Mój brzuch po 3 ciążach, czyli o tym, że mam dosyć udawanego perfekcjonizmu. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

Mój brzuch po 3 ciążach, czyli o tym, że mam dosyć udawanego perfekcjonizmu.

Jestem mamą trójki chłopców, a dokładniej trójki najcudowniejszych, moim skromnym zdaniem oczywiście, chłopców na świecie. Nie mam 18 lat. Nie jestem już nastolatką, która może jeść ile chce i co chce. Skończyłam już magiczną liczbę 30 i, o dziwo, nigdy chyba nie byłam pewniejsza siebie. I nie, to wcale nie oznacza, że wyglądam najlepiej, mam zero kompleksów i w ogóle high life od dzisiaj będę chodzić po ulicy w staniku. Zmądrzałam. To tyle.

Od dawna chciałam napisać ten tekst. Od dawna się do niego zbierałam, ale zwyczajnie nie miałam odwagi. Wiesz dlaczego? Bo niestety, w dzisiejszych czasach, opłaca się udawać, że jest lepiej niż w rzeczywistości. Że nie ma problemów, że „no taka już jestem szczupła, zgrabna i powabna”, że „sorry, ale cellulitu brak” i „taką już mam przemianę materii”, ewentualnie „przy dzieciach zawsze się tak chudnie”. Otóż bzdura. Takie rzeczy nie są regułą, to wyjątki, i to bardzo rzadkie. Rzeczywistość się jednak nie sprzedaje, bo w sumie kto tam chciałby oglądać obwisłe tyłki, brzuchy, o cyckach już nie wspominając?

I nie, nie myśl, że chodzi o to, żeby całkiem wszystko olać, wpierdzielać codziennie po 5 pączków i jarać się, że się tyje. Ja już tam byłam, pisałam Ci o tym TUTAJ. Miałam dość bycia ciągle zmęczoną, miałam dość niedopinających się spodni i wrażenia, że jedyne co robię to leżę przed tv i narzekam. Miałam dość i postanowiłam to zmienić. Schudłam. No jasne! Ale zmieniło się coś jeszcze – zrozumiałam, że nie liczy się to co o nas myślą inni, ale tylko to co sami myślimy o sobie.

Chcę Ci coś pokazać, coś co obiecałam sobie, że pokażę jeżeli uda mi się schudnąć. Bo wiesz, to nie sztuka pokazać zdjęcie „przed i po”. Naprawdę. Wtedy wszyscy klaszczą, krzyczą „uuuu” i pytają „jak to zrobiłaś?”, chociaż logiczne jest, że raczej nie podczas oglądania kolejnego sezonu serialu z paczką chipsów pod pachą. Sztuką jest zaakceptować rzeczy, na które już raczej wpływu nie mamy, nie udawać kogoś kim nie jesteśmy, nie idealizować siebie i swojego życia tylko po to, by ktoś bił brawo.

Jestem z siebie cholernie dumna. I wiesz co? Bzdurą jest, że dlatego że schudłam. Chudłam w swoim życiu wiele razy i jestem pewna, że Ty też – serio, zero problemu. Dumna jestem, bo mam już w nosie to, że nie mam perfekcyjnego ciała, że skóry na brzuchu mam więcej niż powinnam, że mam nieproporcjonalnie większe uda i kompletny zanik biustu (chociaż tym aktualnie kiedyś naprawdę zamierzam się zająć 🙂 ). Nie jestem ideałem i dzięki bogu! Wiesz jakie smutne musi być życie, kiedy jedyne co się robi to liczy zjedzone i spalone kalorie? Byłam tam, to nic zajebistego. Oczywiście nie zrozum mnie źle, dalej uważam na to co jem, na ilość, ale przede wszystkim jakość. Wciąż zakładam do wszystkich ćwiczen pulsometr, ale tylko dlatego, że chcę być coraz szybsza, coraz lepsza i coraz sprawniejsza. Nie dla zajebistej foty na Insta, a dla samej siebie, dla tekstu z ust mojego Brusia „mama! ale jesteś szybka!”, kiedy pokazuję mu trasę ostatniego biegu. Bo sprawia mi to ogromną przyjemność.

Nie jestem idealna, mam 30 lat, 3 ciąże za sobą i doskonale wiem, że nigdy nie będę wyglądać jak laska z okładki. Sorry, ale nie. I mam to kompletnie w dupie. Naprawdę. Jaram się sobą nie dlatego, że stare spodnie spadają mi z tyłka, a dlatego że jestem w stanie ćwiczyć więcej, dłużej, że jestem silniejsza. Lubię ćwiczyć? W ogóle. Ale kocham to co ćwiczenia robią z moim ciałem, to że potrafię stanąć na głowie, że uczę się stania na rękach, że bez problemu zrobię szpagat. To są moje Everesty, a nie brzuch jak z photoshopa. Przestałam sie porównywać do innych, bo oni nie są w moim ciele. Dbam o siebie jak nigdy wcześniej i zupełnie nie mam tu na myśli wypraw do kosmetyczki. Dbam o swoje ciało, bo po tym co przeszło, naprawdę zasługuje na to by być kochanym.

Nie jesteśmy idealni. Każda z nas, obudzona w środku nocy, jest w stanie wyśpiewać swoje wady, ze mną na czele. To naprawdę cholernie smutne. A wystarczyłoby zaakceptować rzeczy na które już wpływu nie mamy i zmienić te, które zmienić możemy. Nie dla innych, dla samych siebie. Nie po to, że zapieprzać w bikini po mieście, ale żeby pójśc z dzieciakami na basen (3 lata nie chodziłam z dziećmi w takie miejsca, tylko dlatego że się wstydziłam).

Nie chcę być idealna, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś kto wytknie mi błędy. Ja sama je doskonale znam, nikt nie musi mi o nich przypominać.  Najważniejsze, żeby widzieć też swoje zalety i ich się trzymać. Nie koloryzować rzeczywistości, a robić wszystko by się czuć ze sobą cudownie. Polecam. Nie ma lepszego uczucia na świecie (no oprócz tych wywoływanych przez nasze dzieci, ale to akurat znamy wszystkie 🙂 ).

 


Free PDF    Send article as PDF   

22 komentarze

  • Brawo Justynko, brawo 🙂 Piękny tekst. I weź mi odpisz o tych jajkach 🙂 Serio, proszę 🙂

  • Zgadzam się z Tobą.Największą pracę trzeba wykonać w „głowie” – akceptacja siebie i jednoczesna walka o lepszą siebie to mega mega trudne zadanie i mega mega fajna rzecz. I podziwiałam Cię jak zobaczyłam jak schudłaś ale teraz to dopiero SZACUN KOBIETO ☺☺☺☺

  • Poczułam wielkie ufff czytając ten tekst. Sama chodzę na siłownię zainspirowana efektem innych, trochę owczym pędem, ale i dzięki temu, że zauwazylam zmiany w samopoczuciu. Budzę się lepiej, żyję sprezysciej, czuję zdrowiej. Na szczęście nie mam fioła na punkcie każdej fałdy, nie zwariowalam z tagowaniem i z wyrzutami sumienia. Męczy mnie kiedy wokół zaczyna się ludzi oceniać tylko pod kątem wyglądu…o przytyła, o schudła, o cycków nie ma, o dzisiaj żarła, a wczoraj grilla robiła, ta kiecka to nie dla niej. I uderzam się w piers, Bo były momenty, gdzie płynęłam na fali oceniania, ale na szczęście zrobiłam sobie detoks i nie owocowy czy koktajlowy, ale detoks diagnozy wizerunkowej. Jestem​ czysta. I mam w dupie czy ktoś ma brzuch jeśli się z nim dobrze gada, czy nie ma cycków jeśli można się z nią śmiać do rozpuk, czy ma zmarchy jeśli można pogadać o psychologii, polityce i życiu. Jupi. Babki nie dajmy się wkręcić w tę ulotność

  • muszę przyznać że jestem pod wrażeniem Twojej postawy, nie lubisz ćwiczyć ale masz na tyle samozaparcia że dajesz radę i to przy 3 dzieci 🙂 brawo!

  • Wielki szacun za ten tekst i te zdjęcia. Serio! A piszę tak nie tylko dlatego, że mój brzuch też nie wygląda idealnie i czuję się lepiej widząc, że inni mają podobnie. Tylko dlatego, że za mało mówi się o tym, jak zmienia się ciało kobiety wraz z wiekiem (i wraz z kolejnymi ciążami). A jeszcze mnie o tym, że warto się akceptować w pełni. Więc dziękuję 🙂 W imieniu swoim i wielu innych znanych mi kobiet <3

  • Świetny tekst! Od niedawna czytam prawie wszystkie twoje wpisy i szczerze…kolej y raz jestem zachwycona! ? mam 21 lat i planuje zajść w ciążę, i ja i mój chłopak chcemy mieć trójkę dzieci więc liczę się z tym jak po tym może wyglądać moje ciało. Dlatego już przed ciążą chcę wziąć się za siebie i zacząć dobrze odżywiać, bo myślę że później będzie mi łatwiej. Nie jestem typem kobiety, która ma świetną figurę, mam nadwagę ale też nie przesadną, nie będę sciemniac że zacznę jeść same płatki owsiane i tylko gotowane rzeczy, ale zdecydowanie zacznę zdrowiej jeść! Twoje wpisy coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu że szczęścia nie można sobie kupić, ale można je sobie urodzić ?❤ uściski i całusy! ?

  • Dla mnie jesteś lachonem! I jedyną kobiet jaką znam, oprócz mojej mamy, która potrafi pomalować usta pomadką bez użycia lusterka. Ukłony!

    • hahahahaha Aga!!!! kumasz, że czytam ten komentarz i myślę „jaka wredna baba”, a potem patrzę i widzę malepsotki.pl hahaha low ju!

      • Hahahaha. eeeeeeej, ale czemu wredna? ja naprawdę uważam, że jesteś lachon. A ten trik ze szminką! Serialnie – ja to używam do malowania ust lapmy, lustra i pędzelka!

  • „kocham to co ćwiczenia robią z moim ciałem” – wyjęłaś mi to z ust.
    Jesteś dla mnie motywacją, ja też zaczynam się jarać swoim ciałem (od dwóch tygodni ćwiczę) – schudłam prawie 4 kilogramy i nabrałam odrobinę mięśni. Nie wyglądam idealnie bo wciąż mam nadwagę, ale podobają mi się teraz moje nogi i w ogóle skóra – taka jędrna i napięta.
    To dzięki Tobie. To Ty mi pokazałaś, że można – dziękuję!
    Wyglądasz wspaniale 🙂
    Pozdrawiam.

  • Brawo! I dzięki za ten post
    Ps. Mój brzuch wygląda tak samo, trochę bardziej wystaje, ale skórą taka sama 😂

  • Brzuch może nie jest perfekcyjny jak u nastolatki ale wygląda dobrze. Podziwiam także twoją silę i samozaparcie w dążeniu do celu. Ciężko przekonać się do ćwiczeń kiedy ich nie lubimy.

Leave a Comment