Nie wspominasz ciąży ze łzami wzruszenia? Nie martw się, ja też nie. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Nie wspominasz ciąży ze łzami wzruszenia? Nie martw się, ja też nie.

Dużo ostatnio myślę o swoim macierzyństwie. O tym jaką mamą jestem, co dobrego (lub złego) wnoszę do życia swoich dzieci, jak moje życie wyglądałoby gdyby ich nie było (tu następuje moment w którym zaczynam płakać, wiadomo). Myślę też o swoich ciążach – wspomianam jakie były, analizuję co robiłam źle, co bym zmieniła. I wiesz co? W pewnym momencie zaczęłam się biczować za złe myślenie o tym okresie. Wszyscy przecież krzyczą „to taki cudowny okres w życiu kobiety!”, a co jeżeli myślę inaczej? Czy z miejsca powinnam czuć się gorszą matką?

Moje ciąże należały do tych „łatwych”. Nie leżałam w szpitalu, nie miałam praktycznie większych zakazów, nie musiałam leżeć i bać się o zdrowie dziecka. Ciąże praktycznie książkowe. Jestem szczęściarą? To prawda. Kiedy tylko zaczynam myśleć o tym, jak bardzo źle się fizycznie i psychicznie czułam w tamtym okresie, od razu mam wyrzuty sumienia. Kobiety mają ogromne problemy z utrzymaniem ciąży, z samym zajściem, a ja mam czelność marudzić? Na samą myśl robi mi się przykro, że taką okropną osobą jestem…

Zgodzę się, że ciąża ma swoje plusy. Umówmy się – pierwsze, delikatne kopnięcia dziecka są cudowne. Pierwsze usg, na którym widać bijące serce – czy tylko ja wtedy ryczałam? Za każdym razem! To jest ta fajna część, ta lepsza strona medalu. Ale jest też ta znacznie bardziej upierdliwa. Zgaga taka, że człowiek chudnie w ciągu miesiąca 4 kg, bo nie jest w stanie nic jeść, ból w żebrach taki, że jedyne o czym się marzy to operacja plastyczna wycięcia ich w cholerę, nudności i to takie że od rana kobieta tylko marzy o tym żeby dzień już się skończył. Ciąża, nawet ta bezproblemowa, to naprawdę cholernie trudny czas. Organizm produkuje człowieka, nic dziwnego że zaczyna świrować!

Do tego hormony, które rozpierdzialą psychikę. No chyba, że tylko ja tak miałam. Czułam się jak w ciągłym pmsie! Non stop ryczałam, wkurzałam się o byle pierdołę, zachowywałam się jak mały okrągły psycholek. Kompletnie nie boję się do tego przyznać. Jak człowiek ryczy na reklamach, które lecą w tv, to wiadomo że coś jest nie tak (tak btw, to właśnie tak zorientowałam się, że jestem w trzeciej ciąży – poryczałam się na teledysku!).

Apetyt?! Ogromny! Człowiek ma ochotę zeżreć pół osiedlowego spożywczaka! Szkoda tylko, że non stop tylko słyszy „nie jedz tego, nie jedz tamtego”, ewentualnie „napewno zaszkodzisz dziecku!”. Nawet nie można w spokoju się porozkoszować snikersem zagryzanym pieczarkami z musztardą. To trochę smutne…

Miałam (w sumie wciąż mam) to szczęście, że mam w okół siebie fantastyczne osoby. Męża, który doskonale wiedział, że z ciężarną mną lepiej nie dykutować, bo jestem w stanie próbować zamienić jego życie w małe piekiełko (dosłownie!), i rodziców, którzy żałowali mnie na każdym kroku. Jest taki rodzaj współczucia, od którego aż się miło na sercu robi. Tak właśnie współczuli mi rodzice. Boję się myśleć co przeżywają kobiety bez wsparcia najbliższych, dla których staje się ona tylko chodzącym inkubatorkiem ich dziecka.

Jak dziewczyny wspominacie swoje ciąże? Było cudownie? Były motyle w brzuchu? Unoszenie się ponad chodnikami? A może była masakra, ryk na każdym telewizyjnym programie i lody z kiełbasą w środku nocy? A może my kobiety jesteśmy zwyczajnie tak zaprogramowane, że jak już mamy tę wielką miłość obok siebie (w sensie malucha) to naprawdę zapominamy jak ciężko potrafiło być? Ja chyba trochę zapomniałam jak np. ryczałam w nocy, że spać nie mogę, jak mnie Brusiek w pęcherz kopał aż ryczałam z bólu. Na samo wspomnienie się uśmiecham! To macierzyństwo to jednak naprawdę jakaś choroba 🙂

 


en.pdf24.org    Send article as PDF   

8 komentarzy

  • Jak napisałaś o bijącym serduszku to też łzy najszły me oczy. Ale wiesz co… moja ciąża też nie była zła. Najgorsze EVER były tylko zgagi nocne. Przez to gów*o spać nie mogłam od kiedy brzuch zaczął mi rosnąć. I od tej pory do dziś (a Bercik ma 16 miesięcy) nie przespałam jeszcze nigdy całej nocy. Hubert nie chce już mleka, ale i tak się budzi. Wracając do ciąży i zgagi to tak uprzykrzyła mi życie że na porodówce (pomiędzy skurczami) prawie skakałam ze szczęścia, że to się skończy.

  • Ahh. U mnie nie było łatwo. W 5. miesiącu dostałam wysokiej gorączki i bolał mnie prawy bok . Okazało się , że rozrastająca się macica uciska moczowód.. przy moich częstych zapaleniach pęcherza skończyło się to niestety na ogromnym stanie zapalnym (CRP ponad 200) i przezskórnym udrożnieniem nerki. Także resztę ciąży przechodziłam z przyjacielem (czyt. workiem na mocz wraz z rurkami i drenem) nie życzę nikomu. Po porodzie cieszyłam się, że mam zdrowe dziecko , bo nie ma nic cenniejszego !!!

  • Zawsze wyobrazalam sobie ciaze jako cudowny okres..ze będę czekać na kolejne usg z radością…ale niestety ciąża zagrożona od samego początku, wcześniej utrata dwóch ciaz…każde wyznaczenie terminu na.kolejne usg mrozilo dosłownie krew w żyłach…najpierw żeby był widoczny pęcherzyk, później żeby zabiło serduszko..itd. Na szczęście dotrwalismy do końca i jest z nami nasze Szczęście:-) ale nie wspominam dobrze okresu ciąży…ciągłe leżenie w domu, jak nie w domu to w szpiatlu…mdlosci, okropna zgaga, zbieranie się hektolitrow wody w organizmie, nogi spuchniete wielkością przypominające „sloniowe stopy”;-) 9miesięcy stresu..wiem tylko tyle że ciężko jest zrozumieć kobietę po utracie choćby jednej ciąży i ciężko taka osobę pocieszyć…życzę takim mamom ( i tatom) tylko wytrwałości i cierpliwości:-) ale najważniejsze i najfajniejsze w tym wszystkim jest to że jak urodzisz już swoje maleństwo to wszystko wspominasz z uśmiechem;-)powodzenia wszystkim mamom obecnym i przyszłym:-)

  • Ja niestety poroniłam w 19 tygodniu. Ale może od początku – gdyby nie moja przyjaciółka w ogóle bym się o ciąży nie dowiedziała. Zerwał ze mną facet, skonczyłam brać cały blister tabsów, ale krwawienie się nie pojawiło. Zwaliłam to na stres, wakacje w Indonezji z kumpelą. Obie zamarłyśmy jak zobaczyłyśmy wynik testu w jakimś ochydnym kiblu w Dżakarcie. Najgorsza była potem jednak grypa, która dopadła mnie przed powrotem do Polski. Autentycznie myślałam, że umrę w samolocie! – wiadomo nie bralam juz zadnych lekarstw od czasu gdy wiedzialam o fasoli. Potem z kolei przyszedl czas na niedoszlego tate i jego rodzicow. Okazal sie totalnym brakiem odpowiedzialnosci, a od jego mamy nie uslyszalam ani jednego, cieplego slowa, ba! Nawet do mnie ani razu sama nie zadzwonila. Po 12 tyg zagrozenie minelo, ja olałam całe to towarzystwo, stwierdzilam ze nie bede sie przejmowac, i pokochalam ta fasole nareszcie. W 17 tyg siedzialam pamietam w przychodni, czekajac na badania i usiadla obok mnie babeczka z 9-miesiecznym synkiem. Zamarlam. Pierwszy raz prawdziwie cieszylam sie z malucha. Niestety nie trwalo to dlugo, bo zaledwie 2 tyg..

  • Jestem właśnie w drugiej ciąży. Mam 3 latkę w mieszkaniu na 4 piętrze bez windy. Jeszcze zostały mi 3 miesiące ale skreslam każdy dzień w kalendarzu, nie do porodu, ale do końca ciąży. Poród, nawet jak mój pierwszy 12 godzinny, wydaje mi się pestką w porównaniu do ciąży. Nie płaczę na reklamach, ale nie liczę ile razy się już posikalam po kopniaku w pęcherz. Czekam z utęsknieniem ze nie będę musiała chodzić co 10 minut do toalety, że na to 4 piętro biegne bez trudu, że nie będę mieć zgagi, że przy każdym obrocie w nocy na łóżku nie będę się budzic. Wiem że przy maluchu jest ogrom roboty, ale przynajmniej nie będzie mnie łapała zadyszka po wejściu na 1 piętro 😀 Z dziećmi sobie poradzę, ale ciąży to mam już serdecznie dosyć

  • Ja obydwie ciąże wspominam niestety okropnie. Wymiotowałam po 16 razy na dobę do szóstego miesiąca. Już nie wspomnę o tych wszystkich innych dolegliwościach. Nawet gdybym chciała mieć trzecie dzieciątko to chyba przez strach przed ciążą i porodem się nie zdecyduję.

  • Na podstawie mojej ciąży mogli by pisać książki, tak idealnie przebiegała.. Jednak mimo tej idealności czułam się fatalnie… wymiotowałam nawet po wodzie (!), młody był ekstremalnie ruchliwym dzieckiem (7 położnych potwierdzi – KTG było czarne od kopniaków) więc nie raz wyłam z bólu, do tego straciłam mobilność a przez to niezależność… o dziwo hormony mężowi nie zaszkodziły :P. Dlatego jeżeli jeszcze kiedyś będę w ciąży to tylko z powodu wpadki, a że chcemy mieć drugie dziecko to zdecydujemy się pewnie na adopcję 😉

  • U mnie każda ciąża to była masakra. Miałam dość każdego dnia. A najbardziej mnie wkurza, że nawet sobie nie mogłam ponarzekać, bo od razu słyszałam „ciesz się, że dziecko się prawidłowo rozwija”… a ja wtedy miałam ochotę wszystkich mordować.

Leave a Comment