Jesteś mamą? Sprawdź czego nie wypada Ci już robić. - Flow Mummmy
MY MATKI

Jesteś mamą? Sprawdź czego nie wypada Ci już robić.

Długo zastanawiałam się jak ugryźć ten temat. Jak zacząć, opowiedzieć to, co od bardzo dawna nie daje mi spokoju.

Matka ma być matką. Koniec. Zauważyłaś już tę prawidłowość? Nie twierdzę, że macierzyństwo to nie powód do największej dumy na świecie. Oczywiście, że tak! W końcu stworzyłaś człowieka! Na starcie powinno wręczać się z tej okazji jakiś grubszy czek. Oj nie mów, że wystarczy Ci, że masz swoje ukochane maleństwo w końcu przy sobie. Ja absolutnie tego nie neguję, ale nagrodą w postaci brylantów napewno bym nie pogardziła 🙂 Wracając do tematu…

ja1

Pamiętam jak po pierwszej ciąży, po najgorszym na świecie połogu (dwa następne to pestka przy tamtym), po kilkunastu tygodniach bycia tylko i wyłącznie dla swojego maluszka, umówiłam się z koleżankami na wieczorne wyjście do dyskoteki. Pomyślałaś już „jaka bezczelna! Wypomina dziecku, że była przy nim, kiedy ten najbardziej jej potrzebował!”? No właśnie… Bo z  żartów, że matki wyjście do biedry traktują jak imprezę, to wszyscy się śmieją, ale gdy ta sama matka powie „idę na imprezę” to nagle połowa otoczenia robi grymas na twarzy podobny do tego, który robię ja, kiedy moje dziecko po raz setny wyleje na podłogę swój soczek. Tak, moja rodzina zrobiła wtedy dokładnie to samo.

Matce nie wypada robić różnych rzeczy. I oczywiście rozumiem, że przy dziecku to raczej słabo wyglądają pewne zachowania, ale gdy tego dziecka nie ma? Mam wrażenie, że człowiekowi już zwykłej „kurwy” sobie rzucić nie można. Bo jak to tak?! Matka i takie słownictwo?! Porządna mama siedzi w domu na dupie i dzierga sweterki na drutach, a nie chodzi i po ulicach bluzga (tudzież w towarzystwie znajomych).

Matce nie wypada 2 razy w tygodniu chodzić do kosmetyczki, bo „ciekawe co wtedy robią jej dzieci”, ubierać za często obcasów – „na bank nie chodzi ze swoim maluchem na rowerek”. Najlepiej, żeby ubierała się w wór pokutny, albo chociaż w stylówkę podobną do tej którą nosi jej dziecko. Ooo tak najlepiej by było! Bo przecież jak dbać o siebie przestanie, to zaraz jej wypomną, że mąż kochanki będzie szukać. Musi dbać, ale bez przesady. Kariery w Hollywood i tak już nie zrobi. Nie wypada pić jej piwa, wiadomo że lampka wina lepsza i to tylko raz w miesiącu, o fajkach nie ma nawet mowy. Muzyka? Musi, ale to musi znać wszystkie dziecięce hity. Bez tego ani rusz. I tutaj w ogóle nie żartuję, pamiętam jak jakiś czas temu znałam tylko dwie piosenki, w tym „aaa kotki dwa”. Ależ mi wstyd było! Ulubiony rap? No błagam! Nawet w samotności przestałam go słuchać, bo jak to tak? Matka?! Ma słuchać bluzgów zamiast muzyki?! Oj czułam się okropnie. Wyrzuty sumienia mnie żywcem zżerały.

Sama się na tym łapię. Nie, że oceniam samą siebie, ale oceniam inne matki. Zupełnie bezsensu, wiem. Ale to silniejsze ode mnie! Wiem, że źle robię, ale podświadomie szukam wad u innych mam, tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że ja jestem najlepsza. Wiesz z czego to wynika? Z niepewności, z kompleksów. Żałosne… Kurcze serio żałosna jestem!

Wiesz z czego rodzą się te wszystkie założenia, że prawdziwa matka ma być ucieleśnieniem ideałów i prawości? Właśnie z kompleksów i niepewności innych kobiet. Bo tak, chciałabym chcieć umieć wszystkie jagódkowe hity, chciałabym chcieć nie marzyć o wakacjach we dwójkę, tylko z mężem, o imprezie do rana na plaży i to takiej z alkoholem (what?!).  Niestety wygodniej stwierdzić, że „nie wypada” niż szczerze odpowiedzieć „nie chce mi się, za stara jestem, nie mam czasu, już mnie to nie bawi”. Najgorzej, gdy jednak wciąż bawi, a sami siebie zamykamy w jakieś dziwne oczekiwania,  a później stwierdzamy „dziecko ogranicza”. Bo może i faktycznie ogranicza, ale swobodę w korzystaniu z toalety, a nie to jakim człowiekiem się jest.

 


PDF Download    Send article as PDF   

54 komentarze

  • No tak jak piszesz – to ta niepewność nasza i brak wiary w siebie. Ja lubię patrzeć, jak mama wychodzi poza schemat. Robi te wszystkie rzeczy, które kompletnie nie są związane z dziećmi. Mi to zawsze dodaje otuchy, bo: 1. ja też tak przecież mogę i 2. istnieje życie po porodzie 😀

  • Po 5 latach spędzonych na macierzyńskim, wychowawczym, macierzyńskim i znów wychowawczym zauważam, że za bardzo „zrosłam się” z dziećmi. Idąc na koncert z mężem myślę, co robią dzieci? Mimo iż wiem, że mają dobrą opiekę. Niestety tak już mam, chociaż wewnątrz tęsknię za odrobiną swobody, gdy już się zdarzy tęsknię do dzieci 🙂

    • Z jednej strony można by rzec, że faktycznie coś się zmieniło, bo mnie też już się nie chce na imprezy, zabawy, choć nie powiem wyjście raz po raz z koleżankami są ok, ale z drugiej strony szkoda mi czasu, bo i tak będąc w pracy nie ma mnie z dziećmi cały dzień, zostają nam 2-3 godz. dziennie zanim pójdą spać, a w tym czasie trzeba posprzątać, zrobić kolacje, umyć się i w sumie to nie ma nic, są jeszcze weekendy i wtedy chciałoby się zrobić coś ekstra, ale razem. W sumie na zabawę patrzę trochę inaczej niż kiedyś. Wkońcu jakiś koncert w plenerze z dziećmi, gdzie one mogą skakać, krzyczeć tańczyć – a ja cieszyć się tym, wakacje? Zanim dzieci pojawiły się nie myślałam o tym co i gdzie, a teraz chcemy zawsze gdzieś pojechać coś zrobić razem, żeby dzieci miały co wspominać. W wakacje prawie co weekend byliśmy na basenie, samym pewno było by nudno, ale z dziećmi? dla nich frajda, a dla trochę relaksu. Można powiedzieć, że u nas dzieci zmotywowały nas do bardziej rozrywkowego spędzania czasu. Pewno, że czasem potrzebny jest reset(samotny), ale ja póki co nie potrzebuje tego. Może za bardzo przyzwyczaiłam się, że te dzieci są ciągle ze mną, ale wiem też, że już niedługo przyjdzie czas, że te dzieci wcale nie będą tak chętnie spędzać z nami czasu. Starsza ma już 6 lat i jak może to całymi dniami bawi się z koleżankami na podwórku, mama nie potrzebna. Tak naprawdę to już nie wiele zostało, jak tylko będzie mogła wybierać, będzie wolała iść do koleżanki niż siedzieć w domu z rodzicami, a wtedy wróci czas samotnych we dwoje wieczorów.;-)

  • A mnie imprezy już rzeczywiście przestały bawić, po prostu nie chce mi się już tak spędzać wieczorów, wolę film obejrzeć z mężem czy na blogu sobie popisać. Chyba serio za stara już jestem 🙂 A dziecko w niczym mnie nie ogranicza – dawniej myślałam, że wraz z dzieckiem skończą się podróże, ale myliłam się, teraz jest po prostu inaczej, wolniejsze tempo, ale da się 🙂

    • Yyy wolniejsze tempo? 😉 mi sie wlasnie wydaje ze czas przy dzieciach płynie 2 razy szybciej 🙂

  • A moim zdaniem to bez sensu. Szczęśliwa matka to dobra matka. Należy się czasem odskocznia. Jezeli lubisz imprezy to na nie chodź niezależnie od tego co inni mówią. To twoje życie i nikt nie przezyje go za ciebie. Ja juz dawno przestalam przejmować się tym co ludzie mówią. Po pierwsze z tego powodu co wyżej a po drugie dkoro ich interesuje co robię to najwyraźniej sami nie maja dosc ciekawego zycia ze zajmują się życiem innych 🙂 tyle w tym temacie 🙂 takze ubierz szpilki, machnij usta na czerwono, wliz najlepsza kieckie, dzieciaki zostaw z ojcem, babcia albo innym zainteresowanym i pomykaj zrobić coś dla siebie :))))

    • A co to za frajda – wyjść na imprezę, wyjechać na jeden dzień do spa czy oddać się innym przyjemnością (marzę o tym) gdy po powrocie wszyscy wokół marudzą że bałagan, że dzieci sie rozchorowały a biedny mężulek musiał ratować się obiadkiem u mamy? Jeden dzień mojej samozwańczej radości to miesiąc marudzenia przed wyjazdem i miesiąc po. Masakra.

  • Coś w tym jest, co napisałaś. Czasem wydaje mi się, że takie zachowanie może być podszyte, zwykłą ludzką zazdrością: No jak to na imprezę idziesz? I może jeszcze będziesz tańczyć? I pić alkohol?
    Czasem po prostu chyba jedna matka zazdrości drugiej, że ta nie jest tylko matką, ale także świetną przyjaciółką,koleżanką, żoną, imprezowiczką, że jest kobietą, która ma marzenia i nie zamyka się w podartych dresach w domu.
    U nas oprócz dzieci, które zdecydowanie ograniczają dostęp do toalety, dołączył jeszcze kot. No to masz babo placek, chciałaś kotka to masz kolejnego widza. Jednak najbardziej przeraża mnie jak widzę dłonie dzieci i łapę kota pod szpara drzwi łazienkowych 🙂
    Ostatnio widzę, że Twoje posty mobilizują mnie w końcu do komentowania.

    • oj komentuj! jak najwięcej!!! uwielbiam czytać co piszecie. Bo widzisz, wy „jaracie się”, że jest nowy post, a ja totalnie wariuję ze szczęścia jak widzę, że do mnie piszecie. Taki nasz dialog mały 🙂

  • Ja ostatnio zajechalam pod żłobek a z głośników samochdowych dudnił rozkrecony na maxa Slipknot (jak ktoś nie zna to z rodzaju heavy metal). Kilka par oczu zwróciło się na moje auto z pytającym spojrzeniem „co te szczeniaki w aucie z przyciemnianymi szybami i napier**** muzyką robia pod żłobkiem”. I to zdziwienie … z ów samochodu wychodzi mamusia z sukience i butach na obcasie i idzie po synka. Miny bezcenne.
    2 tygodnie temu miałam okazję zaszaleć z przyjaciółmi na Woodstocku – mały szczęśliwy bo u dziadków, dziadkowie szczęśliwi bo wnuczek przyjechał – a my spokojnie mogliśmy poszaleć i wszyscy szczęśliwi.
    Na początku macierzyństwa było oni dla mnie ograniczeniem, ale to wszystko kwestia dostisowania się.
    Teraz jest super i mam w nosie co inni mówią co mi wypada a co nie … wypadać to mi będzie szczęka na starość 😛

  • Szczerze mówiąc do niedawna miałam to samo.Obserwowałam inne matki i oceniałam je.W ten sposób chciałam podnieść samoocenę o sobie, w pewnym sensie pomagało,ale do czasu. W wakacje przyjechała do mnie dalsza rodzinka i zaczęła wprowadzać mi w życie nowe zasady wychowywania moich dzieci co doprowadziło do ich totalnego rozstrojenia… Z kultury nie zwracałam na to zbytniej uwagi, aż do momentu kiedy nie mogłam ogarnąc własnych pociech.Wtedy dotarło do mnie,że to moje życie i nikt absolutnie nikt obcy ( bądź dalsza rodzina z którą widzę sie raz do roku) nie może oceniać moje życia a już na pewno go zmieniać!!! Poczułam się totalnie rozbita i było mi totalnie wstyd względem moich dzieci,ze pozwoliłam na to,a one na tym tylko ucierpiały.Od tamtej pory postanowiłam,że skupiam sie tylko na swoim życiu,że nie będę go porównywała z życiem innych młodych mam i nikomu nie pozwolę wejść w nie z buciorami.Miałam już dosyć wyrzutów sumienia,ze coś robie nie tak.Też niesamowicie męczyło mnie ocenianie mnie przez innych.Czułam jakby moje życie było takie na pokaz,aby wszyscy widzieli,że jestem najlepsza .Powiedziałam dosyć!!!!!Nie ma ludzi idealnych i wcale nie chcę tak naprawdę do takich należeć!Chcę być po prostu szczęśliwa i robić to co chcę i jak chcę!!Od tamtego momentu czuję się dużo lepiej i jest mi tak jakoś lżej.Po swoich dzieciach widzę,że też im taka zmiana wyszła na dobre:) Wyluzowana mama to i dzieci szczęśliwsze 😀 A więc Flow chyba wszystkie tak mamy 🙂 Bardzo Cie podziwiam,że potrafisz tak otwarcie i szczerze pisać na takie tematy bo naprawde mało kto tak umie. Jesteś moją naj 🙂 Mimo,że Cie nie znam to jednak jakbym znała 🙂 P.S. A ta zmiana u mnie to w dużej mierze Twoja zasługa.Kiedy Cię czytam nabieram wiekszej pewności do stawiania czoła codzienności . Dziękuję :* 🙂

    • Uleńko! dziękuję! toż to miód na moje serce 🙂 Mi też nie jest łatwo obnażać swoich słabości, ale wychodzę z założenia, że skoro ja „coś czuję” to napewno znajdzie się ktoś kto czuje podobnie. My matki naprawdę w większości jesteśmy ulepione z tej samej gliny 🙂 I jestem pewna, że nawet te najbardziej zatwardziałe konserwatystki, karmiące piersią do 5 roku życia, uprawiające na balkonie warzywa, niemalujące się bo szkoda czasu, też mają czasami dość i chcą po prostu przez sekundę wyluzować. Tak myślę 🙂

  • Znalazłam Twojego bloga kilka dni temu od tego czasu jest moją ulubioną lekturą:) ale tak z innej beczki.. Dowiedziałam sie juz wiele co i jak wygląda z kolejnymi dziećmi, ale chciałabym spytać Ciebie o jedną rzecz. Myślimy nad drugim dzieckiem (córka ma 2 lata) bo kiedy jak nie teraz… a duża różnica wieku już się nam robi. Jednak jeszcze wykańczamy swoje gniazdko i póki co mieszkamy u jednych z rodziców, na jednym pokoiku z małą. I tu moje pytanie: Jak to było gdy urodził się najmlodszy? Środkowy był z wami jeszcze w sypialni? jeden drugiego nie budził jak w nocy płakał za mlekiem ząbkował chorował itd? Wiem ze nie uda mi się od razu córki do własnego pokoju nauczyć zwłaszcza, że to typ przytulasa nocnego „mamusia opka” i śpi z nami do rana. No więc.. oświeć mnie jak to było u was:)

    Pozdrawiam, K.

    • Kasiu, my – zanim urodził się najmłodszy Teodor – przenieśliśmy Bruśka do swojego pokoju, po prostu mieliśmy taką możlwość. Nie mniej jednak, jak Edzio miał jakiś rok, przenieśliśmy go do Bruśka, więc tak – bywa że budzą się nawzajem. W ogóle powiem Ci coś, coś bardzo ważnego: jeżeli chce się mieć dziecko, nieważne czy pierwsze, czy trzecie czy piąte, nie ma takiej rzeczy która powinna nas od tego oddalać. Kasa? Jej zawsze brakuje 🙂 I zawsze się znajdzie. Jak zaszłam w ciążę z Bruśkiem, to ryczałam dwa tygodnie, bo przecież mieszkaliśmy w trójkę w kawalerce (!), dopiero co w pracy awansowałam. Wszytsko było nie tak! W ciągu miesiąca znaleźliśmy większe mieszkanie, w pracy jakoś to ogarnęli. Zawsze wszystko się ułoży. Serio. Chcecie? nie ma na co czekać 🙂

      • Dzięki za odpowiedź, moze jedynie wstrzymam się ze dwa miesiące aż podpiszemy cyrograf (kredyt) i wtedy już wiem, że podciągniemy budowe zanim urodzę… zdążymy się wprowadzić i wtedy chciałabym małą uczyć do nowego pokoju no i witajcie nowy malutki człowieku:) ehh żeby plany się tak chciały zrealizować jak sobie marzymy.. No ale kto komu zabroni marzyć:) tak czy inaczej licze na to, że w przyszłym roku rodzina nam się powiększy i warunki mieszkaniowe stana się bardziej komfortowe:)

        Pozdrawiam!

      • Hej to prawda na dziecko nigdy nie ma dobrego momentu, zawsze jest coś nie tak. Ale należy patrzeć przyszlosciowo, ze jedno dziecko to kalectwo pózniej. Nie ma sie do kogo odezwać, z kim pogadać i wogóle jedna wielka samotność…… sama mam dwójke i uważam, że to za mało:) ale kto wie może w przyszłości!

  • No po prostu tekst dokładnie dla mnie… wlasnie wczoraj rozmawiałam z przyjaciółka (a raczej sie jej żalilam) jaką to jestem wyrodną matką bo za miesiąc jadę na kurs z pracy na całe trzy dni i dziecko samo zostawiam… Nie zeby samo samo bo z M., babcia i pewnie moja siostra tez pomoże no i Młoda ma 6 lat ale jednak myślę sobie „jak tak można ” … ?

  • Nie wypada mi sluchac hip hopu, miec tatuazy… Byc soba mi nie wypada. Wedlug otoczenia.

  • To racja – mamy teraz tyle wzorców, tyle oczekiwań, że niemożliwe jest żeby sprostać wszystkim. A że więcej niż o poznawaniu siebie, od małego uczymy się o tym co wypada, a czego nie – łatwo się pogubić. Chociaż jeśli chodzi o obcasy – to ja osobiście odpadam 😉 Odkąd urodziły się Kluski praktycznie nie używam, bo nie wyrabiam 🙂 A co do wychodzenia na imprezy – to cóż… Długo nie miałam potrzeby, myśląc o wyjściu już widziałam oczami wyobraźni jak tęsknie. Wydaje mi się, że to też był naturalny etap u mnie. Z czasem minęło samo, nie trzeba było tego specjalnie przełamywać. Po okresie myślenia tylko i wyłącznie o dziecku, przyszedł czas, że zapragnęłam zająć się sobą. Tak zwyczajnie i myślę, że wiele mam ma podobnie i zmuszanie się do wyjścia dla samego wyjścia też nie jest potrzebne:) Pozdrawiam

  • No tak, bo po porodzie to tylko zupki, kupki i staniki do karmienia… Taa nasłuchałam się i ja swego czasu, że na piwo z koleżanką nie wypada, że obcasów na spacer z dzieckiem nie wypada, że kolczyka w pępku robić nie wypada… Najpierw się przejęłam, a potem pokazałam środkowy palem i robię co uważam za słuszne 🙂 Dzieci na tym nie cierpią 🙂

  • A ja teraz jestem chyba bardziej aktywna niż kiedy nie mialam dziecka. Mlody ma co prawda już 7 lat, ale mnie to w ogóle społecznie nie ograniczało i nie ogranicza. Pamiętam, że kiedyś koleżanka zaprosiła nasza paczkę do siebie, do Anglii, na zakupy. Mnie nie zaprosiła,a potem skwitowała to słowami – no ty masz przecież dziecko.
    Hello! I co z tego ?? Dziecko zazwyczaj ma też tatę. Moja rodzina w ogóle mnie nie ogranicza, a był czas, że naprawdę sporo wyjeżdżałam i wychodziłam. Tesknilam za nimi za każdym razem, gdy pomyślałam, że siedzą teraz w domu. W życiu nie pojechalabym na wakacje bez dziecka – co to to nie. Wystarczył weekend w Pradze tylko we dwoje, a ja spacerując zastanawiałam się, co najbardziej spodobaloby się mojemu synkowi. Uwielbiam pokazywać mu świat, zabierać do muzeum, ogrodu botanicznego,dużo jeździmy razem rowerem. I wszystko to WYPADA mi robić 🙂 jestem szczęśliwa.

  • To z ciuchami dobre 😉 Chociaż czasami cieszymy się z córką, jak wyjdzie, że obie mamy bluzki w paski.
    A tak poważnie to racja, oczywiście,ze racja!

  • Szczerze powiem, ze to czy jestem dobra czy zła matka oceni za jakiś czas moje dziecko, a nie starsza Pani na ulicy, która widzi mnie na obcasach z petem w ręku mówiącą do telefonu soczyste „kurwa”. Fakt na początku mojego macierzyństwa wielką frajda było dla mnie wyjście samej do sklepu. „Jak to wracasz do pracy i dziecko z nianka zostawisz? Ty serca nie masz!” Usłyszałam od bezdzietnej koleżanki, „ja bym dziecka nie zostawiła u dziadków samego na kilka nocy”, ” może zamiast o imprezie pomyslisz o dziecku” i kilka innych uwag, które usłyszałam w ciągu mojego piecioletniego macierzyństwa. Po pierwsze wróciłam do pracy właśnie ze względu na dziecko i swoje zdrowie psychiczne, po drugie dziecko będąc u dziadków nie jest samo, po trzecie wyjście z mężem do restauracji, na drinka czy imprezę raz na kwartał nie oznacza braku dbania o dziecko. Chyba szczęście i spokoj dziecka zlezy od spokoju panujacego wokół niego, dlatego jedyne co matkom nie wypada to zamykać się w czterech ścianach dla dobra dziecka, bo to nie jest dobre ani dla dziecka ani dla matki ani dla małżeństwa. Zastanówmy się czy nie lepiej czasem „się zresetować” i nie mieć wyrzutów do całego świata, ze tylko dom i dziecko i frustracja, rutyna itd. Itp. Jeżeli potrafimy w ciągu dnia wygospodarować czas na aktywne spędzenie czasu z dzieckiem, to wierzcie … dziecko nie będzie miało nam za złe, ze czasem myślimy o sobie, podrzucamy je do dziadków i idziemy na imprezę z innymi rodzicami.

  • Wprost do mnie..Właśnie siedzę pod drzewem przy schronisku w niskich górach i gapie się w horyzont..a Tata w domu z babcią zajmują się moim 3 miesięcznym Bobaskiem..jedna noc i jeden dzień ukradzione mojemu dziecku? Przecież z pustego i Salomon nie naleje a wyczerpana mama da dziecku spokój i radość życia? Czy nie zasługuje na ten jeden dzień na podładowanie baterii po leżącej ciąży i porodzie po którym moje podwozie czeka kolejny zabieg bo się nie chce zagoić po pęknięciu? Jeden dzień ciszy bez kochanego Bobaska ktory cierpi na cholerny refluks bynajmniej nie w ciszy, przez Cojest prawie nieodkładalny? Czy jeden dzień uczyni mnie zła matką? Nie dam sobie tego wmówić. ( oczywiście dzwonię co chwilę jak sobie radzą)

  • Kocham twój blog. Dopisałabym do listy zabronionych rzeczy, drzemki w ciągu dnia. Bo prawdziwa matka nie potrzebuje snu a energię czerpie z kosmosu, powietrza, miłości… 🙂

  • Dzieci raczej mnie w niczym nie ograniczały. No może faktycznie samotne wyjście do toalety graniczyło z cudem. Mąż prosił bym zajęła się sobą. Ale, zawsze było „nie chce mi się” i „za stara jestem”. Dość szybko dałam się przekonać, że impreza to nic złego. Zdanie innych nie miało znaczenia. Moje dziewczyny wychowywałam tak ja Ja chciałam. To bardzo pomaga. Dziś moje córki są już nastolatkami. Wspaniałymi istotami. I jestem pewna, że trzeba w życiu robić to na co ma się ochotę. Zaufać sobie. Dobra mama to mama bez niepotrzebnych frustracji. Mama może być zmęczona. Może mieć czasem dość wszystkiego. Ale jeśli może niech czerpie z życia ile się da. Teraz znów bywam wykończona☺. Ale już mi się chce i kiedy mam ochotę robię coś dla siebie. Nawet jeśli mój roczny synek w ciągu dnia nie pozwala, to wieczorem mam kino, koleżankę no a czasem i sklep z owadem się trafi….

  • i właśnie dlatego poszłam na zaoczne studia – spełniam swoje marzenia. W tygodniu spędzam bardzo dużo czasu z maleństwem, mój partner sporo pracuje, za to w weekendy ja spędzam cały dzień na uczelni i wtedy tata nadrabia czas z córeczką. Mimo, że studiuję wymagający kierunek, to dobrze jest mi się wyrwać choć na te weekendy. Wracam zmęczona, ale wszystko wynagradza mi moje stęsknione dziecko i facet, który mimo, że świetnie sobie poradził, nie mógł doczekać się mojego powrotu 🙂 Jestem młodą mamą (bardzo młodą ;)) i chcę pokazać innym młodym mamusiom, że dziecko to nie rezygnacja z marzeń, uwiązanie i niewola w domu, dopóki dziecię się nie wyprowadzi. My, mamy, możemy wszystko! 🙂

  • Ja do dzisiaj mam tak, że jak gdzieś jestem z moimi córkmi (13 i 11 lat), to mam problem, żeby zamówic piwo do np. karkówki z grilla. Jeszcze jak jesteśmy we czwórkę, wraz z mężem, to pół biedy. Ale sama z dziećmi?! Skandal i zgroza 🙂 A przecież generalnie mam w nosie opinie innych, zdązyłam wyluzować. A z tym jednym ciągle nie 🙂

  • Czytam post siedząc przed zajęciami z Pole Dance, synek u dziadków, a ja mam czas dla Siebie. Mój syn nie lubi piosenek dla dzieci, co prawda ma dopiero 16 miesięcy, ale w samochodzie woli słuchać techno lub rocka… I dobrze. Nie oceniam innych matek, każda żyje i wychowuje jak umie.. A to, że makijaż robie od święta i chodzę w dresie… Życie, tak mi wygodniej i nikomu nic do tego. Nie jestem matką na pokaz, jestem po prostu mamą.

  • Może to też zależy od środowiska i rodziny. Moi znajomi sami mnie wyciągali po porodzie na imprezy, mąż wprost „wypychał” na spotkania z koleżankami, bo widział ile czasu z dzieckiem siedzę i ze to nie wpływa dobrze na nikogo (oczywiście kocham synka nad życie ale siedzenie z nim 24h na dobę jest masakryczne), mama i teściowa chętnie się zajmują dzieckiem byle bym mogła pójść z mężem do kina. A dziecięcych hitów nie znam i nie zamierzam, wystarczy kilka kołysanek. Synek na szczęście sam woli słuchać radia i muzyki „dla dorosłych”, więc mam problem z głowy 🙂 A to, że jakieś inne mamy/babcie/ludzie w ogóle krzywo na to patrzą czy coś mówią nie za bardzo mnie obchodzi. To nie z nimi mieszkam i spędzam czas.
    Wydaje mi się, że same sobie – my matki- ukręcamy bat. Nie ma czegoś takiego jak nie wypada matce, są rzeczy których nie wypada robić każdemu, typu chodzić na golasa po osiedlu ot co!

  • Przez 3 lata starałam się być idealną matką. (myślałam że idealna to taka skacząca tylko wokół dziecka) Do czasu, aż niechcący zresetowałam się na imprezie firmowej (oczywiście miałam iść tylko pokazać się i zniknąć, żeby nie było gadania). Po tej przygodzie dostałam takiego powera do życia, że nie odmówię już sobie chwili relaksu, lampki wina, maseczki, czy drzemki w ciągu dnia. Za tydzień ma przyjść na świat moje drugie dziecko. Pewnie na jakiś czas będę sama przed sobą wewnętrznie potrzebowała by skupić się głównie na nim, jego potrzebach, a resztę wypełni mi starszak, ale wiem już że przyjdzie taki moment, że pojawi się ta granica, lampka sygnalizująca również i moją obecność w tym świecie 😉

    • tak właśnie powinno być! oczywiście, że na początku jesteśmy tylko dla dzieci, ale to musi powoli się zmieniać, z biegiem czasu. MY też jesteśmy przecież ważne.

  • No coś w tym jest niestety. Kiedy zaczęłam się chwalić różnymi pierdołkami które sobie funduje w wolnym czasie, typu przeczytałam książkę, byłam w kinie, wyhaftowałam fajną serwetke, byłam na basenie, to nagle usłyszałam że chyba mało spędzam czasu z dziećmi. Jakby mój czas i całe życie nagle było przeznaczone tylko dla dzieci.

  • Jeszcze matką nie jestem, niedługo chyba (!) planuję/my. Kurde tyle się do tego zbieram właśnie przez stereotypy (niedługo 30stka), ciągle czuję się młoda 😉 w sensie lubię imprezy, spontaniczność. Męża mam cudownego i wyrozumialego – raz do roku mam tydzień wolnego, jadę do rodzinnego miasta spotykam się ze znajomymi, tańczę, imprezuję, piję, bawię się. Boję się tego, że potem usłyszę że nie wypada. Czemu kurwa nie wypada?! Nie zataczam się, nie zdradzam, po prostu wyłączam i odpoczywam. Tylko biedne mamuśki muszą walczyć z oceną. A kij wszystkim oko! Lepiej mieć wypoczetą głowę, wrócić do dziecka i się cieszyć niż wkurzac że coś Cię ogranicza! Ja będę walczyć! Jak się już poczuje ma siłach do dzieci :p
    Wy też o siebie walczcie 😉

  • Świetny temat został poruszony! Ja również jestem zdania, że mama powinna robić to na co ma ochotę nie zważając na innych, bo Ci wszyscy ludzie którzy nam zwracają uwagę, w końcu z nami nie żyją, więc nie należy sie złośliwościami przejmować 🙂 ja mam rocznego synka, a w wieku 4 miesiecy zostal pod opieką cioci, bo ja świetnie bawiłam się z mężem na łyżwach : D więc już po takim wypadzie wszystkie „Matki Polki” by mnie zjadły, ale ja w ogóle nie przejmuje się opinią innych, ponieważ to jest moje życie i innym nic do niego! 😛 może z sexu też należy zrezygnować, bo mamie nie wypada tak skoro dziecko jest w domu (no chyba, że po Bożemu pod kołderką) absolutnie wyuzdanego! Mama musi być stateczna 😛 ja w dodatku wyglądam na 16-latkę, więc bez szpilek i czerwonych ust już dziwnie na mnie patrzą, a ja zawsze z mężem śmiejemy się, że o idzie gówniara z dzieckiem, pewnie puściła się na dyskotece i nie wie z kim 😛

  • Ja ten rok mam właśnie przełomowy. Pod koniec zeszłego wróciłam do pracy i starałam się być ucieleśnieniem Matki Polki Pracującej i studiujacej przy okazji. Wszystko na tip top. W pewnym momencie z niczym się nie wyrabialam, więc byłam wściekła na siebie, wykończona i sfrustrowana. Wpadłam w taki dołek, że myślałam, iż się nie ogarnę. I przy pomocy przyjaciół powiedziałam sobie DOŚĆ! Jestem młoda, kocham moje dziecko, ale mam prawo realizować też siebie i swoje marzenia. I tak zdarzy mi się czasem (bardziej rzadko) wyjść na imprezę, trenuję capoeirę i robię mnóstwo innych rzeczy DLA SIEBIE. Moje najbliższe otoczenie nadal się powoli z tym oswaja, ale synek jest szczesliwszy jak widzi mamę szczęśliwą ? Trzeba sobie poprzestawiac trochę w głowie i nie zawsze starać się sprostać oczekiwaniom i ideałom innych.?

  • Lubię widzieć te zazdrosne twarze kobiet gdy idę w getrach, skórze i lekkim obcasie, z brzuszkiem, pchając przed sobą wózek z dzieckiem. Nieraz przechodząc obok przystanku słyszałam od starszych kobiet, że mnie matce nie wypada tak wyglądać. I ja się pytam czemu?
    Nigdy imprezowiczka nie byłam i przyznam że teraz po porodzie ciężko mi gdziekolwiek nawet wyjść. Nie czuję nawet takiej potrzeby. Najlepiej to bawię się robiąc codzienne zakupy.
    Nieraz jak tatuś zwraca z pracy to sam Proponuję bym na przykład pomalowała sobie paznokcie. Wie dobrze że mnie to odpręża. Gdy posłuchałam jego rady zaraz znalazły się głosy oponentów:” Widzę że masz dużo czasu skoro nawet paznokcie sobie malujesz. ” albo „Córka pewnie chciałaby iść na spacer a ty wolisz sobie siedzieć w domu i malować paznokcie.”
    Nagle się więcej wyrozumiałości znajduje mężczyzn niż innych kobiet.

  • Ze mnie znajomi śmieją się, że po pojawieniu się na świecie Małego, niewiele się zmieniło, tylko zaczęłam mieć więcej rzeczy przy sobie. Nadal jeździmy na zawody, śpimy w namiotach, odwiedzamy znajomych, a oni nas. Nigdy nie imprezowaliśmy w dyskotekach, ale czasem na piwo czy innego drinka wyskoczymy. Tak naprawdę oprócz barów, w większości miejsc towarzyszy nam Mały. Jedyne co, to musieliśmy zmienić samochód z sedana na bardziej pakowne 🙂 A co do otoczenia – w pewnym momencie doszłam do wniosku, że to ja przecież dokonuję wyboru, co do otoczenia. Osoby, którym się nie podoba to, że moje półtoraroczne dziecko śpi w namiocie i biega o 5 rano po rosie w kaloszach najszczęśliwsze, krzycząc „koń, koń am” mogą komentować. Ale czy to coś zmieni, jeżeli będę ich słuchać i się przejmować? Czy nie jest najważniejszy radosny śmiech dziecka i mój, choćby było zimno, była rosa, było bardzo rano? I czy komentarze „życzliwego” otoczenia nie wynikają też trochę z zazdrości, że ona ma odwagę realizować siebie, swoje marzenia i pasje razem z dzieckiem a nie mimo niego?

  • Ale to prawdziwe! Mieszkam u teściów mam 6 miesięczną córeczkę i ciągle słyszę od teściowej ‚złote rady’. Ale najsłynniejszy tekst to ‚ przy dziecku to już kończy się wychodzenie człowiek jest uwiązany…’ pomalowałam sobie paznokcie pierwszy raz od porodu tak dla własnej przyjemności to zaraz były komentarze ze widać że nic nie robię A że wszystko w rękawiczkach ( musze Tak bo mam uczulenie na środki czyszczące) że w pole mnie wysłać to już nie bede miała takich strojnych paznokci… jprd najlepiej to nic koło siebie nie robić tylko sprzątać niszcząc dłonie i zajmować się dzieckiem, czasem mam ochotę uciec jak najdalej stąd…….

  • Świetny tekst, ale błagam, prosze poprawić „na pewno” z tym koszmarnym błędem. Chodzi mi o wstęp na facebooku. Jak ktoś się zabiera za blogowanie, nie ma prawa popełniać takich podstawowych błędów. Pozdrawiam serdecznie.

    • poprawię 🙂 ale… jestem tylko człowiekiem i zdarza mi się popełniać literówki. trochę luzu 🙂

  • A ja jestem teraz w trzeciej ciazy- zupełnie nieplanowanej. Płakałam chyba miesiąc. Przecież moje dzieci 4,5 i 3 juz powOli ogarniaja się same. Miało być coraz łatwiej, lżej, a tutaj znowu wszystko od początku dla mnie to byla i chyba nadal jest masakra. My z mężem mega jesteśmy przywiazani do naszego życia osobistego. Tego we dwójkę i tego pojedynczo. Regularnie chodzę do kina, knajpy, wyjeżdżamy czasami sami. Uwielbiam uciekać od dzieci i jeszcze bardziej do nich wracać. Uwielbiam tez pić wino. Ale nie jestem kieliszek do obiadu, a butelkę całą, a czasem może więcej 😉 z dziećmi robimy wszystko. Nienawidzę teatru, a z nimi chodzę regularnie, nie lubię tych książeczek dziecięcych, czytam je codziennie, basen, spacery, mnóstwo wyjazdów, morze, góry, zoo, dinozaury, owady, filoraje, opieka medyczna prywatna 😉 wszytko pod kontrolą, ale im więcej robie dla nich tych bardziej pragnę robić rzeczy tylko dla siebie. Z mężem widzimy jak nasi znajomi jeżdżą do USA, Chin, Tajlandii, na Dominikane, Zanzibar itp….. a my ?? Najdalej byliśmy w Hiszpanii z dziećmi. Wiem nie powinnam narzekać bo i tak mam dobrze, ale chciałoby się więcej. Jak masz do tego środki, a ogranicza Cię wiek i ilość dzieci to się czasami smuce. A mój mąż choć czasami sam w to nie wierzy mowi; my mamy coś czego kupić się nie da;);) w sobotę byliśmy Właśnie na koncercie hip hopowym. Moi siedmiomiesieczny brzuch był chyba atrakcją największą zaraz po głównych artystach, ale powiem Wam ze byłam mega dumna z tego ze jestem taka wyluzowana 😉 a tak na koniec powiem Wam co mi sprawiło najwieksza przykrość do tej pory w macierzyństwie. Moja mama, która mi mega pomaga i bez której chyba nie dałabym rady. Rok temu w lutym zaplanowalysmy w 7 dziewczyn wyjazd do Poznania. Same bez facetów i bez dzieci. Nie było ciężko bo tylko ja mam męża i dzieci. Reszta ma maksymalnie chłopaka. Miały to być 3 dni, Apartament, knajpy, spacery, wino dużo wina aaaaa. A przed wyjazdem moja osobista mama zrobiła mi awanturę, że co ja sobie wyobrazam, że matka, żona na taki wyjazd. Co ja tam będę robić z dziewcyznami które będą szukały facetów czy ja też będę! !!??? Ze nie wypada, że to nie do pomyślenia! Finał był taki, że piłam wino i płakałam na przmian cały weekend. Było mi tak przykro. A moja mama po moim powrocie jak jej powiedziałam co czuje powiedziała, że tak się czuje bo widocznie masz coś na sumieniu. To było rok temu a ja myślami do tego wciąż wracam. A na koniec najbardziej szalona rzecz to koncert Justina timberlake wtedy gdy mój synek miał 3 miesiace. Nie było mnie 3 dni. zostawiłam całą zamrazalkę pokarmu, a sama latalam po mieście z laktatorem żeby cycki nie wybuchly;) przepraszam za tak długi wpis, ale to mój pierwszy i pewnie ostatni, ale dużo mi dał. Wygadałam się. Dzięki Flow za bloga, myslę ze myślę tak jak Ty i ze w sumie mogłabym być Tobą; );) tylko ja mam 1 córkę i 2 chłopaków;) love

  • Jeśli Panią to pocieszy, to ja na pierwszą dyskotekę po porodzie wybrałam sie, kiedy mój Chłopczyk miał 3tyg, tak 3tyg! 😉 do końca ciąży biegalam w szpilkach, po porodzie to samo, po prostu lubię 😉 i szczerze, to odliczam kiedy Nasz Syn będzie miał już te 15lat ( mam taką nadzieję, ze co w takim wieku będzie z opkami się wlóczyc ) i wyjedziemy razem z Mężem na wakacje, sami, bez larma 😉 i nie, nie uważam się za złą Matkę. I wiem, że moje Dziecko też tak nie uważa. Jesteśmy tylko ludźmi, każdemu należy się chwila tylko dla siebie, tym bardziej kiedy ma się komu pozostawić na chwilę swojego Skarba 🙂

      • Anna, nie daj sobie wmówić, że robisz coś źle, że nie wypada. Nie wypada to mówić takie rzeczy. Ja też o sobie myślę, że jestem wyluzowaną mamą. Co prawda mam trochę mniejszą potrzebę stanowienia samej o sobie, tzn. na wakacje nie wyjechałabym bez córki, dużo innych rzeczy robimy razem, ale nie dlatego, że tak trzeba, a dlatego, że chcę. Co do wakacji – nigdy nie dogodzisz. Ja planuję daleką podróż w przyszłe, a może jeszcze przyszłe wakacje. Nie do Hiszpanii, nie do Grecji, a na drugi koniec świata. I chciałam zabrać ze sobą córkę. Myślisz, że ludzie to pochwalają? Tak samo jestem nieodpowiedzialną matką, która w dżunglę, malarię i inne choroby chce wziąć kilkuletnie dziecko. Ale ja się tym nie przejmuję. Z drugiej strony mam też swoje pasje, które realizuję sama, bez męża, dziecka, one są moje i tylko moje. Nie wypada, żeby matka i żona miała coś swojego kosztem rodziny? Według mnie nie wypada, żeby kobieta po 30tce nie miała nic ciekawego do powiedzenia i potrafiła rozmawiać tylko o biegunkach i balecie swojej córki.
        Wiadomo, niektóre uwagi ludzi czasem ranią, czasem złoszczą, ale nie warto się zmieniać tylko dlatego, że ktoś tak chce. Lepiej pozostać sobą.

  • No cóż. Ja to chyba nigdy idealna nie będę. 2 miesiące po urodzeniu córki poszłam na całonocną imprezę i zostawiłam telefon w kurtce. Tzn. mama dzwoniła do mnie tryliard razy, że córka wyje pół nocy, a ja nawet tego nie słyszałam. Ale jakoś to wszyscy przeżyliśmy. Cały czas córka musi mierzyć się z tym, że czasem potrzebuję czasu dla siebie, potrzebuję wyjść na godzinę z domu, żeby pobiegać SAMA, potrzebuję czasem rozrywek innych niż zabawa w My Little Pony i inne Barbie. Na obcasach nie chodzę, przynajmniej tyle 😉 Ale do fryzjera idę bez wyrzutów sumienia. I na konwent tatuażu. I piję wtedy piwo. I papierosy palę. Fuj, co za matka ze mnie!

Leave a Comment