Matka Polka Rodząca. - Flow Mummmy
MACIERZYŃSTWO MY MATKI

Matka Polka Rodząca.

„Poród. Mistyczne wydarzenie. Najpiękniejsza chwila w naszym kobiecym życiu.”

poród, ból, dziecko, narodziny, życie, szczęście, chwila

Hahahahah Przepraszam, ale się poplułam z tego śmiechu. Że jaka? Że najpiękniejsza? Cudowna? Albo powiedział to facet, rodząca na Dolarganie, albo ta która podczas porodu przeżyła orgazm (ponoć takie są). To była Wasza najpiękniejsza chwila życia? Pomyślcie jeszcze raz. Ta w której boli Was tak, że nawet krzyczeć siły nie macie? Ja na przykład podczas pierwszego porodu mdlałam między skurczami. Tak dla hecy najwidoczniej. O wspomniany Dolargan też prosiłam, ba! ja błagałam o niego! Na kolanach- chociaż nie wiem czy na tych kolanach to ja już wcześniej nie byłam.

Oba porody odbywały się w szpitalu w moim rodzinnym mieście. Nie powiem, że to jakieś miejsce full exclusive, ale sprzęt, taki żeby porodowe chwile przyszłej matce uprzyjemnić, to oni jakiś tam mają. Taki worek sako na przykład. Super sprawa! Rewelacja! Szkoda tylko, że przez 30 sekund, w przerwie między skurczami. Nie daj cię panie boże jak mnie owy złapał kiedy na tym worku byłam. Dramat. Pierwszy poród czasowo też nie był najgorszy. Od momentu pierwszego mega bolesnego skurczu do końca to było jakieś 6 godzin (wcześniejszych mało bolesnych nie liczę). Był plan rodzenia w wodzie- oj bardzo chciałam, ale generalnie na chceniu się skończyło. Jak już się akcja porodowa zaczęła nie miałam siły myśleć gdzie i jak chcę rodzić. Myślałam tylko o tym, żeby przeżyć. Tak. Dobrze przeczytałaś: PRZEŻYĆ. Ja najzwyczajniej w świecie myślałam, że z tego bólu umrę.
Drugi poród? Ekspres: 2 godziny 15 minut liczone od pierwszego (jakiegokolwiek) skurczu. W tym przypadku już chciałam, potrzebowałam wody. Czułam się tak, jakby ta woda miałam  mnie uratować przed wszystkim. Mąż mi taką z butelki twarz polewał (na meczach też tak robią) bo nawet na prysznic czasu brakowało. Było mniej strasznie, bo i szybciej i bez nacięcia. Za to ból tak samo ogromny, po prostu trwał trzy razy krócej. Była lekka chwila paniki, bo B był ogromny (4400g) i o mały włos nie złamał sobie obojczyka w kanale rodnym. Poza tym dostał 6 pkt w skali Apgar przez to do tej pory w jego książeczce zdrowia widzę napis „objawy martwicy okołoporodowej”. Tak to jest jak się rodzi wielkie dziecko na szybciocha.
I ja się teraz pytam gdzie ta najpiękniejsza chwila mojego życia? No gdzie? W tym bólu? W tej krwi? W tych wodach płodowych? W tych krzykach? Z tą goła (przepraszam) dupą na wierzchu w przepięknej szpitalowej koszulinie? No właśnie…
Najpiękniejsza chwila przychodzi później. Oglądaliście „Zmierzch”? Tak wiem, że dziadowski i dla nastolatek, ale w którejś z ostatnich części użyto takiego określenia jak „wpojenie”. Przychodzi chwila, właściwy moment i bam! Nie możecie już bez tej małej osóbki żyć.
Przeżyłyście coś takiego?
Moja miłość do F rodziła się stopniowo, od chwili kiedy go pierwszy raz zobaczyłam. Codziennie ta miłość rosła w siłę. Bez fajerwerków, za to regularnie. Dopiero z B przeżyłam takie właśnie „wpojenie”. Było to drugiego dnia po porodzie, kiedy bidulek otworzył w końcu oczy i na mnie popatrzył. Co za uczucie. No normalnie szok.
To nie poród jest najpiękniejszą chwilą w Waszym życiu. To moment kiedy zdajecie sobie sprawę, że to COŚ już na zawsze zmieni Wasze życie. I nie ma znaczenia czy dzieje się to 5 minut po porodzie, czy parę miesięcy później. Każda miłość potrzebuje czasu, ale to właśnie moment jej rodzenia jest najpiękniejszy. Nie sam poród.

P.S.
Któraś z Was zapomniała o bólu porodowym  jak tylko zobaczyła swoje dzieciątko?
Ja dla przykładu będę pamiętać już zawsze 🙂


www.pdf24.org    Send article as PDF   

57 komentarzy

  • Ja pamietam, że bolało , że sie darlam, że uciekać tez chciałam a co !
    Ale jak bolało na dzien dzisiejszy nie jestem w stanie określić bolało ale jak nie wiem bo samego bólu nie moge sobie przypomnieć 😉
    No i było bez dolarganu bez anestezjologa bez wanny dobrze, że położne były dwie i jakoś poszło przy pomocy ślubnego 😉
    Syn 4600 od pierwszego skurczu równe 8h , oby tym razem było szybciej i przyjemniej !

    • Z tym przyjemniej to bym się nie rozpędzała 🙂
      Przede wszystkim jest inne nastawienie- taka tam anegdotka na ta okoliczność:
      Przed drugim porodem tato mnie pyta: „Justynka a Ty chcesz rodzić w wodzie? Masz już położną?”, na to ja: „Tatuś ja tam idę rodzić i wychodzę.”. Tyle w temacie. Byle szybko było 🙂

  • Ale mi przypomnialas.. Ja cierpialam niesamowicie przez bite 24hr szybko dostalam bolace skurcze i trwaly wieki a w trakcie partych (juz malo co parlam bo nie mialam sily) to czulam ze umieram i krzyczalam ze umieram a polozne mnie uspokajaly ze nie umre tylko mam zamknac buzie i przec:-) ciezko bylo. Przezylam wszystko czwgo sie tak obawialam. Bardzo. chcialam cesarke ale tu w Uk mnie ;skutecznie przekonali do naturalnego porodu I sprobowalam. Nie zaluje. Doswiadczenie niesamowite. jednak. Masz racje ze najpiekniejsza to tylko chwila gdy dziecie lezy na piersi juz. I mi tez zajelo chwile zakochanie sie w synku. Niesmialo oswajalam sie z nim. No I faktycznie mowia ze za drugim podejsciem duzo szybciej idzie:-)

    • za drugim razem to przede wszystkim mniej się boisz, nastawiasz sie na najgorsze a tu przeważnie miła niespodzianka. Pierwsze dziecko jednak szlak przeciera 😛

  • od bolacych skurczy 9 h.. ale powiem Ci, że mi ten worek sako pomógł. dluuugo na nim siedziałam, w między czasie dwa razy pod prysznic się doczołgałam. a między skurczami? spałam na siedząco ze zmęczenia. przed skurczami drgawki,po skurczu oblewał pot i zasypiałam i budziły mnie kolejne drgawki. Wody mi odeszły w nocy koło 24 skurcze od 11 na porodowce od 13… Gabi wyszła przed 20 dopiero. Ale jakoś się przeżyło. Bolało. Cholernie. Mowilam ciągle do mamy, że już nie dam rady, że sił brak i nie urodzę. a teraz po miesiącu? mogłabym iść znów rodzić dla takiego szczęścia 😉

  • Dla mnie poród był ekstremalnym wydarzeniem i ogromnym wysiłkiem, którego nigdy wcześniej nie doznałem. Tych chwil nie zapomnę nigdy i wspominam go wspaniałe, rodzilam własne dziecko…i dałam rade. Po urodzeniu ptysi wiem, że mogę wszystko i wiem coś jeszcze…nikomu tego nie musze udowadniać 🙂 zazdroszczę tak pozytywnie, że będziesz miała możliwość znów urodzić 🙂

    • ja też porodów później po F zazdrościłam, tego co związane raczej z porodem, niż samej akcji, ale jak się okazało, że B w brzuchu mieszka to taka panika we mnie wstąpiła, że strach miałam, że tak przez 9 miesięcy będzie!

  • Ile kobiet, tyle dosw porodowych, fajny temat. Zawsze na topie 🙂 Ja przy Borysku (ur 3700) od pierwszego skurczu 1g40min niestety z nacieciem….to najgorzej przezylam i do dzis twierdze ze sam porod to nic w porownaniu do szycia krocza i lyzeczkowania na zywca!!!Drugi zas, gdzie strach na sama mysl o szyciu krocza…..brrrr okazal sie byc milym przyzyciem :-)trafilam ze skorczami co 10min. przepuscilam wszystkie panie na izbie zeby spedzic jak najmniej czasu w tych cudownyh ” okolicznosciach przyrody”Po badaniu wyszlo rozw na 4 cm….moze do nocy pani urodzi- uslyszalam. Bole byly fest mocne….Wstalam z ” samolotu” odeszly mi wody i po 10 min byla juz Martynka (3100g i 51cm) wszystkim szczeki opadly 😛 takie figle natura plata. Obylo sie bez naciecia, w szpitalu 2doby. Justa zycze Ci takiego porodu 🙂

  • Wiecie co ? Czytam te wszystkie porodowe opowieści o tych strasznych bólach, męczarniach, jakby to było obdzieranie żywcem ze skóry i hmmm, zastanawiam się czy tak naprawdę to ja w ogóle rodziłam ? 😛 Bo mój poród był przepiękny. Naprawdę przepiękny i ze stuprocentową pewnością mogę powiedzieć, że było to mistyczne, jedne w swoim rodzaju przeżycie. A moment kiedy położyli mi synka na brzuchu – doslownie jak balsam dla duszy. Mój poród trwał nieco ponad 2 godziny. Żadnych znieczuleń, worków sako, krzesełek, dupereli, bo po prostu nie było na to wszystko czasu, malutki rodził się szybko. Ale własnie tak chciałam. I jestem z siebie dumna. Mój narzeczony cały czas był przy mnie. Tulił, trzymał za rękę, mówił, że już już niedługo, że zaraz synek będzie z nami. Owszem, byłam bardzo zmęczona, ale na tyle trzeźwo myśląca, że pomyślałam sobie „będę cicho, bo bez sensu dodatkowo tracić energię na krzyki, bez sensu zdzierać gardło, wszystko zaraz minie, tak musi być i koniec”. I w końcu Seweryn Aleksander się ze mnie wyśliznął 😀 Jak go pierwszy raz dotknęłam to myślałam tylko jaki on maleńki, jaki leciutki, jaki mięciutki, jaki delikatny. Był po prostu piękny ! Wcale nie był jakoś bardzo umazany krwią czy wodami, a wszyscy mnie straszyli, że dziecko od razu po porodzie będzie brzydkie. A on dla mnie był jak laleczka Baby Born 😀 W dodatku taki ruchliwy. Bałam się jedynie, żeby mi się z tego brzucha nie ześliznął. Podczas szycia prosiłam tylko narzeczonego, żeby go przytrzymywał, bo tak wierzgał nóżkami. Szycie trochę kłuło, ale miałam wspaniałego, młodego lekarza, który starał się robić wszystko naprawdę bardzo delikatnie. To była cudowna chwila, jak ją wspominam to zawsze się uśmiecham, uwielbiam o mim porodzie opowiadać, bo dla mnie był po prostu perfekcyjny. Każdej mamie życzę takich doznań 🙂

    • no to tylko życzyć wszystkim kobietom takiego porodu. B rodziłam też w dwie godziny, też na nic czasu nie było, ale nie wspominam go dobrze, chociaż i tak lepiej niż poród F. Brusiek był tak umazany tą mazią płodową, że aż mój M myślał, że go położna czymś wysmarowała- zresztą ja też..
      Super mieć miłe wspomnienia z porodu… Kobieta czuje się wtedy bogatsza o to cudowne doświadczenie.. Szkoda, ze niestety w Polsce często zamiast tego czuje się obdarta z resztek godności… zazdroszczę 🙂

  • „Jak już się akcja porodowa zaczęła nie miałam siły myśleć gdzie i jak chcę rodzić. Myślałam tylko o tym, żeby przeżyć.”

    taaa… ja sobie zaplanowałam, że będę rodzić w pozycji wertykalnej, a skończyło się na tym, że ostatkiem sił wdrapałam się na fotel i tyle było z planów.

  • Kiedy po 12h skurczów lekarze zrobili mi cesarkę byłam podekscytowana, że w końcu zobaczę maluszka. Pamiętam kiedy pierwsze raz zobaczyłam synka tuż po tym jak lekarze wyjęli go z brzuszka – coś pięknego, maleńki nosek w białe kropeczki, duże błękitne oczka, pierwszy płacz przypominający miauczenie – a potem usłyszałam „proszę zabrać dziecko, szybko!” i obudziłam się kilka godzin później na intensywnej terapii… No po prostu niezła jazda bez trzymanki :).

  • Zgadzam się w 100% z tym tekstem. Strasznie denerwują mnie relacje kobiet że o bólu się nie myśli w trakcie porodu tylko o dziecku i bólu nie pamięta się jak tylko zobaczy się dziecko. Nie wierze w to. Ja podczas porodu myślałam tylko o bólu i o tym co zrobić, żeby przestało wreszcie boleć – błagałam o cesarkę, znieczulenie, cokolwiek. I do tej pory na myśl o porodzie pamiętam tą bezsilność i koszmarny ból nieporównywalny z niczym innym. Nic piękno w tym nie widziałam i nie widzę, poza chwilą gdy dali mi wreszcie moją córeczkę. Ale też pierwszą myślą było raczej „uff, żyję. wreszcie koniec. „

  • Rodziłam naturalnie, bez znieczulenia, 13 godzin, 4 kg chłopca, byłam nacinana.
    Bolało, ale tak szczerze, to myślałam, że będzie boleć bardziej 😉 Przede wszystkim chciałam zobaczyć jak to jest rodzić naturalnie. Ot, miałam kaprys 😉 Przyszłam z tak pozytywnym nastawieniem, że nawet położne były zaskoczone, że kobieta w czasie porodu może być odprężona. Ja jednak myślałam, że maluszek też musi wykonać swoją pracę by wyjść, a ja mam za zadanie mu w tym pomóc. Ale ja to ja i zdają sobie doskonale sprawę, że wiele kobiet bardzo cierpi podczas porodu. Uważam, że znieczulenie powinno być dostępne w każdym szpitalu bez wyjątku.
    Czy zapomina się o bólu gdy dziecko się urodzi? Nie wiem. Po prostu przestało boleć i nie skupiałam się na tym. Bardziej bolało mnie przez parę następnych dni.

  • Czytam te wszystkie wspomnienia, komentarze i jestem w szoku dlaczego kobiety w Polsce musza tak cierpiec??? Mieszka za granica (USA), tu kazda kobieta moze dostac znieczulenie jesli chce (dziwne jest jak kobieta z niego rezygnuje). Nie zdazaja sie histore, ze za pozno itd.Czas znieczulenia jest pilnowany.Mysle,ze w Polsce to wymowka lekarzy,zeby tego znieczulenia nie podac.

    • każde znieczulenie to niestety dodatkowy koszt, i to nie mały.. do tego fantastyczne zaściankowe myślenie „poród musi boleć”… noo.. średniowiecze pełną parą!

  • Mistyczne przezycie ??? Hehehe….ja pier…e taki mistycyzm. Od pierwszego skurczu do porodu jakies 12 h , ale hardcoru 2,5 wiec do wytrzymania. Jak bylo 8 cm dostalam Dolargan i co? Wieeelkie g…o. przytlumilo mnie, otumanilo, rece sie trzesly, zimno….taka reakcja organizmu, a bol jak byl tak byl. Darlam sie zeby mi pomogli , kurwowalam z bolu i obiecywalam ze NIGDY WIECEJ ( heheheh). A zpowiadalo sie nienajgorzej. Bolalo ale ja twarda sucz jestem, z 3 h pod prysznicem sobie posiedzialam, maz pomagal z boku, bo jakby sie narzucal to chyba bym go zabila 😉 . Nie idzie zapomniec tego rozrywajacego bolu…pewnie ze sie go nie czuje ale w glowie zostaje ze przezylo sie hardcore. Dla mnie gorsze bylo przezycie calego tego obdarcia z intymnosci z godnosci….cala fizlogia porodu i zaraz po jest dla mnie obrzydliwa i wstretna…. i tego chcialabym uniknac przy drugim, ale wiem ze to niestety niemozliwe … a na cc za pieniazki sie nie zdecyduje bo po prostu szkoda mi tych kilku tysiecy.

  • Ja chwilow zapomniałam o bólu jak zobaczyłam moje dziecko, ale nie dlatego, że spłynęła na mnie miłość, tylko przejęłam się czemu jest blade i się nie rusza. U nas tez zamartwica umiarkowana lub srednia, poczatkowo 4 apgary, na koniec 8. Niestety nie obylo sie bez proznociagow, dwoch, bo zaden nie chcial zassac wiec bol na zwyca niewyobrazalny wręcz. I w sumie uspokoilam się po urodzeniu – oczywiscie dalej bolalo, ale wiedzialam, ze to juz po i straszną ulgę miałam. Jeydnie stresowało mnie, że dziecko ode mnie wzieli i co będzie ztymi 4 apgarami… Ale kolejnego porodu boję sie na tyle, że rozważam czy cesarka nie byłaby lepszą opcją…

  • Że co prosze? Piękne to było jak się skończyło. A w córce wcale się nie zakochałam, dostałam obrzydliwego baby blues i mnie irytowała. To była masakra. Ale jedno mogę powiedzieć, kur…. Po czymś takim to ja bym mogła światem rządzić !!!! Bólu samego w sobie też nie pamiętam wiem,(zresztą jak większości porodu) że był i byłam
    Pewna , że zejde na porodówce przez niego, pamiętam za to początek partych, bo akurat stałam, byłam pewna, że mi coś miednice łamie, to uczucie pamiętam doskonale. Powiem Ci, że twoje porodowe wpisy i komentarze mnie uspokojają, że nie jestem taka porąbana na maksa

  • Ja swojego porodu nigdy nie zapomnę, chociaż wszyscy myślą, że tak się stało. Od początku skurczów do urodzenia minęło. Najgorsze, że już mdlałam ze zmęczenia, a skurcze za słabe, na KTG niewidoczne. W momencie ostatnim, jak już główka wyszła, to świat mi się rozmazał. Mały wyszedł z rączką na niemałej główce. Gdyby mnie nacieli to bym dziękowała, bo tak to mnie rozerwał w 20 miejscach. Najgorsze to rozerwanie przy łechtaczce, gdzie nie mogłam przez ponad 2 tyg sikać bez wycia z bólu. Ale co ja będę mówić… I tak by mi nikt nie pomógł, więc trzeba było to przeżyć. Po ponad 4 mies jeszcze tamte okolice nie doszły do siebie, ale mam nadzieję…
    To tyle marudzenia. Idę na spacer z moim uśmiechniętym łysolkiem 🙂

  • Ja mam jedno dziecko, córeczkę, urodziłam ją 2 i pol roku temu w Szkocji. Moj poród byl wywolywany bo wody odeszły 4 dni przed terminem (chlusnęło jak to w filmach bywa, dobrze, ze byłam w domu ;)) a skurczy brak. Tak w skrocie to moj poród nie należał do łatwych. Po pierwsze wywolywany czyli skurcze gwaltowniejsze, silniejsze, po drugie dziecko ciut większe od Twojego B. dokladnie 4420g :), po trzecie ułożenie dziecka potylicowe tylnie czyli w te mniej korzystna dla rodzacej stronę. Opieka w szpitalu – rewelacja, czułam sie jak w prywatnej klinice. Bylo tak jak pisałas o Irlandii czyli nikt mnie nie dotknął bez mojej zgody, pełna dyskrecja, mąż towarzyszyl itd. Jak wspominam sam poród? Ogólnie bardzo dobrze choc pamietam ból i to, ze tuz po powiedziałam ze to pierwsze i ostatnie dziecko 🙂 Między skurczami przysypialam albo mdlalam sama nie wiem, rodzilam przez wiekszosc czasu na kolanach oparta o podniesione do pionu wezglowie łóżka. Na końcówkę położyłam sie na boku. Jednak podczas tego ciężkiego porodu byla cudowna chwila. Kiedy myślałam ze zaraz umre z bólu i ze chyba nigdy dziecka z siebie nie wypchne, położna powiedziała ze moge dotknąć główki bo juz wychodzi. Pamietam, ze sie zawahalam przez chwile, zaskoczylo mnie to, wyciagnelam reke… na chwile ja cofnelam, ale zaraz położyłam dłoń na małej, ciepłej i mokrej główce 🙂 To co poczulam trudno opisac, jakas nowa energia we mnie wstapila, na twarzy pojawił sie uśmiech, dostałam takiego powera ze dalej juz poszlo 🙂 Gdy w koncu wypchnelam dziecię na świat poczułam ulgę, nareszcie koniec… Mąż oznajmil „córeczka! Będzie Ania!” 🙂 (nie znaliśmy płci dziecka (tylko 2 usg)). A teraz najciekawsze, nie nacieli mi krocza! Nie pękło nic, tylko otarcia! Ja to z gumy chyba jestem 😀 ale połóg miałam koszmarny, śmiem twierdzić, ze gorszy niz porod. Aha i moja miłość do córeczki nie pojawiła sie od razu tylko rosła i nadal rośnie 🙂 Pozdrawiam serdecznie, wierna czytelniczka 😉 Ps, czy możesz mi napisać jak duze urodzily sie wszystkie Twoje dzieci? Slyszalam teorie ze kazde kolejne jest zazwyczaj wieksze i troche mnie to przeraza, ha, ha 🙂

    • 🙂 Filipek- 3680g, B: 4400g, a T:3860 :))) nie ma zależności, więc luz bluz 🙂
      Poza tym w ogóle się nie przejmuj bo najwyraźniej twoje ciało sobie radzi z takimi wielkoludami (tak mnie położna pocieszała, bo bałam się, że T będzie olbrzymem)

  • Czytając Twój wpis przypomniał mi się mój poród Dużego Dziecka . Mój Tusiu „wyszedł ze mnie” dwa lata temu…w nocy początek, czyli pojawienie się wód plodowych ,skurczy brak, i tak przez następny dzień i noc…rano od razu otc…około 15-tej pierwsze skurcze, bóle krzyżowe…i tak przez resztę dnia…Znieczulenie miałam ale pod koniec nic nie pomagało…miałam naprawdę dość…ból jak cholera…pod koniec myślałam tylko o tym jak boli a nie o Tuśku…nacinanie itd. dopiero o 2.45 udało sie…według lekarza Młody miał warzyć jakieś niecałe 3500 a urodził się z wagą 4380 ,59 cm podobno lekarz miał prawo się pomylić …nie płakał, przyduszony pepowiną , ze złamanym obojczykiem (o czym dowiedziałam się dopiero po dwóch dniach) …nic przyjemnego ale daliśmy radę ☺to najważniejsze. ..

  • Oszzz Ty …przez Ciebie nie zdążyłam dzisiaj ugotować obiadu za nim moje Diablisko się wyspalo, bo zaczytałam się w Twojego bloga to moj nałóg od prawie miesiąca ☺

  • Chciałam rodzić we wodzie- to nie mogłam, bo zielone wody płodowe. Kazali skakać na piłce – coś okropnego! Ból przeszywał mnie na wylot. I te grzebanie położnej – olaboga! Nagle skurcz party. Pierwsza myśl muszę ‚kupe’, ale zaraz zaraz to JUŻ! Dumny narzeczony cały czas przy mnie – głaskał mnie po głowie(aż chciało mi się nawrzeszczeć na niego, że mnie wkurza tą czułością, jak ja umrę z bólu) Minęły ponad dwa lata i chce więcej, jeszcze dwóch góra czterech 😀

  • Ból – no cóż po pierwszym porodzie – zaledwie 12 godzin spędzonych na porodowce -leżenia/chodzenia/skakania i wszystkiego co tylko można by opanować ból i wypchnac to co w tobie siedzi – w dodatku nocą. … ech na samą myśl o tym przez ponad rok targaly mną dresze i spazmy. Wszyscy mówili że o bólu się zapomina jak się ujrzy maleństwo – prawda że jak ja ujrzałam to odetchnelam z ulgą ze to juz koniec – ale o bólu nie zapomniałam do dziś (porod 03.2011). Drugi porod – błyskawica – myślę że gdyby nie to ze mnie połączyli do ktg na godzinę to urodzila bym szybciej, a tak godzina leżenia po czym wstałam poszłam siku i juz nie mogłam się wdrapac na łóżko. Położna z mężem mnie wciagneli po czym dostałam pierwszy party -poszły wody (na pół sali hehe), drugi party – pojawiła się główka i juz przeć nie mogłam bo położna chciała przekręcić młodego bo szedł pod kątem. Jeszcze dwa skurcze krzycząc bo przeć nie mogłam i młody na świecie. Tego jak zobaczyłam to od razu miałam leżę w oku. O wszystkim zapomniałam. Lecz po chwili krzyk bo coś nie tak z dzieckiem. Zapalenie płuc (10 dni antybiotyku (ze 3 łącznie) w szpitalu) i na szczęście wszystko skończyło się dobrze. A teraz niespełna półtora roku później jestem w kolejnej ciąży i to bliźniaczej i tylko się modlę by dzieciaczki ułożyły się do naturalnego bo cc sobie nie wyobrażam :p

  • Moj poród 25 min tak dobrze czytacie MINUT 😉 od skurczy do urodzenia 😉 bez znieczulenia ale jak jechałam do szpitala to cały czas mówiłam ze chce i koniec 😉 flow a Ty nie masz 3 dzieci ???:)

  • chyba należę do tych nielicznych które ból szybko zapomniały a oba porody wspominam..nawet dobrze 🙂
    przy pierwszej córce nie czułam w ogóle skurczy. podobno pisały się na ktg a ja nic a nic nie czułam, dopiero jak mi zapodali oxy w kroplówce to myślałam, że krzyż mi pęknie. na szczęście Zuzka była dla mamy łaskawa i 45 minut później leżała na moim brzuchu. Drugi poród jeszcze szybszy, bo mimo, ze czułam skurcze przez kilka godzin to nie były takie straszne. wody odeszły, zdążyłam dojść na łóżko porodowe i 5 minut później Gabi była ze mną: bez nacięcia, bez pęknięcia, aż lekarka się śmiała, że każda pacjentka mogłaby tak rodzić. I mimo, że cieszę się, że oba porody przebiegły tak szybko to żałuję jednego: że za każdym razem mąż nie zdążył dojechać do szpitala żeby rodzić ze mną..

  • Ja o bólu zapomniałam od razu. Co prawda przy pierwszym porodzie w czasie skurczy partych gzie jeszcze nie mogłam przeć myślałam za przeproszeniem ocipieje ;). Ale ta ciepła czerwona śliska kruszynka która od razu na mnie spojrzała sprawiła ze świat się zatrzymał na chwile
    Przy drugim porodzie który był 5 dni temu!!!!!! Zasnęłam w czasie porodu, za sprawą wanny z woda dla rozluźnienia. Ale gdy już wyszłam i musiałam przeć myślałam że znów ocipieje 😉 ale zatrzymanie świata takie samo.
    Ale już koniec rodzenia, miłość miłością ale moje narządy mówią juz nie 😉

  • Mimo, że u mnie akcja szybka, bo 2,5h, wspominam to jako totalną MASAKRĘ!

    Do szpitala trafiłam z 8 cm rozwarcia i jeszcze chodziłam, więc tu był luz. Ale jak zaczęło się przejście do partych, tak się darłam, że tydzień po wyjściu z porodówki mi przeszło. Nacięcie bolało, wody same nie odeszły, wiec nacinali (do tej pory pamiętam jak mi chlusta na różowe klapki), a na koniec jakiś mega krwotok :/ Tak mnie wycieńczyło, że po położeniu się ok. 9.50 dopiero o 6 następnego dnia miałam siłę na prysznic… :p

    Mistycyzm? Chyba w d…Pie! 🙂

  • Ha ha ha uwielbiam powiedzenie ,,jak dostaniesz dziecko to zapomnisz o bolu” hahaha moze po kilku latach teraz nie ma opcji pamietam jak wczoraj 18h skurczy!odeslanie z jednego szpitala do drugiego z 4 cm rozwarciem brak znieczulenia do tego zanikajace tetno T naciecie i pekniecie w jednym ( w tym momencie slyszeli mnie 3 dzielnice dalej) a wszystko zakonczone cholernym vacum..podobno nie czuje sie tez szycia ha ha ha dobre sobie mnie dla przykladu chcieli uspic do szycia bo wylam i miotalam sie z bolu.Prawda jest to ze milosc do tej malej istoty wszystko wynagradza ale na pewno nie sprawia ze sie zapomina ja po porodzie powiedzialam nastepne za 5 lat 😉

  • Eeeee… A ja tam miałam fajny poród.. Ten drugi.. Wiedziałam juz czego chce jak radzić sobie z bólem.. Itp B urodził się 4100 sam poród trwał jakieś 6-8 h a druga faza 40 min.. 40 cholernych minut rozrywania ciała.. Ale i tka było cool być może dlatego że miałam fajna położna dobry szpital i mogłam robić co chciałam..Dwójkę dzieci rodzilam na stojąco z siłą grawitacji a położna musiała się czolgac żeby odebrać dzieci.. Ale cóż tak mi było wygodnie 🙂 serio nie traktowalam tego jak nie wiadomo co.. Mąż wychodził ze trzy razy na fajka a ja w tym czasie słuchałam eski rock i tańczyłam.. I miałam wszystko gdzieś.. Bólu nie pamiętam i opisać tez się go nie da.. Tylko właśnie tak się zastanawiałam czy to ze mną jest coś nie tak ze nie rozczulam się jakoś specjalnie czy z całą resztą świata.. Pierwsze co sobie pomyślałam po porodzie to to że chce na pedicure i ze w końcu bez lusterka ogole… Wiecie co :p

  • Chryste Panie… jestem w pierwszej ciąży. 12 Tydzień. Czytam…i chce mi się płakać. Przecież ja tego nie przeżyję…

      • Przeżyłam. Przeżyłam to 6 tygodni temu 🙂 I znowu trafiłam na Twój wpis :PTeraz zweryfikowałam informacje z komentarzy i śmiem twierdzić, ze mistycyzmu to akurat w porodzie nie ma za grosz. Od pierwszego skurczu do urodzenia – 11 godzin, z czego 7 na porodówce. Dla mnie najgorsze były skurcze rozwierające – serio myślałam, że umrę ale …nie potrafiłam krzyczeć. Myślałam tylko – oddychaj! dotleniaj dzidziola! Parte już lepsze ale nie mogłam go wyprzeć. Pomógł mi lekarz i dzięki niemu obyło się bez vacuum czy kleszczy. Nie uniknęłam jednak nacięcia. Do dziś nie doszłam całkowicie z sobą do ładu. I nie sądzę abym w te pędy decydowała się na kolejną ciążę…

  • Ja rodzilam swoje pierwsze i jak dotad jedyne dziecko 15 minut + godzina skurczy przed porodem. Jasio mial 3540 g jak sie urodzil. Nie wspominam najlepiej tego bolu, ale powiem szczerze ze jak zobaczylam malego to caly swiat dla mnie przestal istniec. Bylismy tylko MY. Ja i malutki Jas ktorego tuz po porodzie wtulalam w moje serducho. Caly ten bol to wszystko zniklo kiedy go zobaczylam i zrozumialam ze to dla Niego. Ze to wszystko dla mojego dziecka. Nie dla obcej mi osoby a dla tej co byla najblizej mojego serca przez 9 okraglych miesiecy. Dla kogos najwazniejszego <3 <3 :* :*

    Jak sobie pomyśle ze kiedys bede miala drugie dziecko to jedynie co mnie zastanawia to czy bede potrafila go obdarzyc takim uczuciem jak pierwszego 🙂 I tego sie najbardziej boje :/

    Ps. Pozdrawiam i buziaki dla szkrabow :* 🙂

    • Tez sie tego balam ale od 6 tygodni mam kolejna osobke do kochania i okazuje sie ze mozna kochac to drugie tak samo mocno. 🙂 Nie martw sie-serce matczyne jest niezwykle pojemne,bedzie dobrze. 😀 t

  • To ja myślałam, że jestem nienormalna kiedy mówiłam, że poród to traumatyczne przeżycie. Ale nie, nie jestem sama. Choć według tesciowej jak poród może być strasznym przeżyciem? Ona kichnęła i po robocie. I oczywiście brzuch w 5minut jej wrócił do stanu z przed ciąży.
    Ja rodziłam 16h. Pierwsze godziny skurcze bardzo nieregularne, później po oksytocynie(ktorej nie chciałam, ale musiał dostać, bo Mały nie chciał sie wstawiać w kanał) ból nie do zniesienia. Musiałam leżeć, bo ktg, bo Mały miał bradykardię. Na chwilę przeszło bo wzięłam znieczulenie, ale skurcze parte… myślałam, że umrę… Ma stojąco źle, na leżąco jeszcze gorzej, na kolanach najlepiej, ale ból przeokropny. Kiedy Mały się wyslizgnal okazalo się, że trwało to tyle czasu bo był owiniety pepowina jak mały baleron.
    Mam kilka tatuaży, w tym na zebrach, i to bolało, bardzo. Ten ból sie zapomina i chce się następny, ale poród? O nie! Tego bólu sie nie zapomina. Dlatego Mały bedzie jedynakiem.

  • Nieziemska satysfakcja ze dajemy radę,że przeżylysmy i chcemy jeszcze.☺ wariatki poprostu. Za mną dwóch panów -2760 i 3580. Ale drugi poród bajka- od przebicia pęcherza może upłynęło 20 minut do konca porodu. Wcześniej skurcze były bardzo znośne. Jedno jest pewne- póki wody nie odejdą i oksytocyna nie jest potrzebna,ból jest mniejszy.☺

  • Samego porodu wspaniałym bym nie nazwała. Co prawda jak o 4:50 zaczęły w mega burzy odchodzić mi wody to cieszyłam się jak głupia, że w końcu skończy się te chodzenie z przeogromnym brzuchem. Wcześniej leżałam 2 razy na podtrzymaniu w 30 stopniowych upalach. Przestałam się cieszyć około 10 jak po lewatywie zgięło mnie w pół ? potem jeszcze „tylko” 11 h skurczy, przekleństw i krzyków (z dwugodzinną pauza kiedy dostałam zzo) i w końcu 21:38 pojawił się ON ☺ ale zabrali go od razu, mnie szyli i w sumie dopiero następnego dnia rano jak go przynieśli przyszła ta miłość ☺ ale po tygodniu zapomniałam jak bolało i za rok staramy się o kolejnego bobasa ☺

  • Matko i córko:)!
    Jestem w 7 miesiącu i jak to czytam to aż słabo mi się robi.
    Jedyne co to staram się myśleć optymistycznie 🙂 Innego wyjścia jak poród i tak nie mam 🙂
    Pozdrawiam:)

  • A ja to chyba miałam szczęście (co prawda bez orgazmu ;-)) ale mój poród trwał jakieś 3-4 godz od kiedy zaczęłam czuć skurcze i sam ból nie był zbyt mocny, upierdliwy bym powiedziała. Ponieważ to była pierwsza ciąża to się bałam co to będzie tym bardzie że nadziei na znieczulenie też nie miałam. Tak więc samym porodem to ja byłam miło zaskoczona.

  • Ja po pierwszym porodzie 8 lat temu mialam taka traume ze tym razem w gre wchodzila tylko cesarka. Nikt mi juz nie wmowi ze pn jest lepszy dla dziecka.Moja druga corka urodzila sie przez cc-silna,zdrowa, nieumeczona. Pierwsza po porodzie naturalnym byla przyduszona, miala slabe napiecie miesniowe,rany na glowie po kleszczach. Ja po pn dochodzilam do siebie 3 tygodnie zanim moglam normalnie usiasc na tylku bo naciecie krocza do kleszczy jest zdecydowanie wieksze.Po cc po tygodniu nie pamirtalam juz ze mialam operacje. Trzeba sprobowac wszystkiego w zyciu i samemu decydowac co dla nas najlepsze.Ja wiem ze trzecie dzieciatko tez tylko przez cc. 🙂 Pozdrawiam i uklon e strone pan rodzacych naturalnie i bez zzo. 🙂

  • Ja powiem coś co może jest oklepanym tekstem,ale 95% sukcesu to odpowiednie nastawienie! Przy pierwszym dziecku liczyłam na to,że spedzę na porodówce samą końcówkę,ból będzie znośny(bo w końcu tyle kobiet to przechodzi i co więcej decyduje się na powtórkę),a cały sztab położnych i lekarzy będzie ze współczuciem próbował ulżyć memu cierpieniu.Rzeczywistość okazała się brutalna- byłam po terminie,także spędziłam w szpitalu kilka dni,a na porodówce bite 12 h przywiązana do łóżka kablami KTG niczym pies na smyczy.Ból zginał mnie w pół i nie pozwalał złapać oddechu,a przerwy między skurczami były znikome-AVE OKSYTOCYNA?.A jeśli chodzi o personel- najczęściej odwiedzała mnie sprzątaczka,a położna zjawiała síę żeby dowalić mi większą dawkę oksyt.i kpiąco rzucic tekst”No tak się tak się rodzi dzieci!”Skurcze parte w tym porodzie to był już dla mnie relaks po tych poprzednich 11h.Aha-znieczulenia oczywiście przez pół doby nie zďążyli dać-TYLE badań potrzebowali…
    Taki żal miałam do nich po porodzie,że podczas całego pobytu w szpitalu już nikogo o nic nie poprosiłam!Sama poradziłam sobie z karmieniem i całą opieką nad dzieckiem od pierwszej chwili.
    ALE,że od zawsze miałam w planach choćby dwoje dzieci, wróciłam tam po 4 latach. Tym razem bez wizji idealnego porodu- raczej z nastawieniem,że będzie równie nędznie jak ostatnio.Jedno czego byłam pewna-nie będe się przed nikim płaszczyć i nikogo o nic błagać.Niech mnie ratują jak już stracę przytomność czy coś,a póki żyję i dycham,niech wszyscy zejdą mi z oczu.Zależało mi na tym żeby na maxa zdać się na siebie,swoje siły,swoje doświadczenie.Wiedziałam,że oksytocynę pozwolę sobie podać w ostateczności(obyło się bez),wiedziałam,że chę piłkę, ewentualnie gaz i tyle.Położna tylko grzecznie sugerowała w którym momencie wkroczyć z jaką zabawką.?I tak się bujałam na tej piłce,oddychając według swojego planu,mąż donosił według życzenia okłady ciepłe bądź zimne(swoją drogą super patent),położna zaglądała od czasu do czasu i aż się prosiła żeby coś pomóc,a ja tym razem twardo obstawałam,że sobie sama poradzę. I było zajebiście. Bolało i owszem,ale wiedziałam już że wytrzymam i nie umrę(bo przy pierwszym to serio-życie przelatywało mi przed oczami?).A największą satysfakcję mam,że nikt mi łaski nie robił i nikomu nie musiałam padać stóp. I teraz,jakby coś to mogę iść rodzić nawet na polanie w lesie…?

  • O Dzizas! Za jakieś 10 dni czeka mnie poród 2 dziecka. Od dawna mam cykora ale jak sobie przeczytałam to co piszesz to mam go tym bardziej. Pamiętam, że za pierwszym razem nastawiałam się na duży ból, ale to co przyszło przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Pozostaje mi mieć nadzieję, że pójdzie szybciej.
    Pierwszy poród też nie był długi ale pamiętam jak sobie wtedy mówiłam (sobie, mężowi i położnej) pierdzielę…%%&#$#@!, nigdy więcej –> no i taka jestem konsekwentna.
    No nic, trzeba to będzie jak to napisałaś ładnie PRZEŻYĆ, a potem będzie fajnie.
    Moja miłość do córki też przyszła stopniowo, nie było wielkiego BuM, chociaż przyznam, że moment jak mi ją położyli na brzuchu zaraz po porodzie to była jedna z najbardziej wzruszających chwil w moim życiu. Nie ma co, emocji jest dużo. Bólu w cholerę, ale warto.
    Pozdrawiam

  • Ja do porodu podeszłam na lajcie… Że ból? – ok wiem, ale skoro kobiety rodzą dookoła tzn. że da się go przeżyć, jakoś będzie. No i poród bardzo szybko naprostował moje myślenie. Bo ból był dla mnie nie do wytrzymania i był najgorszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała…Jak żyć skoro wiesz, że następnego skurczu nie przeżyjesz, nie wytrzymasz i w ogóle to spadówa, a rozwarcie dopiero na 6 cm? ;P Zgroza 😛 Także bólu nigdy nie zapomnę. Ale syneczka mojego kocham najbardziej na świecie i za nic bym go nie zamieniła 🙂 🙂

    • hahahah jakbym o sobie czytała! to samo myślałam zanim urodziłam Filipka… życie szybko zweryfikowało moje zdanie 🙂

  • 9,5 h bólu…to chyba mówi wszystko. Pamiętam ból i słanianie się na nogach, ale kiedy dali mi syna na brzuch, serio naszpikowana endorfinami rzygałam tęczą i zapomniałam o bożym świecie, o szyciu, o krwawieniu i już prawie zapomniałam pytanie lekarza „czy ma Pani problemy z krzepliwością krwi?” przeżyłam. Ba! Ja jeszcze myślę to powtórzyć.

Leave a Comment