Czy to normalne, że aż tak się boję? - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO

Czy to normalne, że aż tak się boję?

Masz tak czasami, że jeszcze przed zaśnięciem zastanawiasz się, ogarniasz i myślisz nad tym co w życiu Cię spotkało? Wiesz – dzieci, mąż, wkurzający znajomy z pracy, samochód, który znowu wymaga naprawy i wszystko inne co ma wpływ na Ciebie tu i teraz?

Nie wiem czy jestem dobra, wiesz dla ludzi i świata. Nie wiem nawet czy jestem dobra dla swoich dzieci i męża, dla najbliższych mi osób. Mi z nimi jest dobrze, najlepiej na świecie. Ale czy oni mają podobnie?

Nie jestem najlepszą mamą świata. Nie wiem czy dostałabym order w tym temacie. Nie siedzę z chłopakami godzinami nad kolorowanką, nie opowiadam bajek, bo zwyczajnie nie potrafię wtedy nic wymyślić. Nie pieczemy codziennie ciastek, nie lepimy zwierzaków z modeliny. Nie wychodzę z nimi na piłkę, bo nawet to mi nie wychodzi. Wolę, żeby to M z nimi szedł, wyganiał ich za wsze czasy, tak żeby ich zasypianie wyglądało bardziej jak „padnięcie”. Ja jestem tą od całowania, przytulania, rozśmieszania i zabawy zwierzakami. Od czytania bajek, bo musisz mi uwierzyć na słowo, że nikt tak zajebiście nie wymyśla głosów zwierząt jak ja.

Mam pewne zasady, ale też pozwalam chłopakom na wiele. Często ulegam, bo zwyczajnie serce mnie boli, kiedy widzę jak im na czymś zależy. Co z tego, że jest to kolejny cukierek, albo następne 5 minut bajki? Ulegam, bo mi to różnicy nie zrobi, a dla nich, w tym momencie, rujnuje to życie.

Nie przyjaźnię się ze swoimi dziećmi. Sorry, ale wolę przyjaźń dorosłych. Nie zamierzam ich obarczać swoimi problemami, nie chcę zawsze klepać po pleckach, kiedy zrobią coś złego. Owszem, najbardziej na świecie chcę, żeby wiedzieli że mają we mnie wsparcie, że pomogę im niezależnie od wszystkiego, ale to nie przyjaźń, to macierzyństwo.

Nie jestem super żoną. Wkurwiam się o byle co, krzyczę, marudzę, wymyślam. Czepiam szczegółów, pod koniec dnia się obrażam. Z drugiej jednak strony on też ideałem nie jest, do księcia z bajki mu daleko. Kłócimy się i obrażamy na siebie pierdylion razy dziennie, ale też tyle samo razy godzimy i śmiejemy. Co z tego, że najczęściej z własnych dzieci? 🙂

Boję się, że wszystko robię źle. Boję się, że moje dzieci wyrosną na dorosłych, którzy będą musieli „leczyć się z dzieciństwa”. Bo mama za mało przytulała, za mało całowała obite kolana, za rzadko śmiała się z wymyślonych przez nich żartów. Więc śmieję się, nawet kiedy łeb mi pęka, nawet wtedy kiedy zwyczajnie nie mam na to ochoty bo kiepski dzień, bo wkurwiający pies za oknem, bo pms jak stąd do Częstochowy.

Boję się, że kiedyś dojdę do wniosku, że mogłam to wszystko zrobić inaczej, lepiej. Opowiadać bajki, nawet jeżeli nie miałyby za grosz sensu, malować – chociaż kompletnie tego nie lubię, poświęcać się w 100 %, zupełnie zapominając o sobie. Nie chcę tego, bo sama dla siebie też jestem ważna. Boję się, bo wolałabym mieć wszystko podane na tacy, wypunktowane jak na recepcie „tyle czasu codziennie spacerujcie, tyle się śmiejcie, 3 razy w tygodniu układajcie puzzle, 24 buziaki dziennie i do tego 30 uścisków”.

Boję się, ale wtedy zawsze myślę, że skoro przybiegają co rano, przytulają się, całują i są przy tym najszczęśliwsze na świecie, to może jest ok? Że może uda mi się ich nauczyć wszystkiego czego bym chciała? Że może kiedyś pomyślą „miałem najlepszą rodzinę na świecie”?


PDF24    Send article as PDF   

5 komentarzy

  • Normalne… Też się boję… Boję, że właśnie za mało, ze za bardzo krzyczę, kurcze, że zachowuję się jak własna matka. Nie chciałabym, żeby moje dzieci miały takie dzieciństwo jak ja, bo wiem jak się to wszystko na mnie teraz odbija. Od kroków życiowych, po męża jakiego mam. A mam na wzór ojca. Uhhhh i nie chcę, żeby moja córka miała takiego samego męża. Boję się, że mój syn nie będzie szanował kobiet, albo będzie dawał sobą pomiatać. Chcę, żeby moje dzieci umiały walczyć o swoje, ale jak mają się tego nauczyć kiedy ja nie umiem. Wszystko jest popieprzone. Wiem, że może by było łatwiej jakby mężulek bardziej angażował się we wszystko, kuźwa, żeby w ogóle zaczął się angażować. Ale spokojnie, ciągle pocieszam się, że jeszcze troszkę, troszkę tylko podrosną, Mały zacznie przedszkole, a ja pójdę do pracy i „żegnaj kotku”. Hej! Głowa do góry już nie rycz, jesteś fajna! 🙂

  • A dla mnie jesteś macierzyńska inspiracja 🙂 Chciałabym być chociaż w małym procencie taka jak Ty!
    Czerpie garściami z Twojego bloga porady odnośnie mojego synka i mimo, ze czasami wydaje mi sie ze jestem beznadziejna to wiem, ze czasami taka beznadziejna muszę być zeby docenić sama siebie w dobrych chwilach 🙂
    Poooozdrawiam serdecznie, jesteście super rodzinka! J

  • No i co narobilas? Becze az młody zaczal..(taki wrazliwy na moje cierpienie..). Tekst super, DZięki

  • Boże,kobieto, skąd wiesz o czym ja myślę? 😉 Trafione w dziesiątkę! High five!

  • Kobieto kochana! Na bank tak pomyślą! Na bank i kropka. A dzięki Twojemu blogowi jeszcze kilka innych tak pomyśli. Bo wiele z nas w krytycznych momentach przypomniało sobie niektóre Twoje wpisy, i albo opuściło, wrzucilo na luz, albo się uśmiechnelo, złość odeszła. Robisz super robotę. Całusy!

Leave a Comment