Ta jedna rzecz, którą powinni rozdawać matkom już na porodówkach. - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

Ta jedna rzecz, którą powinni rozdawać matkom już na porodówkach.

Oj jaki milszy byłby świat! Jaki cudowny, bezproblemowy (no może prawie bezproblemowy) gdyby każdej z nas, już na porodówce, już przy pierwszych skurczach, wręczali to małe cudo. Ja wiem, że w czasie parcia lub leżąc na stole przed cesarką, to jest ostatnia rzecz o której się myśli, ale później? Umówmy się – żaden, nawet najlepszy gadżet za milion baksów, nie może się z tym równać.

„Kupon na comiesięczny, parogodzinny czas dla siebie”. Ja wiem, że większość z nas to ma, że na początku myśli się „nie, nie potrzebuję”, „nie, przecież nie zostawię malucha”, itp. Ale z perspektywy czasu, po kilku miesiącach w domu, kiedy bardzo często jedynym czasem dla siebie stają się wizyty w toalecie (a i też bardzo rzadko), czy jest osoba, która by o tym nie marzyła? O kilku godzinach u fryzjera, kosmetyczki, gdziekolwiek, gdzie specjaliści tworzą z nas „lepszą wersję siebie”?

Jasne, że są kobiety, które już po tygodniu po urodzeniu dziecka szukają, kombinują i robią wszystko inne, żeby wygospodarować te kilka chwil dla siebie. Cudownie! Ja sama taką mamą jestem. Nie przywiązuję się do dzieci niewidzialną nicią, wychodzę z założenia, że ich tato jest tak samo fantastycznym rodzicem jak ja, i niech też wie ile pracy kosztuje uspokojenie, przebranie, nakarmienie, i znowu przebranie, takiego bobasa. Nie nie, tu nie chodzi o feminizm, po prostu nie mam w głowie „co mama, to mama” – nie chcę i nie zamierzam dyskryminować mojego męża, dla dobra jego, dzieci i mojego oczywiście 🙂

Pomyśl, gdybyś tak przy wyjściu ze szpitala z maluchem dostała taki „kupon” np. do fryzjera? Skorzystałabyś? Jestem pewna, że przy pierwszym dziecku średnio, z obawami. No bo jak to matka może wyjść do ludzi?! No jak?! Wiesz co jest najlepsze? Że dopiero przy drugim maluchu te obawy kompletnie znikają! Obawy zamieniają się w potrzebę. Taką ludzką, egoistyczną, zdrową potrzebę zrobienia czegoś dla siebie. Z głowy ulatuje myśl „co ze mnie za matka, skoro muszę odpocząć od dziecka”, a pojawia się „muszę od niego odpocząć dla jego i swojego dobra”. I cudownie! Gdybyśmy przy pierwszym dziecku takie mądre były, ile sfrustrowanych chwil udałoby się nam uniknąć…

Wiesz co jest najlepsze? Że już od początku, już przy pierwszym dziecku, możesz sobie na to pozwolić. Naprawdę możesz. Na te kilka godzin, np. u ulubionego fryzjera, które pozwolą Ci odetchnąć, posiedzieć w ciszy. I co z tego, że w Twojej głowie, myślą numer jeden będzie DZIECKO. Każda z nas to zna, tak jest i tyle. Nie ma co się spinać 🙂 Relaksu też można się nauczyć. Ba! Nawet trzeba! Przypomnij sobie chwile, w czasie których jesteś zrelaksowana. Krzyczysz wtedy na dzieci? Denerwujesz się o byle pierdołę? Wkurzasz o rozlaną wodę na podłodze? No nie! Tak robi człowiek permanentnie zmęczony, niewyspany, taki który zapomniał o odpoczynku. Czyli typowa matka polka 🙂 Przynajmniej ja tak mam. Nie bez powodu mówi się, że „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”. Zmęczona, sfrustrowana potwarzającą się codziennością, wkurzasz się o byle co: o to, że dziecko jeszcze nie chce zasnąć na drzemkę, że ma dzisiaj gorszy humor, że po raz 10 mu się ulało. Doskonale wiesz, że to nie są powody do gniewu, ale z drugiej strony każdy ma prawo do powiedzenia „mam chwilowo dość”.

Przykro mi kiedy czytam historie mam, które piszą „nie mam czasu czasami zjeść”, „nie mam czasu na chwilę dla siebie”, „nie pamiętam kiedy wyszłam sama z domu”. Przykro mi, bo doskonale pamiętam, że przez chwilę też w tym trwałam. Najgorsze wtedy są wyrzuty sumienia, że chce się pobyć samemu, że ma się dość swojego dziecka. Tak! Można mieć dość swojego dziecka, tak jak czasami mamy dość męża, faceta, mamy czy kogokolwiek z najbliższych osób. Dziecko to też człowiek i też wypadałoby od niego odpocząć. Zresztą uwierz mi, ono też tego potrzebuje 🙂

Jak o siebie zadbać, kiedy nie ma się czasami czasu nawet na kawę? Trzeba o ten czas zawalczyć. Przygotowanie rano owsianki zajmuje jakieś 2 minuty. 2 MINUTY! Zjeść ją możesz nawet na stojąco. Woda? Soki? Wybieraj mądrze! Rozumiem, że młoda matka niekoniecznie może mieć czas na siedzenie przy wyciskarce czy sokowirówce. Nic nie szkodzi! W ukochanej biedrze kupisz wyciskane soki Victoria Cymes. Nie rzucaj się od razu na te owocowe (no dobra, rzucaj – są przepyszne!). Wybierz marchwiowy lub marchwiowy z selerem. Można? Można! Do tego banan w dłoń i heja! Twoje ciało i  Twoja głowa podziękują Ci za ten mądry wybór. Przecież wszyscy wiemy, że dieta to podstawa dobrego samopoczucia. Nie tłumacz się brakiem czasu, bo zdrowe jedzenie jest na wyciągnięcie ręki. Zamiast batona wybierz sok jabłkowy lub ananasowy (ten od Victoria Cymes kładzie na łeb na szyję wszystkie inne!!!!).

Masz jeszcze jakąś wymówkę? Pewnie tak 🙂 To teraz dam Ci jeszcze jeden argument na to, że musisz się na chwilę wyrwać z domu 🙂

Victoria CYMES organizuje właśnie konkurs 🙂 Wejdź na stronę konkurs.swiezesoki.pl i zaznacz swoje ulubione miejsce na MAPIE SZCZĘŚCIA. Pokaż innym swoje ulubione miejsce, wygrywaj nagrody (rowery, Instaxy, kosze piknikowe, a dla „swojego” miejsca lodówkę ze świeżyki sokami Victoria Cymes!), a przede wszystkim relaksuj się na całego!

A Rafałowi z Atelier Fryzjerskie IRENA bardzo dziękuję za poprawienie humoru i miejsce do sesji.


Free PDF    Send article as PDF   

6 komentarzy

  • Tak ma Pani rację.Trzeba walczyć o czas dla siebie i szkoda,że nie dają tego w pakiecie przy porodzie..ja tam byłam u fryziera itd i nie mam wyrzutów sumienia bo uważam,że trzeba o siebie dbać.Przy drugim dziecku fakt jest łatwiej i fajnie jak mąż czy babcia zostaną razem z dzieckiem a ty masz swoje 5 minut.Zdrowy egoizm sie przydaje.U mnie to gorzej z jedzeniem ale trzeba zwlaszcza jak się karmi piersią.Super artykuł sama prawda!!

  • Ja poszłam za ciosem ?? Tylko zaczęłam od końca, najpierw znalazłam prace a potem szukałam żłobka dla dziecka. Ale udało się wszystko poukładać i nareszcie czuje, ze żyje!

  • Taaa… ja się wypuściłam do spożywczego jak dziecko miało 4mc a w progu domu dostałam bure od teściowej, że wyszłam a dziecko płacze i mnie nie ma, a to mój obowiazek. Pomimo tego, że tato dzidzi nie miał takich obiekcji. Więcej nie próbowałam nigdzie wychodzić. (Chyba, że jadę do swoich rodziców w odwiedziny)

  • Najsmutniejsza jest chyba ta tendencja kobiet do tego, żeby najpierw robić wszystko samej – bo mąż tak nie przewinie jak ma, tak nie ubierze itd…. a potem, kiedy czasem sił brak, ogromny żal i pretensje, „że wszystko muszę sama, to jest też Twoje dziecko”. Czasem naprawdę nie ma się co dziwić, że mężczyzna odpychany w końcu odpuści. A że wróżką nie jest, to nie wyczuje tego momentu, kiedy akurat czara się przelewa. No i może faktycznie potem już nie wiedzieć za bardzo jak się zabrać do przebrania dzieciaka… Także kobietki, więcej zaufania do swoich mężczyzn, już od pierwszych dni życia maluszka 🙂

Leave a Comment