"Bo zaraz ci przypieprzę!" - o najgorszym rodzaju rodziców. - Flow Mummmy
DZIECI

„Bo zaraz ci przypieprzę!” – o najgorszym rodzaju rodziców.

Już dawno nic mnie tak nie zszokowało.

Już dawno nie było mi tak przykro, nie czułam takiej złości, zabrakło słów do opisania żalu do obcej osoby.

Nie jestem ideałem. Są dni, że wściekam się na dzieci o byle co. Są dni, że krzyczę, a później z załzawionymi oczami przepraszam. Bo tak – przepraszam swoje dzieci za uniesiony głos. Przepraszam za to, że nakrzyczę zupełnie niepotrzebnie. Tak samo od nich oczekuję przeprosin, kiedy zrobią coś złego. Jesteśmy ludźmi – zdarza się nam popełniać błędy. Z drugiej jednak strony to my rodzice jesteśmy dorośli. To my mamy uczyć, że przemoc to coś złego. Że nie wolno podnosić ręki, rozwiązywać problemów w gniewie, dawać nieść się złym emocjom. O ile uczucia gniewu i złości są normalne, dla każdego z nas, to nigdy nie zrozumiem, jak można do dziecka powiedzieć „zaraz ci przypieprzę!”. Serio. Nosz kurwa nie rozumiem!

Sytuacja wyglądała tak:

Byliśmy w niedzielę z dzieciakami na basenie. Żeby spędzić fajnie czas, żeby je porządnie wymęczyć – wiadomo! Każdy lubi wolne wieczory! Jestem pewna, że 99% rodziców chodzi w takie miejsca właśnie z któregoś z tych dwóch powodów.

Przebierając się i wychodząc już z basenu, usłyszałam jak za kabinami, mama próbuje córeczce wyszyć włosy – mała chyba biegała, skakała, cieszyła się, bo właśnie  spędziła ze swoją mamą zajebisty czas. A mama? Była zmęczona – rozumiem. Sama po takiej godzinie, dwóch, ledwo dyszę, sapię, mam ochotę położyć się na kafelkach i zasnąć. Rozumiem też, że się kobiecie spieszyło, bo dopłacać parę złotych do biletu też komuś może nie odpowiadać, może kogoś po prostu nie stać, ale krzyczeć do swojego dziecka „bo zaraz ci przypieprzę!”? Serio?! Co jest kuźwa?! Czy ludziom już całkiem odwaliło?

Jestem mamą trójki chłopców i musisz mi uwierzyć na słowo – ja wiem jak wkurzające potrafią być dzieci. Zresztą sama mam czasami wrażenie, że moje dzieci denerwują mnie bardziej, niż inne maluchy swoich rodziców. Wstyd się trochę przyznać, ale nie jestem osobą cierpliwą, do tego jestem humorzasta, czasem despotyczna. Życie ze mną to nie sielanka, ale na szczęście nadrabiam innymi rzeczami (haha). Moje dzieci potrafią wyprowadzić mnie z równowagi tak jak nikt inny, ale… Nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się stosować wobec nich przemocy słownej. Wiesz dlaczego? Bo dzieci to też ludzie, a ludzi zwyczajnie NIE WOLNO poniżać, straszyć, i sprawiać im ból! Nam naprawdę często zdarza się o tym zapomnieć. Mi samej zdarza się myśleć o dzieciach „dzieci”, a nie „ludzie”.

Podchodzę do macierzyństwa w bardzo wyluzowany sposób. Zresztą tak samo jak do życia. Nie boję się dzieciom powiedzieć, że robią coś źle, ale chwalę też na umór, bo muszą wiedzieć jak są cudowni. Bo są! Nie jestem ideałem, pewnie milion rzeczy robię źle, czasami z M żartujemy i podczas zabawy, prztulania i całowania mówimy do nich „będziecie w dupkę bici” – wiesz co moje dzieci wtedy robią? Śmieją się do rozpuku, bo wiedzą że to żart (oczywiście zaraz później nam dają klapsy, ale przemilczę ten fakt 🙂 ).

Daję sobie prawo do popełniania błedów. Daję też to prawo swoim dzieciom i innym ludziom. Wiem też, że każdy błąd trzeba naprawić, a problem rozwiązać – tego też uczę swoje dzieci. Na potęgę! Bo wiem, że to nauczy ich podejmowania działań, a nie załamywania rąk, kiedy coś im w życiu nie wyjdzie. Ale błagam – jak kiedyś zdarzy mi się powiedzieć do dziecka „zaraz ci przypieprzę” niech ktoś stanie obok i przypieprzy mi samej. Najlepiej w łeb. Tak, żebym zapamiętała raz na zawsze.

Bycie rodzicem to nie władza nam małym człowiekiem. To odpowiedzialność za jego życie, za jego przyszłość, za szczęście. Nie chcę nigdy o tym zapomnieć.

 


PDF24    Send article as PDF   

7 komentarzy

  • Wczoraj przeżyłam podobny szok w przedszkolu.W szatni uslyszalam słowa „gniotące” płaczącą dziewczynkę,ktore popłynęły z ust jej matki. Stanęliśmy z moimi dziećmi jak wryci, atmosfera wzbudzila niepokoj, a serce przyspieszyło. Nikt nie zareagował.Zrobilam mały wywiad wśród rodziców przedszkola i okazuje się,ze takich gorszych dni „pani patologia”miala więcej, a właściwie zawsze się tak zachowuje. Dziewczynka jest bardzo nerwowa, popycha i bije inne dzieci. Prawdopodobnie z powodu domowego piekiełka.Nie zamierzam tego tolerować! Trzeba reagować, inaczej „tacy” ludzie czują przyzwolenie na przemoc wobec bezbronnych dzieci!Niech ja ją tylko spotkam!!!

  • Jak corka była mała nie raz żartowałam że dostanie w tyłek.a ona się śmiała, podbiegłała do mnie i nadstawiając się mowiła”bij”.no i my tak ha ha hi hi aż w końcu kiedyś w sklepie mi uciekła wiec ją wołam.bez złości, pretensji tak normalnie. przybiega do mnie, robi minę jakby nie wiadomo jaka krzywda ją spotkała i mówi smutnym głosem „tylko mnie nie bij, tylko mnie nie bij”.aż dziwne że na nikt nie zareagował bo tak to wyglądało jakbym ją katowała w domu.w mi było głupio jak nidgy w życiu.

  • Wspaniały tekst. Podzielam Twoją wizję rodzicielstwa i praktykuję podobne metody 🙂
    Zaczytuję się w Twoich tekstach 🙂

  • Nie bić nie krzyczeć ,nic nie wolno, a za parę lat dziecko na głowę wejdzie i człowieku nic nie zrobisz…
    narzekamy tylko na rodziców a czasem się zapomina że dziecko też potrafi być (przepraszam że to powiem) roszczeniowym tyranem. Ps.nie jestem matką.

    • no jasne, że potrafi być! moje wręcz są bardzo często!!! ahaha tylko widzisz, ja to widzę tak: szacunku nauczysz szacunkiem, to jak krzyczeć do dziecka „nie krzycz!”. Gdzie w tym sens i logika?

Leave a Comment