, mogę je robić co tydzień 🙂 ).

 

Powinnam teraz sypnąć jakąś ciekawą konkulzją, ale w sumie mam do powiedzenia jedno: cieszmy się tym co mamy. Nie ważne, czy to marudny mąż (hehe), jęczące dzieci czy dom, który już 5 rok z rzędu czeka na remont. To nasz mąż, nasze dzieci i nasze miejsce na świecie, więc dbajmy o nie i jarajmy się nim totalnie. Bez zazdrości, że ktoś ma lepiej, bo tego nie wiemy 🙂

Aaa, a na koniec postanowiłam zostawić zdjęcie Krzyśka, on jest idealnie instagramowy, więc wiesz, chwalę się…

No dobra, mój zajebisty kolorowy regał też Ci pokażę. W końcu ściana jest biała, więc w sumie zalicza się do trendów.

A ciuchów z fotela specjalnie nie ściągnęłam. To tak, żebyś wiedziała, że u mnie wszyscy też tak robią 😀


PDF Download    Send article as PDF   

5 komentarzy

  • Też mam taki regał, tylko krótszy i też jest zawalony kolorowymi dziadami 🙂 A ten Twój rzeczywiście prezentuje się tak instagramowo i pięknie – nawet nie widać tego bajzlu 😉 A takie farby to niedługo mi się przydadzą, bo córcia już po podłodze swoją artystyczną duszę ujawnia 😀

  • granat pierwsza klasa -cudowny 🙂 ja mam w połaczeniu z brokatem srebrnym (hologram ) ale sam w sobie jest piekny:)

  • Niestety u nas ta „farba” nie przeszła testu nawet czystej ręki. Mąż ją też kupił bo miała być taka dziecio i plamoodporna. I niestety, po miesiącu od malowania, jak się wprowadziliśmy dziecko dotknęło ściany ręką. Tłuszcz z ręki „wżarł” się w ścianę tak, że nie dało sie jej domyć nawet wodą z mydłem, nie mówiąc juz o samej mokrej gąbce. Farba zeszła, został zaciek. NIGDY wiecej. Teraz tylko magnat ceramiczny. A u dzieci w pokoju BONDEX. Te farby mam sprawdzone i godne polecenia.

    • no co Ty?! a u nas taki czad!!!!! serio! no czad totalny! aż mi się wierzyć nie chce, że takie rzeczy!

Leave a Comment