5 rzeczy, których muszę nauczyć swoje dzieci (zanim staną się dorosłe). - Flow Mummmy
LIFESTYLE MACIERZYŃSTWO

5 rzeczy, których muszę nauczyć swoje dzieci (zanim staną się dorosłe).

Żyjemy dniem codziennym. To dobrze. Przecież doskonale wiesz, że życie toczy się tu i teraz, że nie ma co martwić się, co przyniesie kolejny rok, bo to „TERAZ” liczy się najbardziej.

Z drugiej jednak strony, naszym obowiązkiem, przywilejem, dumą naszego życia, jest wychowanie naszych dzieci na porządnych, szczęśliwych ludzi (tak, tych, które zdają się być czasami kompletnie na to niegotowe, nawet na samodzielne założenie piżamy).

Od jakiegoś czasu, gdzieś pomiędzy gotowaniem obiadu, a marudzeniem po raz 50 „posprzątajcie w pokoju”, zaczęłam się zastanawiać, czego tak naprawdę chciałabym te moje maluchy nauczyć. Podstawą powinna być oczywiście nauka „jak być dobrym”, ale czy to wszystko? Raczej nie. Co z tego, że człowiek dobry, jak się później okazuje ostatnią sierotą życiową, nieumiejącą zagotować sobie wody na herbatę? Nie zrozum mnie źle, ja w swoich chłopców bardzo wierzę, w ich zdolności, siłę, umiejętność przeżycia 5 dni na Saharze bez wody, ale podstawowa nauka, taka, której niestety w naszych szkołach nikt nie znajdzie, przyda im się prędzej czy później. No ok, zważywszy na to, jak czas ostatnio pędzi, to jednak przyda im się szybciej niż mi się wydaje.

zrzut-ekranu-2017-01-02-o-10-41-34

1. GOTOWANIE.

Nie myśl, że bawiąc się w Magdę Gessler, zacznę rzucać w nich talerzami po każdej porcji przesolonych ziemniaków, ale… Znam mnóstwo facetów, którzy nie potrafią zrobić nawet jajecznicy! Dasz wiarę?! Facet lat 30, a nie wie jak ugotować zupę, jak usmażyć kotleta, bo o już o daniach typu high fashion (w sensie, że restauracyjnych) nie wspomnę. Jak to jest, że dziewczynki zawsze się uczy gotowania, a przy chłopcach często się o tym zapomina?

Jedną z rzeczy, za które jestem wdzięczna swojej teściowej, jest nauczenie mojego męża gotowania – skubany lepi lepiej i szybciej pierogi, niż niejedna z nas. Moi chłopcy muszą umieć gotować! Mają być niczym Bear Grylls! Tak tak! Ich kobiety mają być pewne, że jak zabłądzą z nimi w puszczy (nie wiem jak mogłoby do tego dość, ale „przezorny zawsze ubezpieczony”), to oni pójdą na polowanie i trzasną im trzydaniowy obiad. Nawet jakby w menu miałaby być sałatka z liści i piachu, stek z jakiegoś dzikiego zwierza, a na deser owoc nieznanego pochodzenia. Nieważne! Mają umieć to tak doprawić, żeby było zjadliwe. Tak, takie mam marzenie.

2. MĄDRE WYDAWANIE PIENIĘDZY.

O tym, że żaden ze mnie Michał Szafrański, to pewnie już wiecie. Nie mniej jednak ze wszystkich swoich sił staram nauczyć się mądrego wydawania kasy. Mało tego! Angażuję w to najstarszego syna. Tłumaczę, wyjaśniam, w sumie trochę traktuję go jak swojego świadka na to, że do czegoś się zobowiązałam. Nie chcę popadać w skrajności, przecież po to zarabiamy pieniądze, żeby je wydawać. Ale nie wszystkie! I o tym mają moje dzieci wiedzieć.

Coś Ci opowiem: kiedyś, kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką (5-7 lat – tak myślę), to jak zwykłe, standardowe dziecko raz na jakiś czas prosiłam moich rodziców, żeby mi coś kupili. Kiedy moi rodzice odpowiadali „nie kochanie, nie mamy teraz pieniążków”, to szlag mnie trafiał, bo przecież ja widziałam, że mają, bo jakoś chleb i mleko za coś kupują. Dramat, co? Wstydzę się tego bardzo, ale teraz myślę, że to wynikało z braku rozmowy. Przecież pieniądze mieli, ale nie wytłumaczyli mi, że przecież rachunek za prąd trzeba za tydzień zapłacić, że ubezpieczenie za samochód się kończy, czy cokolwiek innego. Ja tłumaczę, staram się. Jakiś czas temu, mój najstarszy syn powiedział „10 zł? To tanio!” – wkurzyłam się bardzo, ale na siebie! Usiadłam wytłumaczyłam mu, że żeby zarobić tą dychę, ja kiedyś musiałam pracować przez godzinę. Zamurowało go.

Chcę, żeby moim dzieciom niczego w życiu nie zabrakło, ale muszą znać wartość pieniądza. Bez tego daleko nie zajdą.

3. PIERWSZA POMOC.

To jedno z moich noworocznych postanowień – w tym roku zapiszę siebie i mojego syna (tego najstarszego oczywiście) na kurs udzielania pierwszej pomocy. Bo nie wiemy, co nas jutro spotka. Nie wiemy czy nie stanie się coś, co będzie wymagało od nas właśnie takich umiejętności. Oby nie. Oby nigdy nam się to nie przydało. Ale umiejętność pomocy komuś to coś, co po prostu trzeba umieć.

4. OBSŁUGA URZĄDZEŃ DOMOWYCH.

Uwaga. Teraz przyznam się do czegoś, do czego bardzo jest mi wstyd się przyznać: bardzo, ale to bardzo długo nie potrafiłam obsługiwać pralki!!! Wstyd i hańba. Na swoją obronę mam tylko to, że moi rodzice długo mieli jakiś ruski automat, z którego za cholerę nie mogłam nic wyczytać. Dopiero jak kupili nową, to tak się zajarałam faktem, że „o matko! polskie napisy! aaaa! to tak się to robi?!”, że codziennie nastawiałam po 2-3 prania. Tak dla uciechy 😀 Nie ma gorszej wiochy, niż facet rozkładający ręce obok pralki!!! Nie nie nie! Dlatego już nawet mój Brusiek wie co i gdzie należy wlać, dosypać czy włączyć. Teraz wystarczy, że tylko nauczy się czytać i będzie wiedział, na jaką temperaturę co nastawić 🙂

5. JAZDA SAMOCHODEM.

Pamiętam doskonale, że kiedy byłam mała, tata brał mnie na kolana i pozwalał kręcić kierownicą (jadącym autem! aaaaa!!!!). Oczywiście nie robił tak, kiedy jechaliśmy autostradą (hahaha – bo ich wtedy nie było 😀 – taki suchar a propos mojego wieku), tylko na osiedlowych, żwirowych dróżkach, ale jednak! Jakie to było cudowne!

Wiesz, nie uważam się za wybitnego kierowcę: nie lubię wyprzedzać i boję się szybko jeździć, ale to dlatego, że jestem zdania, że bycie „na miejscu” 10 minut szybciej nie jest warte spowodowania wypadku i narażenia swojego zdrowia i życia. Po prostu nie warto! Moje dzieci wiedzą o tym, wiedzą, że do osoby, która prowadzi nie należy za dużo mówić, bo musi się ona skupić. Wiedzą, że pasy to konieczność (nie ma opcji, żeby ktoś przy nich ich nie zapiął). Wiedzą, żeby zawsze na parkingu znaleźć oznaczenie sektora, żeby później nie panikować, że nie ma samochodu.

Wiesz co jest najgorsze w byciu kierowcą? Nie to, że jesteś odpowiedzialny za siebie i pasażerów, ale to, że jesteś odpowiedzialny za każdego, kogo miniesz na drodze, pasach, chodniku. To jest mój #drivehack, tego właśnie uczę swoje dzieci. Koniecznie wejdź na stronę begood.goodyear.pl i sprawdź czego jeszcze możesz w tym temacie nauczyć swoje dziecko.

zrzut-ekranu-2017-01-02-o-10-43-29

I koniecznie zobacz mój filmik!

 

plansza-drivehacks


PDF Creator    Send article as PDF   

16 komentarzy

  • Wszystko się zgadza, ale z tym gotowaniem to bym nie przesadzała. Pewnie mnie zgórujecie zaraz, przyjmuje to na klatę 🙂 absolutnie nie miałabym nic przeciwko facetowi, który potrafi zrobić zupę, kotlety czy pierogi, ale trzeba oddać sprawiedliwość i powiedzieć, ze facet nie miałby nic przeciwko kobiecie, która potrafi zmienić koło w aucie, wywiercić dziurę w ścianie lub naprawić kran. I tak naprawdę nie chodzi tu konkretnie o gotowanie, ale mam wrażenie, że od facetów wymaga się wszystkiego: żeby był męski, żeby był podporą, opoką, jednocześnie gotował obiady, po pracy sprzątał łazienkę a na koniec zabrał nas na romantico kolację. I super jeżeli facet się w tym odnajduje ale naprawdę rozumiem mężczyzn którzy troszkę się buntują. Bo ja np. nie miałabym ochoty aby mój maż z krzykiem ciągnął mnie do garażu i nakazywał wymieniać wahacze w samochodzie. No bo skoro on ugotował obiad to ja mogę naprawić auto, prawda? Mówię to wszystko ze swojej perspektywy: ja jestem na macierzyńskim, mam jedno całkiem łatwe w obsłudze dziecko, mąż pracuje zawodowo. Więc ja pilnuję ,,ogniska domowego” a mąż pilnuje innych ,,męskich” rzeczy. I żeby nie było: jestem jak najbardziej za tym, aby właśnie chłopca uczyć gotować a dziewczynkę wymieniać flaka w samochodzie, bo nie wiadomo co nam się w życiu przyda i przytrafi. 🙂

    • ale ja przecież to wszytsko potrafię (oprócz tego przy aucie haha, ale mój mąż też nie umie)! jasne! jak sprawiedliwie to sprawiedliwie!!! ale powiem Ci, że kurcze dałaś i tak mi trochę do myślenia. Boże jakie Twój mąż ma szczęście 😉

      • Ha ha 🙂 ja wiem, ze mój mąż ma szczęście, a najlepsze jest to, że on uważa, ze ja mam większe szczęście w tym temacie. Biedaczek, nawet nie wie jak bardzo się myli 😀

    • Mój mąż potrafi gotować, ja potrafię gotować. Do cieknącego kranu czy zepsutego auta wzywamy mechanika. Nie popadajmy z kolei w paranoję, że trzeba wszystko naprawić, ugotować itd. Tak samo kobieta jak i mężczyzna MUSI sobie poradzić z problemem, ale czy rozwiązaniem będzie własna praca czy zjedzenie na mieście czy wezwanie fachowca to każdego decyzja. Jak byłoby mnie stać na panią co przyjdzie wypierze i wyprasuje to bym ją sobie zatrudniła. Nie stać mnie to musiałam się sama nauczyć prać i prasować. Mama robiła to zawsze za mnie i mnie nie nauczyła.

      • no jasne! jakby mnie było stać, to do wszystkiego wzywałabym fachowców! haha niestety nie zawsze życie jest tak fantastyczne 🙂 a szkoda!

    • A ja sie pochwalę. Zmienię koło, wywiercę dziurę, a nawet dwie i jeszcze ścianę machnę farbką. Ugotować też ugotuję. Bo czy to facet czy babka, to każdy powinien o siebie umieć zadbać. I czasami to jest gotowanie a czasami mini remoncik. I tyle w temacie.

  • Taaaak… mój mąż z gotowania umie zrobić kanapki i zamówić pizzę… i myślę, że łatwiej by mu przyszło odpalenie rakiety kosmicznej niż uruchomienie pralki. Także moje życie czasem bywa irytujące 😉 chętnie oszczędziłabym tego mojej przyszłej synowej tylko pytanie – czy jak syn ma w domu męski wzorzec jak powyżej uda mi się to osiągnąć? Nie ważne co matka powie, co matka będzie chciała przekazać, młody będzie patrzał na ojca i pomyśli „ale przecież tata tego nie robi to czemu ja mam?”. I po ptokach.

  • Fajnie napisala Nowa, ze jest zadowolona z podzialu rol w ich zwiazku-szacun, ja musialam dlugo do tego dojrzewac. Tez jestem teraz na macierzynskim i z calkowitym spokojem biore na siebie „kobiece” obowiazki oczekujac ze maz przejmie „meskie” i tak jest ok. Aczkolwiek uwazam, ze tak jak w poscie Flow dobrze jest jak umiemy przynajmniej w podstawowym stopniu zalatwic rzeczy typowe dla plci przeciwnej. Ja sie np. nauczylam szeroko pojetej obslugi samochodu i naprawy drobnych rzeczy domowych a maz ogarniania dzieci (kapanie, ubieranie) i troche gotowanie i jest nam teraz duuuuzo latwiej w domu jak ktores z nas musi wyjechac.
    A w kwestii technicznego feedbacku filmu, pasek cienia przez zdjecia troche utrudnia zycie…
    ale poza tym pelna profeska, wszystko to Ty sama? Nice!

  • Tak jak moj mąż potrafi i niejednokrotnie przygotowuje jakies proste obiady, tak i ja nie dzwonię do niego z panika kiedy w aucie zapali sie jakas kontrolka, dlaczego? Bo jestesmy poprostu zaradnymi ludźmi i wlasnie zaradności przede wszystkim chce nauczyć swoje dzieci. Gotowanie, rozsądne wydawanie pieniedzy czy obsługa urządzeń domowych – dla mnie to nic innego jak wlasnie zaradność:)

  • A moja teściowa i teść w sumie też to dali ciała po całości. Cała ich rodzina gotuje, oprócz mojego męża. On pierworodny w kuchni nie robi nic… Nawet pozmtwać mu ciężko. O pralce to już nie wspomnę. Za to moi starsi synowie ( 5 i 2 lata) to i zmywarkę i pralkę nastąpią… Młodszemu trzeba pomóc ale najważniejsze że chce.

  • Kazdy ma swoje spojrzenie na podzial obowiazkow przeciez najwazniejsze zeby sie dogadac odnosnie oczekiwan wzgledem siebie i pomocy w domu. I fajnie z gory zalozyc ze nauczymy dzieci np. Gotowac tylko ze nasze pociechy nie zawsze musza to „podlapac” i sie w tym zakochac. Nigdy nie lubilam nie lubie i watpie ze polubie gotowac…a naprawde zaluje ze tego pierwiastka zostalam pozbawiona ?

  • Wychodzę z podobnego założenia. Gotowanie – po to chociażby, żeby umiał sobie coś przygotować, kiedy mnie nie ma. Nie musi być wytrawnym kucharzem, ale jajka usmażyć, budyń zrobić albo coś podgrzać to jak najbardziej. A co to za ulga dla mnie – matki trójki chłopców – kiedy brudy piorą sobie sami! Ile łatwiej jest nam wszystkim, kiedy mogę poprosić o włączenie zmywarki, pralki lub zapalenie w kominku (oczywiście pod moim nadzorem). Jaki komfort, kiedy wychodząc ostatnia z domu, mam zapalony i nagrzewający już się samochód, a szyby odgarnięte ze śniegu i lodu. Uważam, że nikt nie musi być we wszystkim specjalistą, ale domowych obowiązków można się nauczyć. Wszak i pościel zmienić trzeba umieć i wyprasować trzeba się nauczyć. Ważne są to umiejętności i potrzebne w życiu, bo nie zawsze obok moich wspaniałych chłopaków będę ja czy jakaś chętna laska do ogarnięcia ich bałaganu. Ot i co.

Leave a Comment